Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sutasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sutasz. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 maja 2017

Dla mojej Ani

Dziś króciutko, konkretnie i po prośbie!

Moje dziecko młodsze, które nie raz i nie dwa przewijało się we wpisach na blogu, jest obciążone pewną wadą genetyczną.
Wada ta jest nieuleczalna, ale na szczęście jakoś tam można z nią żyć...
Chociaż łatwo nie jest.
Czasem ten odziedziczony defekt dość mocno utrudnia normalne funkcjonowanie nastoletniej formy życia, jaką jest Anna.
Frustracja związana z bolesną koniecznością egzystowania we względnie normalnym i zdrowym odłamie społeczeństwa bywa dla Ani nie lada wyzwaniem...
Z jednej strony: egzaminy gimnazjalne...
Z drugiej: konkurs zorganizowany przez Royal Stone "Kalendarz biżuteryjny 2018"
Co wybrać???
Rybki czy akwarium?
Anna wybrała rybki w akwarium :-D
Czyli w przerwach na naukę uszyła naszyjnik sutaszowy.
O ten:

I tenże naszyjnik powędrował na konkurs.
Właśnie trwa głosowanie publiczności.
A teraz moja prośba do Was.
Jeśli naszyjnik podoba się Wam i macie chęć oddania głosu na niego, to kliknijcie O TUUUU i "dajcie lajka" :-) 

Głosowanie jest możliwe tylko dla osób posiadających konto na Facebook'u i tylko do jutra, tj. do 11.05, do godziny 23:59

Aha! Chyba nie wyjaśniłam - ta dziedziczona genami choroba nazywa się robótkoholizm :-D

czwartek, 13 sierpnia 2015

Zaległości bieżące i te co, to inną razą będą

Zaległości mi się zebrało, że hohoho!
Robótkowych i nie tylko.

Dzisiejszy post poświęcę tym rękodzielnym zaszłościom.
I od razu informuję, że to nie wszystkie.
Bo jest ich trochę więcej.
I nie mam na myśli swoich rękoczynów.

Zacznę może chronologicznie.
Otóż, jak wiernym czytelniczkom (i czytelnikom) bloga wiadomo, po raz drugi brałam udział w tajnym projekcie, o którym pisałam o tu.

Nie powiem, żebym bez duszy na ramieniu, Temat zadany nie był łatwy. NYB...
Szycie po łuku do łatwych nie należy, a tam, w tym projekcie, to tylko takie.
Najsaprzód oznajmiłam, że wymiękam, że to nie moja bajka i że nie dam rady.
Ale potem, jak popaczałam na uszytki prowodyrek, to się zachęciłam.
I na próbę uszyłam taki oto blok:

Ponieważ został zaakceptowany przez szanowne i szacowne gremium, odważyłam sie i poleciałam po batikach do narzuty właściwej:



No! Udało się.
Nie taki diabeł straszny.
Metodę EPP jednak lubię z wzajemnością ;-)

Zaległość kolejna.
Anna, moja młodsza córka, była ze mną w Krasnymstawie, o czym już nadmieniłam kilka tygodni temu. 
Naumiała się sutaszu i wire wrappingu.
Pierwsze koczyki już pokazałam w wyżej wymienionym poście, ale to nie były ostatnie.

Tradycyjnie, jak co rok, wyjechałyśmy nad morze.
Zwykle brałam jakieś robótki ze sobą. Plus książki. Anna brała tylko książki,
W tym roku role się odwróciły.
Ja miałam tylko książki, a Anna robótki plus książki.
Efekt jej działań?
Mam nowiutkie, prześliczne kolczyki sutaszowe, w których lansowałam się jeszcze nad morzem:

Piękności! MOJE! OSOBISTE! Z dumą noszę, żeby  nie powiedzieć, że się obnaszam ku zazdrości innych :-D

Ciąg dalszy.

Drugie moje dziecko, Joanna, miała urodziny.
Prezenty dostała, a jakże! Jeden z nich opiszę w kolejnym poście, bo okazał się być dość mocno problemotwórczy.
Dziś skupię się na tych lajtowych, zwyczajnych-niezwyczajnych.
Otóż, jako dodatek do prezentów właściwych, Joanna, jako istota słodkolubna dostała skonstruowane przeze mnie dwa bukiety:



Natomiast młodsza jej siostra zmontowała dla dostojnej, ćwirećwiekowej jubilatki, takie kolczyki:|


W sumie, to i bukiety i kolczyki zasługują na osobny wpis, bo historia ich powstania wcale nie jest taka oczywista...
Warto będzie ją uwiecznić.
Ale to już może inną razą ;-)