Dumam i dumam i nic sensownego mi do głowy nie przychodzi.
To może od razu przejdę do prezentacji najnowszego dzieła.
"Drzewo życia" Gustawa Klimta.
W sumie nie planowałam kupna tego panelu, ale kiedy zobaczyłam go na żywo, w sklepie u Ewy, to natychmiast awansował do towaru must have! I to tak na ten tychmiast, bo życie bez niego byłoby jakieś takie niepełne, czy coś... ;)
Tak gwoli ścisłości, to szycia przy nim nie było dużo - doszyłam tylko border no i na koniec lamówkę.
Ale za to pikowania przy nim było, że hoho!
Najpierw wypikowałam czarnym monofilem kontury drzewa i detale.
Później border - kratka po kratce.
Zwróćcie uwagę, jak on się pięknie mieni złotem!
I powstała taka piękna zawieszka naścienna:
To pikowanie to była prawdziwa przyjemność. Sporo godzin przy maszynie, ale warto było! :-)
Rozmiar: 85 cm na 105 cm.
Bardzo nieskromnie powiem, że mi się podoba :-)
I mam nadzieję, że nowej właścicielce też przypadnie do gustu. Ale o tym przekonam się na początku grudnia.
Za przepiękne zdjęcia dziękuję mojej zawodowej fotografce Joannie :-)




