Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 listopada 2011

Odmeldowuję się.

Tym, którzy się martwili moim podejrzanym milczeniem, smażyli maile o treści różnej (od zaniepokojonych, do prawie pogróżkowych), zapytywali dyskretnie esemsesami czy jeszcze żyję, dzwonili czyli ogólnie tym, którzy rozpisali za mną listy gończe bardzo dziękuję :-)

Czas ostatnio jest u mnie towarem deficytowym! I to bardzo.
Nie będę się rozpisywać czemu. Kto wie, to wie i rozumie.

Tak więc, jako iż czas to pieniądz nie traćmy go i przejdźmy do meritum dzisiejszego postu.
Będzie minimum słów, ale maksimum zdjęć.
Oczywiście autorstwa mojego zawodowca, czyli Joanny

Wzorem koleżanek dłubiących w koralikach tym razem również i ja opiszę, co na zdjęciach widać ;-)



Peyot - koraliki Toho w konfiguracji 2a3b. Łapy i podwozie kota. Fredka.




Koraliki Knorr Prandell - 2a2b2c. Aparat chyba Kijew.



Powyższa raz jeszcze i jej młodsza siostra:

Koraliki Knorr Prandell również w konfiguracji 2a2b2c. Wiszą na kryształowej miseczce. ( Chuda! Ona nasza jest, ta miseczka???)




Toho - 2a2b2c. Ucho należy do filiżanki, a filiżanka do kompletu kawowo-deserowego.





Peyot dziewczyński nr 1: koraliki Knorr Prandell 3a3b.
Kot. Tym razem skarbonka.




Dziewczyńska nr 2: koraliki Knorr Prandell 3a3b
Misiek polarowy hand made by me. Właściciel - Anna.


A teraz Turki:

Patyczki Euroclass, koraliki no name jeszcze czechosłowackie typu benzynki.
Lawenda z własnego ogrodu. Samodzielnie suszona. Nie upchnięta w saszetkach.



Patyczki Euroclass, koraliki Knorr Prandell.
Parapet. Kot Fryderyk. We fragmencie.



Patyczki i koraliki Euroclass.
Filiżanka ze wspomnianego wyżej kompletu.



A na koniec kolczyki do bransoletki
Wszystkie koraliki no name.
Dzwonek z kolekcji panny Anny.


Mam nadzieję, że opisy pod fotkami są zrozumiałe ;-D
To tyle na dziś. Kolejne bransoletki powstają, inne wiszą na nitkach i czekają na swoją kolej i udzierganie. No to się odmeldowuję.

niedziela, 4 września 2011

Nałóg i bakcyl, czyli parka z piekła rodem!

Właściwie to nie wiem od czego mam zacząć...
Może od tego, że tekstu dziś minimum. Za to zawalę Was zdjęciami.
Niestety mojego autorstwa :-/

Koraliki...
Małe, duże, okrągłe, szlifowane, cięte itp, itd...
Plastikowe, szklane, drewniane.
Do wyboru do koloru!
Każdemu według potrzeb.
Każdemu według zasług ;-)
Niewinne paciorki zdawałoby się.
Nic bardziej mylnego!
Wciągają w nałóg dziergania i wyplatania niepostrzeżenie i podstępnie!

Jako iż słabą silną wolę posiadam, to i ja się dałam wciągnąć w ten szaleńczy nałóg.

Z powodu permanentnego przetwórstwa warzywnego mam mało czasu na dzierganie, ale te skrawki wolności wykorzystuję na poddanie się pokorne koralikom ;-)

Na początek "obłoczek", czyli peyot.
I kolejny komplecik (czapeczka i berecik ;-).

Nazwany przez Joannę "cytrynką".

Nie bardzo umiejąc focić, a zawodowca mi wywiało z chałupy, miotałam się po ogrodzie i próbowałam pstrykać to tu, to tam.
Teraz to samo tyle że tam ;-D


Najlepiej rzecz jasna prezentują się w zwisie cielesnym, czyli na szyi i na ręce.


Kolejne bransoletki - tym razem "turki"






I jeszcze raz peyot - dla Aniusi na jej zamówienie ;-)

A skoro jesteśmy przy Aniusi...
Moje biedne dziecko złapało bakcyla!
Niespodzianie i znienacka!
Zaczęło się pod sam koniec wakacji.
Niewinnie.
Weszłam w posiadanie książki o biżuterii koralikowej.
Dziecko sobie ją wzięło, przejrzało, zapytało grzecznie czy może poużywać sobie w koralikach matczynych.
Pozwolenie dostało.
Więc usiadła sobie mała myszka-ciszka i...
wydłubała sobie taki oto pierścionek:

A ponieważ strasznie spodobała jej się zabawa koralikami i żyłką powstały kolejne prace:
Dwa breloczki

Wczoraj błąkając się po blogach, wlazłam na blog Dorartthea i zobaczyłam kulkę koralikową.
Niewiele myśląc druknęłam wzór i podsunęłam małej pod nos.
No i co???
No i ona ma!
SE WZIĘŁA ZROBIŁA!
Zawieszka wzbudziła moją żądzę posiadania i nawet nie musiałam się długo uśmiechać "po prośbie" ;-D
Właśnie się kończy robić ;-)
Moja komórka będzie się czuła baaardzo dowartościowana :-))

niedziela, 7 sierpnia 2011

Pierwsze k(N)oty za płoty

Wróciłam ja sobie swego czasu z wywczasów i rzuciłam się na oglądanie blogów.
No i na jednym z nich zobaczyłam coś, co odjęło mi mowę...
I tylko sobie westchnęłam smętnie:
-Ehhh... Umieć tak... Marzenie ściętej głowy! Ja się tego nigdy w życiu nie nauczę! To mnie przerośnie i już!

I w tym duchu stękałam na wyżej wspomnianym blogu.

Aż się w końcu pani właścicielka bloga wkurzyła i zorganizowała spotkanko w celu pokazania czym się to je, a przede wszystkim udowodnienia durnocie zwanej Atą, że się NAUMIE!!
Nawet jak nie będzie chciała, to nie ma wyjścia!
Zamknięte drzwi,
klucz leży za oknem...

Tak więc w środę stawiłam się pokorna i pełna wątpliwości u wrót cierpliwej, acz nieustępliwej Sylwii

Pokazała, wytłumaczyła i rozjaśniła mroki mego umysłu.

I....
Noo...
Chyba coś umiem...


Proszę państwa! Prezentuję Państwu z pewną dozą nieśmiałości mój pierwszy "pejocik"

A to pierwszy turek:

Chociaż właściwie to trochę naginam fakty.
Bo pierwszy pejocik wygląda jak spasiony wąż po konsumpcji słonia

Tak więc ten wyżej jest właściwie pierwszy, ale pierwszy nadający się do wyjścia między ludzi to ten drugi w kolejności wytworzenia ;-)
Zamotałam?
Trudno :-D

Sylwuś! Dzięki! Dzięki!! Masz niebiańską cierpliwość i rzadko spotykaną umiejętność tłumaczenia rzeczy zawiłych tak, że po chwili są proste jak konstrukcja cepa! :-***

Dodam jeszcze rzecz szalenie ważną:
te piękne zdjęcia są autorstwa mojej Asi.

I jeszcze coś: najlepszym miernikiem jakości moich wytworów jest właśnie Joanna. Bywa dość sceptycznie (i chwała jej za to!!) nastawiona do poczynań robótkowych matki swej.
Do czego zmierzam?
No do tego, że zdarła mi z nadgarstka turka wykrzykując szczęśliwa:
-Łaaa! Ale zaje... bransoletkę mi zrobiłaś!!
Więc chyba nieźle mi wyszła, co nie?

No to idę nawlekać kolejną porcję koralików na kolejnego turka.
Teraz dla mnie! W kolorze srebra :-)