-18
Hej duża Córko!
Jak to zwykle bywa w dni wolne, Twoja sis tradycyjnie udawała, że śpi intensywnie. Dziś poszła na całość: leżała na baczność, z nosem skierowanym centralnie w stronę sufitu. Klasyk pt: "dziś udaję na trupka" ;-)
Kiedy już się wskrzesiła, poszła tłuc wrogów Kapitana Pazura. Rzecz jasna postępowała zgodnie z przeczytanym wcześniej artykułem w Newsweek'u "Popraw sobie IQ" zalecającym granie w gry z przemocą...
Kiedy Twoja sis dbała przed twoim monitorem o swoją inteligencję, ja "tłukłam" armię aniołków na zamówienie i bransoletki.
Jedna miała tylko być. Też zamówiona, ale jakoś się zamyśliłam i zrobiłam o dwie więcej:


Fajne, c'nie? ;-D
A spróbuj powiedzieć inaczej! :-PP
Niedziela, jak każdy wolny dzień, minęła jakoś tak sama z siebie i tyle :-/
Trzym się ciepło
Mama
06.02
-20
Cześć Żabciu!
Podobno idzie ocieplenie...
Jakoś strasznie wolno i pod górkę :-//
Jako iż dziś poniedziałek, trza się było udać do pracy. A w sumie do dwóch ;-)
W pracy przybyło mi trochę nowości...
Gruz jest już na kompach skrzętnie schowanych między regałami.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że jak strop zdecyduje się zintegrować z podłogą, to mnie w tym czasie tam nie będzie ;-)
A teraz mały powrót do czwartku. Dowiedziałam się onego dnia, że organizowana jest grupa panienek małoletnich w szkole języka angielskiego. No i padło pytanie/zaproszenie w kierunku panny Anny.
Ja osobiście nie widziałam przeciwwskazań, ale wypowiedzieć się rzecz jasna musiała sama zainteresowana. Bo wszak to nie ja będę zgłębiać tajniki i meandry mowy Szekspira.
Dwa razy w tygodniu, po godzinie zegarowej.
Problem był tylko jeden - jedna z tych dwóch godzin koliduje z jej kółkiem historycznym...
Przekazałam Ani info i zapytałam co ona na to.
A ona rozsiadła się wygodnie na swoim krzesełku przy biurku, założyła nogę na nogę i wygłosiła kwiecistą mowę w moim kierunku.
Cytuję:
-Trochę mi szkoda tego kółka, ale z historii to ja jestem bardzo dobra, a właściwie świetna, więc spokojnie sama sobie poradzę z nauką. Z angielskiego oczywiście też jestem bardzo dobra, ale chciałabym nauczyć się czegoś więcej niż w szkole, a na lekcji nie mam przecież takich możliwości. Poza tym - jak kiedyś pojadę za granicę, to znajomość angielskiego będzie mi potrzebna.
Yyyyy... Tja.... A ja oczekiwałam prymitywnej odpowiedzi typu "tak" lub "nie"...
Pozostało mi jedynie uświadomienie Waszego rodzica w temacie pozaszkolnego kształcenia przemądrzałej latorośli.
I tu napotkałam opór!
W życiu nie zgadniesz, w jakiej kwestii!!
Otóż Aniusia będzie na zajęcia dostarczać się samodzielnie! Na własnych obutych nożynach.
I to jest problem dla męża mego!!
-JAK TO?? SAMA BĘDZIE CHODZIĆ??? TAK DALEKO??? PRZEZ ULICĘ??
Zatkało mnie!
Normalnie mowę mi odjęło! Nie tego typu schodów się spodziewałam ;-DD
-No nie zupełnie sama. Oprócz niej jeszcze 4 panny z jej klasy będą tworzyć tę grupę. I razem będą szły po lekcjach.
-Ale tak sama???
-Dżizas! Ogarnij się! Przecież nie będę jej wozić 500 metrów od szkoły!!
-Ale ta ulica ruchliwa i ona będzie musiała sam przez nią przechodzić!!
-Pan STOP dzieci przeprowadza. Wyluzuj! Do diabła! Ja w jej wieku jeździłam do szkoły pociągiem, albo autobusem! A jak nic nie jechało to rwałam z buta 3 km i żyję!!
-Ale ona jest jeszcze mała...
-Mała? No może nie jest wyrośnięta, ale za trochę ponad trzy miesiące skończy 11 lat. Całe życie nie będę jej za rączkę prowadzić. MUSI się usamodzielniać.
-JUŻ???
-Tak!!! No bo niby kiedy??
I żeby tak całkiem dotłuc Waszego ojca dodałam:
-A jak się zrobi ciepło, to sama będzie wracać w środy do domu. Mnie się nie będzie chciało odrywać od ogródka, żeby po nią jechać. W poniedziałki bez zmian - pracuję do 15, więc podjadę po gwiazdę ;-)
Tata pogrążył się w wyniośle milczącej i obrażonej traumie ;-)
Jak widzisz, nie tylko my obie nie umiemy się pogodzić z tym, że nasz mały aniołek z loczkami jest już TAKI STARY!!! ;-D
Tak więc od środy, mimo focha rodzica, Twoja sis będzie zgłębiać tajniki i zawiłości języka angielskiego w teoretycznie szerszym, niż szkolnym, zakresie.
Małe zmiany, nieprawdaż? ;-D
Cmok!
Mamusia
07.02
-14
Ha! Się ociepla!!
Witam ozięble kangurożercę...
Wyobraź sobie, że Twoja spokojna i nikomu nie wadząca matka, o mało co, a oberwałaby dzisiaj mopem od dozorcy!!
I to za co??
Za szczery podziw!!
Wyskakiwałam ja sobie w celu wiadomym za tzw. winkielek.
W trakcie wyskoku mijałam pana dozorcę. Tego duuuużego.
Miał w rękach mopa. I operował nim całkiem sprawnie, chociaż różnica wzrostu między nimi była mocno groteskowa: kij od mopa kończył mu się tak mniej więcej na wysokości bioder.
Stanęłam na moment i z podziwem rzekłam:
-Nooo! Jak to panu zgrabnie idzie! Może by tak się pan po moich podłogach w domu przeleciał?
I co ja uszłyszałam?? Za podziw mój niekłamany??
-Uhhhh!!! Jak ja wezmę tego mopa i machnę, to nie ręczę za siebie!! Pani mnie nie denerwuje! Kurna ile tu błota na buciorach wnoszą!!
-U mnie będzie łatwiej. Mniej nóg... - kusiłam pana.
Nie chciał!
Trudno! Poszłam się grzać w okolicach nosa. I tak z nudów poczytałam karteczki naklejone na płocie. Na jednej z nich stało jak wół: Ukrainka szuka pracy: pomoc przy sprzątaniu.
Wracając, zagaiłam przyjaźnie do pana dozorcy:
-Wie pan co? Nie to, żebym była złośliwa, ale tam na płocie znalazłam ogłoszenie.
I zacytowałam mu.
-Nooooo!! Chętnie!! Zatrudnię ją! Tylko pewnie zwiałaby stąd po dwóch godzinach!
-Aż tyle jej pan daje?? Wymięknie na sam widok ;-D
-A to też może być!
Kolejne ogrzewanie się w okolicach narządu powonienia skończyło się pogróżkami pana woźnego, że mnie nie wypuści... jak będę szła do domu.
Lekceważąco rzekłam, że przez okno czmychnę!
Na co on, że mi bramę zamknie i nie wyjadę!
Na to ja, że wpadnę w histerię!
Podziałało! Wyjechałam normalnie!
Jednak faktycznie faceci boją się babskich łez, jak diabeł święconej wody ;-D
Popołudnie:
Dziadek na wieść o pożarciu przez Ciebie kangura nazwał Cię aborygenką ;-P
Stwierdził również, że jako człek dziki surowizną zapewne się żywić zaczęłaś i w związku z tym na Twój powrót ma zamiar zrobić... TATARA ;-D
Mięsko już się mrozi :-)
Przeczytałam Twojemu ojcu sms'a, jakim mnie dziś wkurzyłaś na maksa.
Pozwolisz, że go zacytuję w całości:
"Odkryłam sklep z rzeczami po 1 ojro, w którym są motki wełny, czy czegoś tam. Jakbym się znała, to bym Ci kupiła"
Tata się uśmiał. Po czym zapadł w milczenie na jakieś 5 minut...
A potem przemówił:
-To weź Aśce powiedz, jaka ma być ta wełna i niech ci kupi.
Zanim zdążyłam zareagować, dodał:
-Albo nie! Niech weźmie aparat i idzie do tego sklepu zdjęcia zrobić! I na maila niech ci wyśle. Powiesz je co i jak i niech ci kupi!
Tak więc już wiesz co masz jutro robić.
Żadna tam architektura i inne pierdoły!
WŁÓCZKI FOCIĆ !!! ;-DD
Buziol
Mama włóczkopazerna ;-)

















