Jak ogólnie wiadomo, kobieta zmienną jest ;-)
Miałam nie jechać na spotkanie w Białymstoku, ale SIĘ tak jakoś porobiło zgrabnie, że jednak SIĘ stawiłam na Super Zlocie Najfajniejszych Czarownic :-))
Mało tego!|
Udało mi się również namówić na wypad jeszcze jedną blogerkę. A mianowicie
Elisse Wyjechałyśmy bladym świtem.
Ja wiem, że nadgorliwość gorsza od faszyzmu, ale nie umiem zaplanować drogi co do minuty...
Efekt?
O godzinie 9:30 byłyśmy dokładnie 28 km od Białegostoku...
Niezorientowanych informuję, że spotkanie miało się rozpocząć o 11:00...
Bez komentarza ;-))
Tak więc porzuciłyśmy samochód i poszłyśmy trochę połazikować.
Tuż obok szkoły, w której miało się odbyć spotkanie jest kościół. Imponujący. Zastanawiałyśmy się Elizą z którego on może być roku. Stawiamy na lata 20-30 XX wieku.
Białostoczanki - prawdziwe sa nasze przypuszczenia??
Tuż przed 11 zameldowałyśmy się w Klubie robótek :-)
Pierwszą osobą którą zobaczyłyśmy była
Krzysia A następnie zostałyśmy lekko poduszone przez
Madziulę - mnie się należało duszenie za milczenie.
Natomiast Eliza "oberwała" z powodu radości Madzi :-)
Rozgościłyśmy się na jednym ze stołów przygotowanych do ekspozycji.
A później?
A później nastąpiło ogólne oglądanie i gadanie.
No to teraz czas na fotorelację.
Od razu zaznaczam, że zdjęć mam mało. Gdyby nie Ania, która była ze mną miałabym guzik do pokazania. Dziecko na szczęście mam roztropne i wykazało się przytomnością umysłu, bo widziała, że matce ani w głowie łapanie zbyt częste aparatu ;-)
A więc na pierwszy ogień Krzysia i jej cudo hardangerowe:

A to pudełko zrobione przez nią jej osobistymi, zdolnymi rękami:

A tu również widać Krzysię, moją Anię i.... POMOCY!! KOGO??
Edycja : oprócz Ani i Krzysi są Ania 75, a w głębi Darka
Krzysi i Małgosi bardzo dziękuję za pomoc :-)
I jeszcze jedno. Muszę się Wam "poskarżyć". Otóż Krzysia zagroziła mi uduszeniem, mękami piekielnymi i innymi przyjemnościami, bo ponieważ przez mój kurs frywolitek na igle zbałamuciłam i popsułam jej kilka dobrze zapowiadających się uczennic frywolitki czółenkowej.
Krzysiu! Nawet nie wiesz jak strasznie NIE JEST MI GŁUPIO :-PP
Kolejna z Super Kobiet - czyli Madziula:

Obok niej stoi wspomniana wyżej przeze mnie Krzysia de domo Groźna i pan, który przerobił obraz Matejki "Bitwa pod Grunwaldem" na haft krzyżykowy. Zarazem twórca znanego wszystkim haftującym programu do przeróbki zdjęć na xxx.
Naila - filigranowa, urocza osóbka:

I kilka jej prac:

Zwróćcie proszę uwagę na te piękne serwety frywolitkowe i ich ochroniarza

Od prawej:
Yenulka, stoi
Melicja, a po lewej siedzi??? POMOCY!!!
Edycja: Po lewej siedzi Marta z pasmanterii w Białymstoku - z relacji Krzysi wiem, że jest to szalenie kompetentna osoba. Krótko mówiąc - właściwy człowiek, na właściwym miejscu :-)
I tu również należą się podziękowania dla Krzysi i Małgosi :-)
Dzięki dziecku memu mam dwie fotki prac Meli:

Powstanie królika ma pewną historię. Mela pisała o niej na swoim blogu, ale przytoczę. Otóż rok temu NIE wygrała takiego królika w mojej zabawie, więc... Wzięła i go sobie sama uszyła :-D
Wpadłam w związku z tym na pewien pomysł: może nie przeprowadzę losowania w mojej
Pocieszajce . Bo być może w ten sposób spowoduję, że znowu kilka osób opętanych żądzą posiadania frywolnej rzeczy zechce się nauczyć dłubać na igle. Lub czółenku - Krzysiu - nie krzycz!! ;-D)
A to króliczek zrobiony na drutach również przez Melicję.
Obie z Melą nie pamiętamy kto i gdzie pokazywał jak go zrobić. Więc znowu prośba do Was: kto i gdzie??? Wiem, że to było w tym roku przed Wielkanocą.
Edycja: dzięki
Askoz wiem już kto jest autorem króliczka! To
WikiAsiu! Bardzo Ci dziękuję za pomoc :-))
Aploch ,
Yenulka, a hen w tel po lewej stronie
Jolinka
A teraz mam prośbę do Yen i Aploch - nie utłuczcie mnie bardzo proszę, ale nie mam zdjęć Waszych prac ... Macałam łapami niegodnymi o to:

(zdjęcie z blogu Aploch). Po raz pierwszy w życiu na własne oczy zobaczyłam monokanwę. I dzięki temu wiem już na 1000%, że needel point nie dla mnie.
Yen - nie mam zdjęć również Twoich prac. A może i mam, tylko nie wiem które to są.
A teraz mała ciekawostka.
Yenulkę znam od lat z różnych for. Wczoraj po raz pierwszy miałyśmy okazję uściskać się w realu.
Przy pożegnaniu od słowa, do słowa dogadałyśmy się, że mieszkamy od siebie w odległości rzutu moherowym beretem...
Ręce, szczęka i inne części garderoby mi opadły... To ja byłam święcie przekonana, że Yen mieszka na drugim końcu Warszawy, pod drugiej stronie Wisły. A tu się okazało, że w zasadzie tuż za miedzą!
I po to żeby się tego dowiedzieć, po paru latach znajomości, musiałam pojechać 200 km od domu :-DDD
Elisse pogrążona w dyskusji z Małgosią z Kuferka

Widzicie te kordonki obok Elizy?
Obiecałam jej, że ją nauczę frywolić. I słowa dotrzymałam!
Zdolna z niej bestia! Szybko złapała o co w tym biega i jak się plącze nitki.
Uczyć taką osobę jak Eliza to po prostu czysta przyjemność!!
Małgosia podpatrywała z boku poczynania Elizy i... też złapała bakcyla! Ha! Ależ ze mnie zaraza!! :-DDD
Pani, którą widać we fragmencie na fotce, to koleżanka Krzysi, pani Ela
(Małgosiu, dziękuję za podpowiedź :-)) - jedna z tych, którą popsułam swoim kursem ;-)
A to jedynie trzy rzeczy, które Eliza zabrała ze sobą na spotkanie mimo, że pokrzykiwałam na nią, że ma wziąć DUŻO!! Obiecała poprawę i następnym razem przywiezie zdecydowanie więcej swojego rękodzieła.


Na szczęście sampler przyjechał z Elizą! I miałam okazję zobaczyć go w realu i oniemieć z podziwu. Zarówno nad jego wielkością jak i starannością wykonania

Tzn było jeszcze ciasto Elizy, ale jakoś bufetu niestety Ania nie fociła - raczej z niego korzystała ;-)
Wspomniałam wyżej o
Jolince Jestem szczęściarą! Bo nie dość, że mogłam podziwiać naocznie cuda jej autorstwa:


To do tego jeszcze dostałam prześlicznego aniołka!!

Jak już wspomniałam, razem ze mną na spotkanie przybył również mój "ogonek" czyli Ania
Jak widać osamotniona nie była - tu razem z nową koleżanką Kingą. Wprawdzie nieco młodszą, ale różnica wieku nie stała na przeszkodzie w zadzierzgnięciu znajomości ;-)

Ania dostała od Krzysi notesik. Cudeńko! Ania całą drogę oglądała i podziwiała tego prześlicznego filigranka. I chyba nie do końca wierzyła, że jest JEJ NA ZAWSZE ;-D

Kiedy już wracałyśmy do domu, po oddaniu Elizy w stęsknione ramiona jej osobistego Miśka, zapytałam Anię:
-I jak? Nie nudziłaś się?
-Coś ty!!! Było bardzo fajnie! Masz super koleżanki!
No ba! W pełni podzielam zdanie mojej córki!
Dziewczyny! Ogromnie Wam dziękuję za spotkanie. Akumulatory naładowałam tak, że spokojnie wystarczy mi do... następnego spotkania :-))
Wszystkie jesteście wspaniałe!
Dzielnym organizatorkom należą się ogromne brawa i moc uścisków!
Więcej zdjęć będzie niewątpliwie na blogach wymienionych przeze mnie dziewczyn. Więc w ich imieniu zapraszam do oglądania :-)
Po wczorajszym gadaniu, gadaniu, gadaniu i gadaniu dziś zaniemówiłam. Kompletnie :-DD
I wcale mi nie jest z tym źle! WARTO BYŁO!!!
A na zakończenie mała próbka tego, co można zrobić za pomocą urządzenia o którym pisałam w poprzednim poście:

Kwiatek duży autorstwa Ani, mniejszy mój.
To tylko nasze dwa pierwsze wytworki. Możliwości jakie daje ten zakup poczyniony pod wpływem Miecia są ogromne. Obiecałam na wczorajszym spotkaniu, że w najbliższym czasie pokażę jak się tego ustrojstwa używa. Oraz jak się posługiwać yo-yo makerem.
To w takim razie - na razie ;-)