środa, 18 września 2013

OK!

OK!
No dobra! Ogarniam się po malutku.
BARDZO po malutku, zaznaczam!
Stuknęłam się w dekiel (rada mojej nieocenionej Chudej) i nie zmienię ustawień bloga.
Ani nie będzie dla elity, ani w ogóle go nie zamknę.

PÓKI CO!

Zaczynam powoli wyłaniać się z czeluści absolutnego zarobienia.

Co nie oznacza, że będę tutaj częściej pisać, albo komentować na Waszych blogach.
Czytam Was regularnie   (mniej więcej co drugi-trzeci dzień ;-) ).

Częstotliwość mojego blogowania spadnie, bo...
No bo tak :-PP

Ogólnie rzecz ujmując: plany, zmiany, plany, zmiany... ;-)

Podsumowując - jest ciekawie, nie nudno i zabawnie w moim życiu. ;-)

Jak czasem będę miała towar deficytowy, zwany czasem, będę Wam o tym pisać :-)

Tak więc ostrzegam - ja tu jeszcze wrócę! :-DD

sobota, 7 września 2013

Łikedn

Jako iż jest łikend, a ja obiecałam się wywnętrznić i nieco usprawiedliwić, no to pisiam....

Jakoś tak tydzień temu, wystosowałam do Was post pomocowy.
Jak zwykle nie zawiodłam się i pomysłów na kółko robótkowe miałam od pyty.
Nie tylko w komentarzach, ale i na maila.
Nie nadążam z odpisywaniem.

Jesteście kochane jak jeden mąż i jedna żona!

Ale...
Ja to już niedawno pisałam, ale powtórzę raz jeszcze: chcesz rozśmieszyć pana Boga - opowiedz mu o swoich planach...

Więc Stwórca  czytając moje dylematy, zapewne ocierał  z oczu łzy śmiechu...

A więc - nie pracuję już w liceum/gimnazjum, tylko w gimnazjum/podstawówka.
Zdecydowanie ciekawsza oferta pracy na mnie spadła i nie miałam nad czym się zastanawiać.
Chociaż mniej godzin, a co za tym idzie - mniej brzęczącej mamony.
Ale za to plany mam lepsze.
I mooooooże perspektywy...
Ale o tym ciiiicho sza!
Zapieprz w zamian za to taki, że taczek nie ma czasu załadować :D
Jak ja to lubię! :-DD
Plany i pomysły takie, że hohohoho!

A kółko stricte robótkowe, póki co poszło się kochać.
Zostało jedynie ewentualnie dekupażowe.
Nie moje, ale ew. byłabym jako suport.

Tak piszę bez składu i ładu, ale jakoś nie bardzo mogę bardziej szczegółowo.
Nie mogę i nie bardzo chcę.

A kiedy zechcę?
Przemyśliwam pewną sprawę...
A mianowicie zamknięcie bloga.
Niech nie będzie publiczny, tylko dla naprawdę wiernych i chętnych do czytania i komentowania.

W ciagu kilku dni przemyślę sprawę i będzie odpowiedni wpisik jak coś.
No chyba, że mi się coś zmieni i całkiem zliwkiduję pisaninę wirtulaną ;)



wtorek, 3 września 2013

Usprawiedliwienie

Zaczął się nowy rok szkolny, a wraz z nim powracają usprawiedliwienia w dzienniczkach uczniowskich.
Więc i ja też nie będę gorsza i skrobnę pewnego rodzaju wytłumaczenie:

Proszę o usprawiedliwienie nieobecności na blogu blogerki Aty.
Absencja spowodowana jest zawirowaniami czasoprzestrzeni wyżej wspomnianej. 
Dlatego też, rzeczona Ata nie ma kompletnie czasu na odpisywanie na Państwa maile oraz komentarze pod ostatnimi wpisami. 
Ponieważ na szczęście raz w tygodniu zdarzają się łikendy, zakręcona Ata OBIECUJE i PRZYRZEKA, że odpisze na wsio  i  się sama będzie tłumaczyć z zawalenia obowiązków blogerskich.
AMENT!!!

sobota, 31 sierpnia 2013

Wpis nie dla przesądnych

Do mojego poprzedniego wpisu i Waszych licznych i pomocnych komentarzy obiecuję odnieść się w najbliższych dniach.
Dziś jednak będzie z innej beczki...
Data 31.08 już na zawsze będzie dla mnie końcem nie tylko wakacji...

Mamy w ogrodzie wielkiego kasztanowca.

Jak powszechnie wiadomo, te piękne drzewa od parunastu lat są dewastowane przez szrotówka kasztanowcowiaczka.
Nazwa niewinna, wręcz zabawna,  a spustoszenia potworne!

O nasze drzewsko dba głównie mój tata, ale obie z Anią też dzielnie grabimy i palimy jesienią liście i opadłe kasztany.
To najlepszy sposób na ochronę drzewa i na przedłużenie jego życia.

Mamy motywację do tego nie tylko z pobudek czysto ekologicznych, ale również z powodów przesądów i "niewłaściwych" lektur.

Może zacznę od lektury.
Lat temu sto, a może i więcej, przeczytaliśmy książkę pt: "Krew" (Elena Quiroga).
To historia czterech pokoleń ziemiańskiej rodziny. Narratorem jest właśnie kasztanowiec.
Teraz będzie tzw. spoiler, czyli zdradzam koniec książki: drzewo zostaje ścięte, bo przeszkadza.
Padając, przygniata swoim ciężarem ostatniego, małoletniego potomka z rodu. Uwielbiającego zabawy pod kasztanowcem.
Zrobiło to na nas wstrząsające wrażenie i w związku z tym kasztanowiec będzie sobie u nas rósł do końca świata...

A przesąd?
Osoba (prywatna, nie hodowca!), która zakopie w ziemi kasztan i wyrośnie z niego drzewo, umrze po pierwszym jego kwitnieniu...

Moja Mama miała trzech starszych braci.
Była ukochaniem brata środkowego.
Z wzajemnością.
Różnica wieku była między nimi ok. 13 lat (może się mylę, ale niewiele).
Tenże Brat Mamy nie był przesądny, w głupoty nie wierzył.
Znalazł gdzieś kasztanek i wtyknął go pod płotem - niech rośnie!
Kasztanowiec wyrósł po kilkunastu latach na schwał.
Aż pewnej wiosny zakwitł...
A potem zamiast kwiatów miał owocniki.

Tego dnia moją Mamę cały dzień nosiło. Nie umiała znaleźć sobie zajęcia, nie potrafiła usiedzieć w miejscu.
Biegała z kąta w kąt.
W końcu poszła na grzyby do lasu.
Nic nie znalazła.
Poza figurką słonia...
Leżał sobie na mchu i czekał, aż ktoś go podniesie.
Po powrocie do domu dowiedziała się, że...

Nie poznałam mojego Wujka, ukochanego Brata mojej Mamy. Zmarł nagle na wylew kilka lat przed moim urodzeniem.

Od dnia Jego śmierci do naszego domu nie mają prawa wstępu słonie (nawet te z trąbą do góry), a wszystkie kasztany płoną w ognisku. Razem z liśćmi.
Tak na wszelki wypadek...

czwartek, 29 sierpnia 2013

Pomożecie??

Mam do Was pytanie i prośbę za jednym zamachem.

Otóż: od nowego roku szkolnego mam prowadzić zajęcia pt: "Kółko robótkowe".
Będą one skierowane dla uczennic (bo wątpię, żeby męska część załogi się napaliła) z gimnazjum i  liceum.
Plan zajęć mam rozpisać na 32 tygodnie.
Na pierwsze trzy-cztery tygodnie pomysł mam.

Ale co z pozostałymi w liczbie 28????

Tzn. pomysłów mi nie brakuje, ale problem jest w tym, że materiały na zajęcia będą musiały finansować same zainteresowane.
I tu jest pies pogrzebion - to nie może być nic, co generuje wysokie koszty zabawy.
I co ja mam zrobić, biedna mysz??
Poratujcie dobrzy ludzie pomysłami!

Zadam teraz słynne pytanie towarzysza Gierka:
To jak - pomożecie??

(odzew dla niezorientowanych - POMOŻEMY! ;-D )