O reformie oświaty na pewno słyszeli wszyscy. Większość wspomnianych słyszących ma jakieś tam zdanie na ten temat.
Jedni są za, inni przeciw.
Pozwolicie, że swoje zdanie zachowam dla siebie.
Jedynie pokażę Wam, jak reforma wygląda od strony podręcznikowej.
Tak fizycznie, nie merytorycznie, bo nie mam ani kompetencji ani chęci na wgłębianie się w treści podręcznikowe.
Kilka lat temu, a dokładnie w 2014 roku, do szkół podstawowych trafiły pierwsze, darmowe podręczniki dla klas pierwszych szkoły podstawowej. Tzw. "Elementarze".
Jak wspomniałam, nie będę się rozpisywać, co one były warte...
Pierwsze klasy miały tego cuda części cztery.
Rok później, czyli drugie klasy miały już części 9 (!), bo jedna część do nauki zintegrowanej była podzielona na dwa kawałki: A i B (czyli 5 książek), a pozostałe 4 części to matematyka.
Klasa trzecia to już nie w kij dmuchał, ponieważ części rozmnożyły się przez pączkowanie do części sztuk 10. Do tychże podręczników dołączony był również tzw. materiał ćwiczeniowy. Oczywiście osobno do nauki przedmiotów zintegrowanych jak i do matematyki.
Poza tym, dzieciaki dostawały darmowe podręczniki (i ćwiczenia) do nauki języka angielskiego.
Jedynie podręczniki do religii były i dalej są płatne.
W kolejnych latach darmowe podręczniki swoim zasięgiem obejmowały co raz starsze roczniki.
No i ok.
Dwa lata po wejściu w życie innowacji, na skutek protestów nauczycieli nauczania początkowego, wprowadzono możliwość wyboru podręczników dla klas 1-3 SP.
Trudno się dziwić nauczycielom, że z chęcią skorzystali z takiej możliwości i wybierali inne podręczniki niż osławiony elementarz menowski.
Najczęściej byli to "Tropiciele". Części 5. Do tego ćwiczenia szt. 10 (na dziecko, zaznaczam!)
Czy w związku z tym "Elementarze" dla klas pierwszych, jako niepotrzebne i nieużywane, poszły na makulaturę? Ależ skąd! Ministerstwo i organy prowadzące napisały jasno: jeśli stan podręczników nie budzi zastrzeżeń, należy je zachować i przechować dla kolejnych roczników.
Nieważne, że nikt ich FIZYCZNIE nie chce i nie będzie używać! Mają se być w szkole i już!
A gdzie je przechowywać? No cóż...
Wróćmy do roku szkolnego, który jeszcze się w sumie nie zaczął. Czyli do 2017/18.
REFORMA! Ha!
To dopiero hardcore!
Zmiana programu nauczania dla klas pierwszych i czwartych SP. Drugie, trzecie, piąte i szóste oraz trzecie gimnazjum niezreformowane, ale z darmowymi podręcznikami.
No to weźmy na tapetę klasy pierwsze SP.
Dla przypomnienia - przerabiani byli "Tropiciele".
Jak sobie może pomyśleć zwykły zjadacz chleba? Po bożemu: skoro mamy takież podręczniki z roku ubiegłego, to w tym też dadzą radę, bo nie są zniszczone, zużyte i nadają się do użycia.
Otóż nie! Zjadacz chleba naszego powszedniego się myli!
Bo mamy REFORMĘ!!!
I "Tropiciele" sprzed roku, to teoretycznie inni "Tropiciele" z tegoż.
Teoretycznie.
Bo praktycznie wzięłam do ręki jedną z części i...
I KUŹWA MAĆ RÓŻNI SIĘ!
Czym?
Kolorem okładki, czarodziejskim dopiskiem na tejże
NOWI Tropiciele i maleńkim znaczkiem z napisikiem "
reforma 2017"
A zawartość? Dokładnie ta sama! Nawet układ na stronie zachowany!
Cudnie, nie?
Podręczniki z ubiegłego roku oczywiście w dalszym ciągu zostają u nas, bo są kupione z pieniędzy na dotacje celowe i nie wolno nam ich wywalić.
Nie miałam czasu, żeby zagłębić się w podręczniki dla klasy czwartej.
Mam prawo sądzić, że też jest analogicznie- lekko zmieniona kolorystyka okładek, a zawartość ta sama...
Klasy siódme - no cóż... Może kalka ubiegłorocznych klas pierwszych gimnazjum?
Też nie sprawdziłam. W nadchodzącym tygodniu pogmeram głębiej w temacie.
Doniosę, jak będziecie zainteresowani.
Do czego zmierzam?
Ano do pokazania Wam, jak wygląda biblioteka na początku nowego roku szkolnego. Ot, darmowe podręczniki same z nieba spadają.
Ostrzegam! Zdjęć jest szt. 10. Dla widzów o mocnych nerwach:
Wczoraj otworzyłam drzwi biblioteki po dwóch spokojnych miesiącach i wmurowało mnie w podłoże...
Nie bacząc, żem w placówce oświatowej, wyjąkałam: O KU...WA! JA PIERDOLĘ!!!
Tjaaaa...
Jak to przełożyć na liczby?
W ubiegłym roku szkolnym wpisałyśmy do inwentarza około pięciu tysięcy podręczników.
W tym ile będzie?
Jeszcze nie wiem, na pewno dużo więcej.
Mamy do ogarnięcia klasy: pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, szóste i siódme SP oraz trzecie gimnazjum i uzupełnienia na wszystkich poziomach (uczniowie się rozmnożyli przez wakacje).
Jak to się przekłada na pogłowie ludzkie? Koszmarnie dużo! Klas czwartych, szóstych, siódmych i gimnazjalnych mamy od "A" do "E" - liczebność po 33 ludzia na klasę.
Nie marudzę, nie narzekam. Taka praca.
Tylko pytam: co do cholery mamy zrobić z podręcznikami, z których nikt już nie będzie korzystał, a mamy ich tysiące?
Chociaż w dalszym ciągu z powodzeniem mogłyby się z nich uczyć kolejne roczniki.
Nie ma żadnych rozporządzeń, nikogo chętnego na te tony śmieci z lat ubiegłych.
Ani szkoły, a co za tym idzie, biblioteki nie są z gumy! Szczególnie te w tak liczebnie uczniami wielkich jak ta moja.
Czy czarodziejski napisik na teoretycznie nowych podręcznikach
"reforma 2017" jest przepustką do lepszego świata?
Marnotrawstwo pieniędzy pod pięknym sztandarem REFORMA OŚWIATY!
Zdjęcia "Tropicieli" zaczerpnięte z internetu