Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 sierpnia 2017

Karteczkowo - konkursowo

Dokładnie 25 czerwca Karolina ogłosiła na swoim blogu konkurs pt. "Letnia pocztówka 2017"
Poczytałam, pokiwałam głową i stwierdziłam, że temat super i w ogóle...
Ale przecież ja w te wakacje nigdzie nie wyjeżdżam, to i kartki wspomnieniowej nie uszyję.
Bo plany miałam inne.
Bardziej przyziemne i całkowicie udomowione.
Czyli trzeci rok z rzędu MALOWANIE!
Nie pejzaży, nie martwych natur, ani nie portretów. Ściany mnie wzywały. I sufity.

Malowanie sprzed lat trzech już opisywałam o tu.

W poprzednie wakacje postanowiłam odmalować tylko jeden pokój i łazienkę górną.
No to pomalowałam

Ale stwierdziłam, że głupio wyglądają takie świeżutkie pokoje (prawie wszystkie) przy niedomalowanym przedpokoju tzw. górnym.
No to go machnęłam.

W tym momencie klatka schodowa przestała być kompatybilna z górą domu.
No to co jej miałam żałować? Pomalowałam

Natychmiast upomniał się o swoje przedpokój dolny.
Też dostał swoją porcję farby.

Zaszlochała kuchnia stęskniona za zapachem świeżej farby.
Niech ma!

Łazienka dolna nic nie mówiła, bo jest mała i  nieśmiała.
W nagrodę też została odmalowana.

Zostały mi tylko dwa pokoje. Na górze i na dole.
Sporo ścian i koszmarne płachty sufitów...
Odłożyłam zabawę w malarza na rok, czyli do aktualnych, ciągle jeszcze trwających wakacji.
Zabawę zaplanowałam od ostatniego, górnego pokoju.
Zaczęłam dokładnie dwa dni po ogłoszeniu, wspomnianego na początku wpisu, konkursu.
I tak se machałam wałkiem beztrosko w tę i na zad. I tak podziwiałam jak się robi ślicznie i czyściutko. I w trakcie tego machania i podziwiania rozmyślałam o konkursie.
- Faaajny ten konkurs. Taki inny. Taki "ludzki". Szkoda, że nie będę miała żadnych wspomnień wartych uszycia... A może by tak jakieś marzenie uszyć? Iiii tam! Bez sensu!
 Jedyne marzenie to ja mam w tej chwili takie, żeby mieć już pomalowane, poustawiane i w ogóle, żeby do normalności domowej wrócić. Na słoneczko, na dworek wyjść. Weź ty lepiej babo pędzel w łapę i kąciki poobrabiaj.

Się postawiłam do pionu, pomalowałam raz, a potem drugi raz. I stanęłam zachwycona własnym dziełem.
- Boszssz! Jak cudnie! Jak jasno! Jak czyściutko! Normalnie czuję się jak kopytkujący jednorożec rzygający tęczą!!!

No i w tym momencie spłynęło na mnie olśnienie!

TĘCZA!  TAK! TO JEST POMYSŁ!
Tęcza z pędzla! I słońce kuszące! Za oknem!
Ha!
Po niecałych dwóch tygodniach od rozpoczęcia armagedonu domowego, miałam już wolne i wcieliłam swoją wizję w życie.
I tak oto powstała pierwsza karteczka:



Pędzel jest? Jest! 
Tęcza jest? No ba!
Słoneczko kuszące za oknem? Obowiązkowo!
No i do tego po raz pierwszy uszyłam coś metodą confetti (tak sądzę ;-) ).

W poczuciu dobrze spełnionych obowiązków usiadłam spokojnie na dworku i...
I podeszwy zaczęły mnie swędzieć.
- Wakacje w sumie jeszcze potrwają, a ja odczuwam deficyt wrażeń i odpoczynku. Takiego prawdziwego, na wyjeździe. Hmmm... Trzeba było o tym myśleć wcześniej, a nie teraz. Ale... A może by tak na Hel... 

Od myślenia do działania u mnie droga krótka.
Telefon w garść. Dzwonię do kochanej, helowskiej duszy z pytaniem i prośbą.
- Oj kochana! Teraz? W pełni sezonu? Co ja ci znajdę? Jaki ma być pokój?
- Trzy osoby, najchętniej z łazienką   i żeby ze skóry nie obdarli.
- Łoooo... No nie wiem, nie wiem... Dobra. Popytam, poszukam i oddzwonię. Ale nie wcześniej niż w niedzielę. Ale wątpię.
Był to piątek, jak coś.
Trzy godziny później miałam wynajęty pokój zgodnie z oczekiwaniami :-D

Tydzień później smażyłam się w doborowym, jak zwykle, towarzystwie nad ukochanym Bałtykiem, w najpiękniejszym miejscu na ziemi.

No i temat na kolejną karteczkę jakby sam się nasunął.
Ale zbyt oczywisty jak dla mnie.
- Może? Plaża? Eeeee... Wolę coś innego. 

Od lat kocham haft kaszubski we wszystkich jego odmianach. 
Tak więc niewiele myśląc skopiowałam wzór z tej strony, skanapkowałam szmatki i za pomocą zwykłego Singera Brillance wyszyłam/uszyłam karteczkę:


Tak...
Dwie już mam. Trzeciej już nie stworzę. No chyba, że zmienię zdanie ;-)

Miałam dużo frajdy przy szyciu. A jeszcze większą przyjemność odczuwałam, jak spływało na mnie olśnienie :-D



Obie bardzo polubiłam, ale szczególnym sentymentem darzę tę ze wzorem haftu.
Dlaczego? No bo przypomina mi lenistwo na Helu ;-D

Karteczki póki co są jeszcze u mnie w domu, ale za kilka dni wyślę je do Karoliny.

Zachęcam Was do wzięcia udziału w konkursie. To bardzo fajna zabawa zmierzyć się z czymś tak małym (10 cm na 15 cm). 
No i wymyślając tematykę kartki można rozruszać szare komórki nieco przyćmione wakacyjnym lenistwem ;)


Wszystkie zdjęcia w tym wpisie są autorstwa mojej starszej córki Joanny

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Uszyłam sobie. Niechcący...

Kilka tygodni temu pokazywałam Wam patchwork, a właściwie "patchworczek" uszyty na konkurs.
Taki tam. Nic nadzwyczajnego.
W planach miałam kolejny. Jaki?
A tego to ja nie wiedziałam :-D
Błąkałam się po internetach, szukając pomysłu, niczym smętna owca stada pozbawiona i nic do mnie nie przemawiało.
Aż pewnego dnia, kompletnie zrezygnowana, już miałam odłączyć się od świata zewnętrznego (netowego), kiedy nagle znalazłam COŚ, co aż mnie podrzuciło z zachwytu pod sufit!
- WOW! - zakrzyknęło moje ja.
- To jest to! Tylko jakie toto ma wymiary? I jak to jest uszyte? - mamrotałam z nosem w monitorze.
Nic nie wymyśliłam, ani nie znalazłam konkretnych wytycznych i po prostu usiadłam, rozrysowałam, obliczyłam rozmiar za pomocą palców u rąk i nóg i jakoś poszło.
Podziabałam solidy (bez żalu, chociaż "trumienne" były!), pozszywałam do kupy i wyszło mi takie fajowe coś:


Kolejna durnowieszka/kurzołapka w rozmiarze 45 cm na 135 cm.

Ale to nie koniec historii. O nie! Najpierw był problem z pikowaniem.
Myślałam o sieknięciu tego na skos w nierównych odstępach. Potem ewaluowałam w kierunku skosów, ale różnych w zależności od kwadratu (jak widać, durnowieszka jest podzielna na 3 kwadraty). Miotałam się okrutnie, dopóki dziecko moje młodsze uświadomiło mnie, że przecież jak znalazłam ten patchwork w necie, to zachwyciłam się nim ogólnie i on nie był mocno pikowany. Więc powinnam dostosować się do tego, co na pierwszy rzut oka tak bardzo mi się spodobało.
Jakież to proste! Dobrze, jak ktoś trzeźwym i niezależnym okiem zerknie na tfurczość naszą radosną :-D
Tak też i uczyniłam. Przeleciałam tylko po szwach.
A potem... A potem to zatrzymała mnie lamówka. Nie miałam zielonego pojęcia jaka ona ma być.
Czarna?
Biała?
Biały spłaszczy... Czarny przytłoczy...
- A jak to było w oryginale? Bo jakoś nie kojarzę lamówki. - Pomyślała Ata plagiatorka...
Wlazłam jeszcze raz na zdjęcie tego co mnie tak zachwyciło i...
- Cholera! Tam nie ma lamówki! W ogóle! To jakim cudem te brzegi takie idealnie wykończone są?

No cóż...

Teraz czas na przyznanie się do winy i ślepego zaślepienia...

Otóż...

To, co mnie tak olśniło i zachwyciło, to był... OBRAZ! NAMALOWANY! :-D
Proszszsz, oto oryginał:

Tak więc zupełnie niechcący uszyłam sobie obraz :-D
Pozostaje mi się jedynie cieszyć, że nie znalazłam tego obrazka, bo mogłabym nie wyrobić się w czasie z szyciem na konkurs:

Tak więc.
Uszyłam, mam i bardzo mi się podoba :-)
Lamówka jest "łaciata" - tam, gdzie białe jest biała, tam gdzie czarne, jest czarna.
Robota koszmarna, ale wszystko "stykło" i wygląda przyzwoicie:

I wysyłam (rzutem na taśmę) na konkurs   Gosi Pawłowskiej "Hello Sunshine".


Trzymajcie kciuki, pliss!

Ps: zdjęcia gotowca autorstwa mojej starszej córki :-)

niedziela, 31 lipca 2016

Inspirujące słoneczko

Do odważnych świat należy. Tak mówią.
No to postanowiłam być odważna i po raz pierwszy w życiu uszyłam coś specjalnie na konkurs.

W sumie to nie miałam zapału ani planu, żeby stawać w szranki z najlepszymi quilterkami w Polsce, ale...
W pewien deszczowy dzień, jakich w te wakacje aura nam nie skąpi, przeglądałam sobie posiadaną prasę typu "tniemy cenne szmaty i zszywamy na zad po pocięciu na pierdylion kawałeczków".

Parcie miałam silne, bo kupiłam sobie w końcu  stopkę   1/4" i bezwzględnie musiałam ją wypróbować.

- O! To fajne! Uszyję! No może... Kiedyś. Aaaa! To jest super! Ale na Boże Narodzenie... Ha! Mam! Eeee... Chyba jednak nie...  - tak sobie inteligentnie rozmawiając sama ze sobą, przeglądałam wnikliwie wspomniane gazetki.

Aż w końcu zahaczyłam okiem o coś, co bardzo lubię, czyli Dresden Plate. Gazeta nazywa się "Quilting" nr 04.2014

- A po co mi to? - zapytałam sama siebie sceptycznie - Już słyszę moje córunie, że znowu dywan na ścianę uszyłam, że durnowieszka, kurzołapka i takie tam...

Przyklapnęłam lekko, ale szybciutko się pozbierałam do kupy i zakrzyknęłam gromko:
- Ha! Na konkurs jak znalazł. Na początek! A niech się dzieje!

Wygarnęłam ukochane szmateczki w kropeczki, szablon do dresdenów, sieknęłam, pozszywałam, wyhaftowałam ręcznie napis znienawidzoną przeze mnie techniką haftu pełnego i mam!




Rozmiar gotowca: 18" na 21" (nie chce mi się na centymetry przeliczać).
Stopka 1/4" sprawdziła się IDEALNIE! 20 sztuk drobnicy dresdenowej zeszło się idealnie i pasują do siebie jak ciałko do trumny!



Tą samą stopką tyle, że już z pozycjonowaniem igły przyszywałam "inspirujące słoneczko" do tła:


Miodzio, nie robota! :-)


To teraz szczegóły  i wymagania konkursowe.

Konkurs nosi tytuł "Hello Sunshine", a organizuje go Gosia Pawłowska 




To mój debiut konkursowy. Ale w planach na ten sam, mam jeszcze jeden pomysł, w innej kategorii. Póki co, plan tkwi w głowie, a ja mam nadzieję, że uda mi się go zrealizować. Czasu jest coraz mniej, ale może się uda...

Póki co, moje "inspirujące słoneczko" wisi sobie na świeżutko pomalowanej przeze mnie ścianie i każdego ranka budząc się widzę przed sobą bardzo pozytywne hasło: "Be inspired" .

I tego się trzymam :-D



Zdjęcia gotowca autorstwa mojego prywatnego fotograficznego zawodowca, czyli Joanny :-)

czwartek, 21 stycznia 2016

Uwaga! KONKURS!

Bez zbędnych słów i owijania w bawełnę, zapraszam w imieniu Stowarzyszenia Polskiego Patchworku oraz firmy Olfa, do konkursu.
Jest o co powalczyć...

A o co chodzi?
Proszszsz bardzo!
Całość skopiowana z fejsbukowej grupy Stowarzyszenia:

KONKURS NA PROJEKT LOGA
Stowarzyszenia Polskiego Patchworku
Zapraszamy do udziału w konkursie na projekt loga Stowarzyszenia Polskiego Patchworku! Stowarzyszenie jeszcze w rejestracji, ale chcielibyśmy, aby po rejestracji Stowarzyszenie miało już gotowe swoje logo, dlatego już teraz zapraszamy wszystkich do zgłaszania swoich projektów.
Pragniemy, aby logo budziło pozytywne skojarzenia oraz nawiązywało do techniki patchworku. Projekty loga wraz z kartą zgłoszenia prosimy wysłać na adres e-mail: polskipatchwork@wp.pl do dnia 29 lutego 2016 r. do godziny 23.59.
Nagrodą, dla autora wybranego projektu logo, jest specjalny zestaw do patchworku ufundowany przez Przedstawicielstwo OLFA w Polsce - firmę K.O.M.A. sp.j. (http://www.olfa.pl/pl/), w skład którego wchodzi:
- mata obrotowa do cięcia 17"x 17" tj. 44x44 cm,
- nóż krążkowy RTY-2NS,
- liniał do cięcia 6"x 24" tj. 15x60 cm.
Regulamin konkursu wraz z kartą zgłoszenia i szczegółowymi informacjami dostępny jest na stronie FB Stowarzyszenia. Dla zachęty i dla inspiracji zamieściliśmy tam także loga stowarzyszeń patchworkowych w innych krajach europejskich.
Zachęcamy do udziału w konkursie!
Stowarzyszenie Polskiego Patchworku

Ponieważ nie każdy ma konto na FB, poniżej publikuję wspomniane loga oraz regulamin konkursu.
Gdyby były nieczytelne, zapraszam do zgłaszania się na mojego maila (lewa szpalta bloga).







Tak więc - do dzieła! 

Technika wykonania logo dowolna.

Powodzenia :-)