wtorek, 22 marca 2011

Koniec i początek

Aukcja u Maryny dobiegła końca.
Prawie wszystkie przedmioty wystawione na aukcji znalazły swoich nabywców.

Tą drogą pragnę podziękować wszystkim tym, którym nie był obojętny los człowieka dotkniętego ogromnym nieszczęściem.
Wszystkim tym, którzy nie przeszli obok obojętnie.

Przede wszystkim zaś dziękuję Marynie za sprawne przeprowadzenie całej akcji.

Dziękuję również Magodzie, od której to wszystko się zaczęło.

Tak jak pisałam - aukcja u Maryny jest zakończona, ale jest już kolejna.

Tym razem do licytacji przepięknych przedmiotów zaprasza Bietas


Zapraszam w jej imieniu.

niedziela, 20 marca 2011

Poprzynudzam

Będę przynudzać. Zdjęciami i chwalipięctwem.
Osoby nieżyczliwe autorce bloga proszone są o pominięcie tego wpisu. Dla obopólnego zadowolenia i bezpieczeństwa ;-)

Zacznę od świeżego jako trawka na wiosnę naszyjnika.
Se wzięłam i dziergnęłam, bo nie wiedziałam co jutro do arbeitu mam na się założyć:


Jakiś czas temu zrobiłam dwa inne kręcioły i jakoś mi się nie nawinęły pod rękę, żeby je pokazać.

Już ich nie mam ;-)

Podobnie jak i kolejny słowniczek z cyklu "domki"To zdjęcie to spora zaległość z mojej strony w pokazywaniu RR, bo do Anety poleciał dokładnie 01.03...

A to kolejna zaległość. Az mi głupio... Bo dostałam ją (broszkę) z okazji Dnia Kobiet.
Od kogo?
No jak to??
Od naszej kochanej i niezawodnej Frasi!
Broszka, a właściwie brocha-róża jest prześliczna! I duża! Specjalnie zrobiłam fotkę na dłoni własnej, żebyście miały pojęcie jaka jest w realu.
Frasiu! Dziękuję Ci bardzo, bardzo! To najpiękniejszy i najtrwalszy kwiat, jaki dostałam :-))
Jesteś po prostu CZARODZIEJKĄ!!! :-))) Szkoda, że nie widziałaś, jaki banan rozkwitł na moim obliczu ;-))

A skoro już jesteśmy przy tzw realnych rozmiarach, to teraz kolejna fotka jajec. No wiem, że przynudzam, ale co ja poradzę na to, że jaja szybciej wychodzą niż się rodzą??
To fotka grupowa.
Często-gęsto spotykam się z taką reakcją na widok jaj:
-O ja cię!! Jakie one są WIELKIE!!
No to dla uzmysłowienia jakie one są, zrobiłam im fotkę z pudełkiem zapałek ;-)
Spore, no nie? ;-)

A teraz fotki indywidualne:

Wbrew pozorom one nie są takie same.
Nie ma dwóch identycznych jaj :-)

Dalej!
Jakiś czas temu pewna miła pani zamówiła u mnie różowego króliczka.
Tuż przed moim zdewastowaniem sobie paluchów.
Z trudem wystukałam maila, że póki co to nici z zamówienia, bo sprzęt do rękodzielnictwa sobie zjarałam.
Okazało się jednak, że nie ma pośpiechu i że ogólnie spoko!
Tak więc jak już paluchy zaczęły względną wspólpracę ze swoją lekkomyślną właścicielką uszyłam królisia.


Mam nadzieję, że nowej właścicielce przypadnie do gustu jak już do niej dokica ;-)

No i na koniec się będę lansować, że normalnie strach się bać!
Otóż dostałam czas jakiś temu miłego maila zapraszającego mnie do wystawiania swoich prac w sklepie internetowym.
Nie pierwsza to była oferta tego typu i zapewne nie ostatnia...
Ale pierwsza z której skorzystałam.
Dlaczego akurat ta?
A nie wiem :-DDD
Może dlatego, że się wzięłam na odwagę? Bo do tej pory uważałam (i dalej tak sądzę), że moje prace są takie zwykłe i ogólnie nie porywające, że nie miało sensu zapełniać nimi galerii internetowych.
Ale...
No cóż...
Tylko krowa nie zmienia poglądów!
Tak więc zapraszam:-)
Póki co jest mało moich produktów, bo... no bo jakoś nie mam niczego pod ręką - wychodzą z domu same - nie pytając mnie o pozwolenie;-)
Banerek po lewej stronie bloga ( i ten poniżej) przeniesie Was do mojego sklepiku.
Naszyjnik z pierwszej fotki też tam jest ;-)
Ktoś wytrzymał do końca??

środa, 16 marca 2011

O-Ferma

Oferma czyli ja, uskuteczniała dziś ciąg dalszy procesu ozdabiania jaj, jakże boleśnie przerwany prawie tydzień temu ;-)
Udało mi się nie okaleczyć, domu nie spalić, nie zrobić spięcia. Czyli ogólnie nudą wieje...
A więc, żeby okrasić jakoś tę monotonię przechodzę do prezentacji fotek moich poczynań.
Sprzed tygodnia i z dnia dzisiejszego.
Tak to wyglądało przed samookaleczeniem, czyli w ubiegły czwartek:

Ot taka jajeczna ferma ofermy ;-D

Później było gorąco i nie miałam ochoty na robienie zarówno jajec jak i fotek.

Dziś stosując przepisy BHP (kleiłam pokornie i grzecznie w rękawiczkach) wykończyłam kilka jajec i prezentuję je przed wymarszem z domu.
Na pierwszy ogień (nomen omen) jajo Kiler :-D

I kolejne:



I zusammen do kupy:
Szkoda, że nie mam talentu własnego dziecka starszego do robienia zdjęć :-/
No trudno!
MUSICIE uwierzyć mi na słowo, że one są całkiem, całkiem ;-)

wtorek, 15 marca 2011

Przypominajka

Tak na szybko przypominam o Akcji-aukcji na blogu u Maryny.
O jej celu pisałam tutaj

Aukcja kończy się 21.03

Tak jak obiecałam również i ja dorzuciłam drobiazg od siebie.
Jest to jedna z miseczek serwetkowych utwardzonych paverpolem prezentowanych w poprzednim poście.

Poza tym dziewczyny przeznaczyły na aukcje bardzo piękne rzeczy!
Jest w czym wybierać.

Tak więc raz jeszcze zachęcam Was do wzięcia udziału w licytacji.

sobota, 12 marca 2011

Paverpol chłodzi i wciąga!

Na wstępie chcę Wam bardzo serdecznie podziękować za słowa otuchy, współczucia i rady, jak postępować ze sponiewieranymi paluchami.
Stosuję zasypkę "Dermatol" poleconą przez panią w aptece. Działa! Palec zaczyna wyglądać ;-)
O bąble na pozostałych palcach dbam ;-).

Jak pisałam w poprzednim poście, na pocieszenie i dla ochłody cokolwiek "rozgrzanych" rąk bawiłam się paverpolem.
Wspólnie z Anią.
Nie ukrywam, że jestem zadowolona :-)
Bez zbędnych barokowych opisów przystępuję do prezentacji naszej wczorajszej produkcji.

Zamiast mnie, niech przemówią zdjęcia autorstwa mojej starszej i niesamowicie uzdolnionej Joanny.

Na początek moja ulubienica, czyli owalna miseczka w kolorze ecru
I od góry:




Druga nazwana przeze mnie dzięki wywiniętym brzegom "tulipankiem"



I młodsza siostra "tulipanka" - ta już bez wywijania ;-)





Miska-koszyczek o całkiem słusznych rozmiarach





I kolejna, równie duża i ażurowa



Ale to nie wszystko...

Jak wspomniałam, razem ze mną działa Ania...
Siedziała sobie cichutko jak myszka z całkiem solidnym kawałkiem jedwabiu i pudłem koralików...
I oto co stworzyła:

Przepiękna zawieszka! Wielkośc naturalna - 3/4 mojej dłoni!
Jest super! Jak ją zobaczyłam, szczęka mi glebnęła i zęby do tej pory zbieram spod stołu ;-)

Żeby nie czuć się gorszą, też zrobiłam! A co!
I też z jedwabiu tyle, że ja oprawiłam w niego szkło :-)

No cóż... Popadam w lekkie samozadowolenie ;-)
I idę zrobić jeszcze jedną miseczkę :-)