sobota, 25 lipca 2015

Świadomi praw do szczęścia

Upalny lipcowy dzień dzisiejszy.
Żar się z nieba lał od samego rana. Konkretny. Nawet tak ciepłolubna jak ja jaszczurka, wolała tylko z doskoku przebywać na świeżym lufcie.
A w perspektywie jazda na...
Oj słabo się robiło Acie, jak myślała o wejściu do samochodu bez klimy.
Do tego autko Ata ma trochę popsute...
Mąż wrócił z pracy tuż przed moim wyjściem i rzucił lekko:
- Jedź samochodem ojca. (Ma klimę - samochód taty, rzecz jasna, nie mój tata).
- Chyba zgłupiałeś! Nie ma mowy! Lewe lusterko ma ułomne. Dobrze wiesz. Z własnej woli, bez przymusu? O NIE!
- No to ja cię zawiozę. - Rzucił mój małż, sądząc zapewne, że odpowiem zwyczajowo, że drzewa do lasu wozić nie będę.
A tu psikus! Żona powiedziała TAK! Mężu nie miał wyboru i chcąc nie chcąc, wbił się w strój mało luźny i nieco zgnębiony ruszył po samochód teścia swego.
No to pojechaliśmy. Wcześniej musieliśmy zatankować.
- Ty? A tu jak pokazuje, że się benzyna kończy? - mąż magister inżynier po polibudzie pyta żony magister po UW.
- A skąd mam wiedzieć. U mnie wyje, jak się kończy. A u ciebie?
- No też wyje. A tu nie. Ale jakoś tak mocno na "E" jest strzałka.
- To weź na stację skręć, bo głupio będzie pchać w tym upale, jak samochód z głodu skona.
- Yhy... A gdzie to ma wlew paliwa?
- A ja wiem??? Czekaj, zobaczę. - Skorzystałam z postoju na czerwonym, otworzyłam szybę, wywaliłam się na zewnątrz i zameldowałam:
- Nie widzę. Pewnie z twojej strony.
Tak więc mężu podjechał pod dystrybutor od lewej strony.
Wysiadł i się rozdarł:
- No gdzie ten wlew?! Nie ma! Z twojej strony jest jednak!
- A bo ja wiem? Możliwe. Nie widziałam, bo mi dupa skosem szła do tyłu - mruknęłam obojętnie, zajęta pisaniem smsów.
Mąż bez słowa wycofał i podjechał od właściwej strony.
- Ej! A jak tu się wlew otwiera?
- Pewnie jak w naszych. Weź kluczyki.
Mąż wziął.
I za chwilę wrócił, mamrocząc wściekle.
- Szlag! Ze środka samochodu! Jak bagażnik. Kluczyki mi nie potrzebne.
Upsss...
Szczęśliwie udało się zatankować. A potem mężu ruszył i musiał lekko wycofać.
Wsteczny nie zaskoczył...
Zagwizdało po skrzyni biegów jak się masz Wiktor.
- Wiesz co mężu mój kochany? Wyglądamy, jak byśmy kradzionym samochodem jechali: najpierw chłop podjeżdża nie od tej strony do dystrybutora, potem nie umie otworzyć wlewu paliwa, a no koniec wsteczny go przerasta. Wynośmy się stąd szybko, bo nas zamkną i się spóźnimy :-D

Mąż przyznał mi rację i ruszyliśmy z kopyta.

GPS'a nie posiadamy. Ale trasę zapisałam sobie na kartce szalenie skrupulatnie i dokładnie:
w prawo z głównej, po lewej szklarnie, później mostek, asfalt się kończy, po łuku na rozwidleniu w prawo, obok tablicy sołtysa, a potem między brzozy w lewo.

No i dało się dojechać do miejsca docelowego:

Niektórych dżipies wyprowadził w Puszczę Kampinowską i porzucił od niechcenia. A alternatywny zaproponował wyciągnięcie z impasu w pięć lub w trzydzieści minut.
Jako, iż wygnana na manowce Lenka lubi ryzyko, wybrała wersję skróconą i dotarła na miejsce niespóźniona i z nienagannie leżącym tam gdzie trzeba, kapeluszem:


A tam, na miejscu...

Ołtarz:


I oblubienica:

I już wszystko jasne!
Ślub Ani i Gienia.

Od pewnego czasu wiedziałyśmy o tej wielkiej chwili i oczywiście uknułyśmy kolejny tajny spisek fejsbukowy, tym razem pod tytułem "Ślubny".
Było nas 46 dziewczyn. I znowu każda z nas uszyła jeden, dwa, lub duuużo więcej batikowych kwadratów na bajecznie kolorową narzutę.
A oto kilka spiskowych kobitek obecnych na ślubie:


Od lewej: Lenka, Renata, Marzena i Ula.

Nadejszła wiekopomna chwiła...



Przysięga i wymiana obrączek:




Podpisanie cyrografu:


I klamka zapadła - świadomi praw i obowiązków, wynikających z założenia rodziny (...) jesteście mężem i żoną:



Można się całować, przytulać i w ogólnie takie tam w świetle prawa:


Potem kolejka do ściskania nowożeńców.
Celowo ustawiłyśmy się na szarym końcu, żeby nie zaburzać porządku życzeniowego:

Widzicie ten kufer w rękach męskich?
O ten?

W nim tkwiła niespodzianka dla Ani i Gienia.
A więc najpierw na światło dzienne wydłubane zostały poduszki:


Lóziowa dla Ani, niebieska dla Gienia.

A potem...





No właśnie! Tajny przez poufne projekt dla naszych kochanych nowożeńców.
Jak głosi metryczka na pleckach uszytka: Ani i Gieniowi kolorowego życia Ślicznotki z Nowego Jorku (...) 25 lipca 2015. Celowo nie publikuję całości metryczki, bo nie mam zgody od wszystkich uczestniczek projektu na publikację ich danych.
Dlaczego ślicznotki z NJ? Zapytacie wujka google o NYB, i wszystko będzie jasne :-D

A później nastąpiło pozowanie z quiltem w tle:




A na koniec - Ania mimo ogłupiającego upału otuliła się paczłorem!


Aniu! Gieniu!
Jest w życiu tylko jedno szczęście - kochać i być kochanym.(George Sand)
Ale po co ja to piszę - przecież oboje jesteście tego świadomi :-)

Szczęścia nieustającego, kochani, Wam życzę!

50 komentarzy:

  1. Ja, bez empatii, się popłakałam na koniec! Raczej z powodu emocji jednak niż ilości wypitego alkoholu - wszak piję za szczęście naszych Kochanych Młodych!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Aniu - narobiłaś się przy tej narzucie jak licho, to i masz prawo płakać ;-) A wyszła zarąbista!

      Usuń
  3. Wzruszyłam się ogromnie. Dziękuj, Ato za sprawozdanie. Prawie, jakbym tam była ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maryno - bardzo proszę! To dla mnie przyjemność i wyróżnienie, że mogę pisać o tak miłych zdarzeniach :-)

      Usuń
  4. Piękne chwile, piękny wpis i piękny prezent dla pięknych ludzi....
    Maryla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marylo - wspomnienia tych chwil zostaną na zawsze w mojej pamięci :-)

      Usuń
  5. Ach! Tyle szczęścia w jednym czasie! Serdeczne gratulacje Młodej Parze. Tak wielu kolorów w życiu, jak ich wiele na Waszym New Yorku. On jest kwintesencją tego "Beauty". Cudowne wydarzenie, fantastyczny NYB, fajne zgrane babki. Gratuluję :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PatccTworki - w imieniu spiskowczyń dziękuję :-)

      Usuń
  6. Piękny ślub, tyle miłości w oczach nowożeńców. Ale tutaj na twoim blogu chcę wam dziewczyny pogratulować prezentu, śliczny patchwork, wspaniale kolory i wspanialy prezent.

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Renata - na żywo jest duuuużo piękniejszy :-))

      Usuń
  8. Pieknie opisany bajkowy slub, a quilt marzenie.
    Dziewczyny jestescie niesamowite, podziwiam Was :)
    A dla nowozencow zycze samych slonecznych dni poprzeplatanych kolorami teczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanna - ja podziwiam te dziewczyny, które zszywały to do kupy i pikowały. Absolutny szacunek i pokłony im się należą :-))

      Usuń
  9. Cudowny ;-) I Wy cudowne. Nie wiem jak Wy, ale ja od lat żyję z poczuciem, że kołerkowe forum skupiło najlepsze osoby na świecie ;-) popłakałam się ;-) Piękna uroczystość, piękny wpis, prezent - zapewne najpiękniejszy - i taki energetyczny:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adrianno - coś w tym jest. Spora część dziewczyn wywodzi się z kołderkowa :-)

      Usuń
  10. Jaka szkoda, że się idiotycznie przeziębiłam w lipcu i nie dotarłam na to wyjątkowe wydarzenie... Aleście cudownie oprezentowały Nowożeńców (tu powinno się znaleźć mnóstwo wykrzykników, uśmiechów i wszelakich znaków wyrażających zachwyt i wzruszenie). Nie dziwię się, że Ania pozowała owinięta w paczłora - taka pięknota znieczula na warunki obiektywne. Swoją drogą: Ani jest przepięknie w tym quilcie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu - no to już rozumiem, dlaczego Ciebie nie było! Rozglądałam się intensywnie, a Ty bidaku złożona choróbskiem.

      Usuń
  11. Pieknie opisany przebieg tej uroczystości. Czytam za wzruszeniem.Podziwiam ogrom pracy włozonej w uszycie tego wspaniałego prezentu.Nowożeńcom serdecznie gratuluje i życzę samych radosnych chwil na wspólna drogę zycia. pozdrawiam serdecznie autorke bloga:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak dobrze, że są tacy ludzi na świecie. Ania i Geniu, którzy w kwiecie wieku biorą ślub i są szczęśliwi ze sobą, Wy, dziewczyny, które zrobiłyście tak piękny prezent, że dech zapiera...

    Oj zapiera, cała relacja dech zapiera.
    Młodej parze wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia:):):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko - bez Ani i Gienia świat byłby ubogi... Takich ludzi jak oni niełatwo jest spotkać. Nie ukrywam, że mam to ogromne szczęście, że nasze drogi się skrzyżowały :-)

      Usuń
  13. Cudowny prezent. I wspaniala chwila. I jak zwykle swietna relacja. A sukienka Panny Młodej obledna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okko - sukienka nie mogła być inna :-D Przecież to po prostu patchwork! Nie wyobrażam sobie Ani w nobliwej garsoneczce ;)

      Usuń
  14. Cieszę się z ich szczęścia! I cieszę się, że brałam udział w szyciu tego "Ślubnego" ;)
    Sto lat Dojrzała Młoda Paro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolcia - to szczęście aż z nich paruje! Ba! Jest wręcz namacalne :-))

      Usuń
  15. Pięnie!Wspaniale!Wyjątkowo!Wzruszająco!Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wzruszające.A kolorki na narzucie-przecudne,tylko ciekawe jaką tapetę państwo młodzi wybiorą do sypialni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabriela - nie ma problemu! Ściany w domu Ani i Gienia są białe ;-)

      Usuń
  17. Ata - tak bym chciała być z wami: od początku "tajnej akcji" do tej uroczystej chwili, która tak pięknie opisałaś. Młodej Parze starałam się złożyć życzenia inaczej, a tu chciałabym podziękować wszystkim biorącym udział w tworzeniu Ślicznotek za to, ze powstały TAKIE PIEKNE (i ze ja tez mogłam się tu tycio przyczynić). Bloki - cuda, ale pikowanie narzuty i poduszek - wzory i technika - to arcydzieła!
    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu - ależ byłaś z nami! Cały czas! :-)) Nie tylko myślami, ale i czynem ;-)
      Wykonczenie całości to faktycznie ideał i mistrzostwo! Dziewczyny napracowały się nieziemsko, a efekt przerósł najśmielsze oczekiwania :-)

      Usuń
  18. kolejny dowód na to, że siła fejsbuka jest ogromna ... tyle nas wspólnie mimo odległości zaangażowało swoje siły i czas ... dla cudnego dzieła.... dla Ani i Gienia - warto było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jart's - bardzo warto było :-)))

      Usuń
  19. Aż miło podejrzeć. Sto lat Młodej Parze. A Wy, dzielne szyjące, jesteście wielkie sercem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwka - zaraz tam wielkie sercem - po prostu lubimy spiskować ;-)

      Usuń
  20. Cudnej urody prezent wykonany z wielką pasją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anna S - bo jak się zbierze grupa szalonych pasjonatek, to zawsze coś fajnego z tego wyniknie :-)

      Usuń
  21. Odpowiedzi
    1. Naila - dziękuję w imieniu nas, szyjących :-)

      Usuń
  22. Ata! Dzięki za cudną relację! Dziewczyny wykańczjące narzutę wykonały wspaniałą pracę ! Dziękuję,że mogłam choć tyci tyci wziąć udział.Udanych wakacji!

    A dla Ani i Gienia najlepszego !!!

    M.Mirkiewicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mania - fakt - dziewczyny kończące szycie miały huk roboty i to im należą się największe brawa i podziękowania :-)

      Usuń
  23. O rany! Dziewczyny! Wspaniała inicjatywa, cudowny prezent :) Sto lat dla nowożeńców :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziewczyny Kochane, bardzo, bardzo, bardzo Wam dziękujemy. Jesteśmy oboje jeszcze pod wpływem adrenaliny okołoślubnej. Jeszcze żegnamy ostatnich gości i próbujemy wrócić na codzienne ścieżki.
    Zrobiłyście nam taką frajdę. Tyle serca, zaangażowania, dobroci, miłości!!!
    Przypomina mi się taka historia, którą opowiadał ktoś znajomy: kilkuletniemu chłopcu tłumaczono przed Bożym Narodzeniem, że Święty Mikołaj przynosi prezenty tylko grzecznym dzieciom. Gdy przyszła Wigilia, to okazało się, że chłopiec dostał mnóstwo prezentów. Gdy je wszystkie zobaczył, to pyta się zdziwiony: to ja byłem taki grzeczny?
    Ja też mam ochotę spytać, po tym jak dostaliśmy narzutę od Was: to ja byłam taka grzeczna???
    Ta narzuta jest niesamowita. Dzisiaj rano wyjechałam z domu na kilka dni, i gdyby nie to, że miałam samochód zapakowany po kokardkę, to wzięłabym ją ze sobą, żeby sobie na nią zerkać, tak jak robiłam to wczoraj.
    Chyba żadne słowa nie są w stanie opisać tej radości, jaką nam sprawiłyście.
    Bardzo Wam dziękuję za życzenia, za to, że jesteście....
    Acha, jeszcze o płaczu. Beczę na wszystkich uroczystościach, na wzruszających filmach (nawet "Awantury o Basię" nie obejrzę bez łez), gdy czytam, słucham......
    A tym razem nic a nic. Szczęście wielkie, uśmiechnięte od ucha do ucha, radosne na sucho!
    Wszystkie autorki zapraszam do nas na wieś na spotkanie. Termin i szczegóły niebawem... Tak bardzo chcemy Was uścisnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - no cóż ja mogę dodać do Twojego komentarza? Chyba tylko tyle, że też się cieszę Waszym szczęściem i banan z twarzy mi nie schodzi od paru dni :-)
      Za zaproszenie dziękuję i już stoję w blokach startowych ;-D

      Usuń
  25. uwielbiam Cie czytac

    jak zawsze super opisane, super uszytek i wszystko super

    OdpowiedzUsuń
  26. Cieszę się bardzo, że coś wspólnego powstało i sprawiło radość, Ata dziękuję za możliwość poczytania jak tam było :) sama być nie mogłam więc tym bardziej się cieszę :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Wróciłam już z błyskawicznej podróży poślubnej i napisałam wreszcie o ślubie na swoim blogu. Są też zdjęcia i linki do następnych. Zapraszam :) http://annaslawinska.blogspot.com/2015/08/patchworkowy-slub.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)