czwartek, 14 kwietnia 2011
Dementi
Nie cierpię również na rozdwojenie jaźni.
Na roztrojenie nerwowe takoż się nie uskarżam.
Poprzedni wpis uczyniłam ja osobiście. Temi ręcami.
Joanna nie ma z nim nic wspólnego.
Tzn ma: zdjęcia na których jest i które sama robiła.
Większość tych z jej podobizną jest pstryknięta przez jej osobistą koleżankę zwaną Larvą.
Aś przeczytawszy, co matka nasmarowała na blogu powiedziała:
-Matka! To schizofrenia! Raz gadasz za kota, teraz za mnie...
-Hyhyhy! To się chyba leczy?
-Taaaa.... - tu Chuda popadła w lekkie zamyślenie...
-Tylko na co mnie leczyć??
-No właśnie myślę! Na głowę za późno! I na nogi też...
Jednym słowem - załamka po całości!
No cóż...
Obiecuję następnym razem gadać własnym głosem.
Tak więc nigdy więcej "obcych" na blogu.
Ani razu - do następnego razu ;-D
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Kot z domu...
Zajęta permanentnie jak nie swoimi jakimiś tam sprawami, to jajami, albo innymi dziwnymi rzeczami.
Czyli kot z domu - myszy harcują ;-)
O! Na ten przykład dziś wygarniała artefakty mojej młodszej sis. Wór śmieci wytargała i tonę makulatury.
Anka! Szacun! Moja krew! ;-DDD
Się może przedstawię.
Oto ja! Aś zwana Rabarbarą (przez złośliwców, bo nie wymawiam "rrrrr"), Chudą lub Baśką

Anielskie, starsze dziecko swojej mamuśki, czyli Waszej Aty.
Ozdoba domu. Księżniczka i ogólnie MEGA GWIAZDA!!
Jestem fotografem.No prawie... Już bliżej niż dalej.
Podobno jestem niezła w te klocki.
Przez skromność (wrodzoną) nie zaprzeczę!
Ale moja szanowna rodzicielka czasem zgrzyta zębami, jak musi gwałtownie zmieniać plany, względnie niby PRZEZE MNIE spóźniać się na spotkania. A co ja poradzę na to, że swoim artystycznym okiem widzę TAKIE widoki???

To było jak jechałyśmy na spotkanie do pani Sylwii. Dwa tygodnie temu.
Oczywiście nie omieszkała zadzwonić i się poskarżyć, że się spóźnimy: PRZEZE MNIE!!
Też coś!
Czymże jest opóźnienie, nawet półgodzinne wobec TEGO:

Pani Sylwia wybaczyła i wykazała się daleko posuniętym zrozumieniem dla mojej pasji.
Hmmmm.... A może dlatego, że właśnie tego dnia miałam jej pokazać pewne takie tam kruczki fotograficzne...
No cóż - nie wnikam ;-)
Mama ma fajnie z Wami.
Dostaje takie ekstra rzeczy...
Ot tak.
Kiedyś przyszła do niej chusta. Od pani o nicku bodajże Kankanka
-Patrz jakie cudo! - zakrzyknęła mamuśka.
-Phhiii... Jakaś taka BABCIOWATA! Gdzie ty w tym chodzić będziesz??
-Głupia jesteś! Będę chodzić z nią na moim kostropatym grzbiecie jak mi ogrzewanie wyłączą w pracy.
-Ale obciach!!
-Sama jesteś obciach i się nie znasz!
Hehehehe! Znam się, znam!
Uśpiłam w ten sposób jej czujność! :-DDD
Nie zakamuflowała chusty swoim zwyczajem w tajnych skrytkach, jak słodyczy (tak, tak! ona tak robi, bo twierdzi, że stonka wszystko jej wyżre w dwa dni!), tylko położyła uczciwie do szafy...
Się zrobiło akurat w sam raz, żeby znowu wskoczyć w ulubioną skórzaną kurteczkę...
Chusta IDEALNIE do niej pasuje!
I ja to wiedziałam od pierwszego wejrzenia!

Mamuśka się zagotowała jak zobaczyła swoją chustę na mojej szyi:
-Eeeee????!!! Noooo co jest????
-A co? Nie pasuje mi??
-Pasuje. Ale ona MOJA JEST!!!
-Ale w niej nie chodzisz!!
-Bo se trzymam na lepsze czasy!
-No to długo będziesz czekać! Mole ją zeżrą!
-Nie zeżrą! Lawendę mam w szafie!
-Oj tam, oj tam! Pani da spokój! No źle wyglądam?
-No nie....
-No!
Fajniusia jest! Cieplutka mięciutka i ogólnie mega!
W sam raz na wiosenne obserwacje przyrody ;-)

Starsza coś tam marudziła, że serca nie mam czy coś...
Ale jak nie mam!
No mam! Oto dowód!

O! A na tej fotce mam takie coś co mamuśka mi zrobiła. Fajne czasem jej wychodzą te pierdoły.
A teraz mam chrapkę na ten komplecik, o którym pisała w poprzednim poście.
Też powiedziałam, że BABCIOWATY, ale zakrzyknęła gromko:
-Ha! Nie dam się tym razem! MOWY NIE MA!!
Widząc jednak moją minkę skapitulowała i powiedziała:
-Noooo dooobraaaa... Przecież wiesz...

No wiem ;-)
Się ją zna od paru latek, to się wie co na nią działa ;-)
Ogólnie spoko jest gościówa.
Tak se myślę, że może skoro już się naumiała robić sobie makijaż (wyciągnęłam ją w ferie na kurs!), to może jej jakieś foty strzelę...
Tylko jak???
Fotoszop AŻ takich cudów nie zdziała...
A przeszczepów twarzy na zamówienie nie robią...
Spoko! Mamuśka o tym wie i się sama z tych tekstów zaśmiewa!
A może ją w tę mańkę machnąć:

Niby widać, ale tak nie do końca...
Albo tak:

Nie raz sama coś tam marudzi, że się dwoi i troi...
Pogadamy z Fredkiem i się naradzimy

ŁO JESSSUUU!
Chyba idzie!!!
Ale będzie afera!! Że zamiast uczyć się do matury, to się po jej blogu szastam!!!
Ja już nic więcej nie powiem!

RATUNKU!!!
niedziela, 10 kwietnia 2011
Ale to już było...
To szalenie miłe, że niektórym z Was brak było mojej obecności w blogosferze :-)
Absencja spowodowana była ogólnie mówiąc rozlicznymi zajęciami. Od rana do późnego wieczora.
W tak zwanym międzyczasie wzięła i przyszła wiosna do mojego ogrodu, co z niejakim zdziwieniem zaobserwowałam właśnie dziś.
Chociaż w zasadzie to nic dziwnego o tej porze roku ;-)
Szczególnie zdumiał mnie widok szafirków w pełnym rozkwicie!
Napatrzeć się na nie nie mogę! Zwykle kwitły w okolicy moich imienin, a tu proszę! Prawie miesiąc wcześniej!Hiacynty też już zaczęły się popisywać swoją urodą.

Tylko patrzeć a i tulipany też pokażą na co je stać

Oprócz szafirków tradycyjnie zakwitła też forsycja:
Fajnie wygląda na tle jeszcze łysawego trawnika :-)Niby to wszystko już było i w poprzednich latach - kwiaty rozkwitają, ptaki wracają do swoich domów, na drzewach pąki zaczynają puchnąć, a jednak za każdym razem cieszy tak samo.
W czasie, kiedy nie wiedziałam gdzie mam przód a gdzie tył, przyszła do mnie wygrana od Anabell
W kopercie kryło się prześliczne pudełeczko...

A w nim...
... cudnej urody bransoletka i kolczyki! Bardzo delikatne i misternie wykonane. Mowę mi odjęło na dłuższą chwilę po wyjęciu ich z pudełka!Aniu! Dziękuję Ci bardzo za zabawę i za fantastyczny komplecik!
Oczywiście już miał swój debiut ;-)
Ja też działałam na niwie robótkowej.
A co?
No jak co?
Jajca! Naszyjniki! Jajca! Naszyjniki! I jeszcze raz jajca! I jeszcze raz naszyjniki!
Nie robiłam zdjęć, bo nie miałam czasu.
Tylko dzisiejszy wytwór pstryknęłam, bo dopiero w okolicach środy powędruje do nowej właścicielki, więc jeszcze sobie u mnie jest
Robiłam już takie i nawet pokazywałam na blogu.Ale żeby nie było, że nic nie robiłam i tylko ściemniam, żem taka po uszy zarobiona od świtu do zmierzchu, pokazuję replikę tego co już było.
No to spadam.
Robić jajca ;-D
piątek, 25 marca 2011
Rozmowy na szczycie (stołu)...
Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek sądził, że w moim domu panuje niczym nie zmącona sielanka, to się mylił.
BułkĘ przez bibułkĘ też nie trzymiemy ;-)
A przy kuchennym stole naszym nie toczą się rozmowy prowadzone ściszonymi i uduchowionymi głosami na tematy poetycko-romantyczne...
Przykład?
A prosiem bardzo!
Wczoraj to było.
Obiad zjadłyśmy z Anią ciut wcześniej niż Aś zwinęła do domu.
Ania siedziała przy stole i czytała sobie spokojniutko.
Aś dostała obiadek i zaczęła jeść. Ale dość nerwowo zerkała na młodszą siostrę...
-Ty! A ty lekcji to nie masz??
-Mam.
-To idź odrabiać!
-Jedną kartę pracy mam. Łatwa jest. Zdążę! - czyta niewzruszenie dalej...
-Taaa! Jasne!! A potem będziesz siedzieć do późnej nocy!!
-Nie będę - nie przerywając czytania...
Wkroczyłam w tym momencie ja:
-Heheheh! Ania! Asia ma chęć poczytać i tak cię goni.
-Teraz JA czytam!
I w tym momencie dziecko moje zdecydowanie starsze od młodszego wydarło jej gazetę sprzed nosa z okrzykiem:
-Cholera!! "Newsweek" nie jest dla dzieci!!
-Zostaw ją!! "Detektyw" i "Śledztwo" nie jest dla niej! "Newsweeka" może! - tym razem ja się wydarłam.
I mała też nie pozostała dłużna:
-Aśka!!! Zostaw!! O homeopatii czytam!! Aha! Mamo! Mam prośbę. Czy możesz mi zacząć kupować "Focusa"?
-???????
-No bo to ciekawa gazeta jest.
-A skąd wiesz???
-Bo w mówili w "Galileo". W niej jest dużo ciekawostek i wiadomości z różnych dziedzin życia. A ja przecież muszę pogłębiać swoją wiedzę, prawda?
-Yyyyyhhhh.... noooo... A wiesz? Tak myślałam sobie, żeby zamiast "Kumpla" zacząć ci kupować "Victora Juniora". Co ty na to?
-A dobrze! Bo "Kumpel" to taki dziecinny bardzo jest i już mnie nuży...
Asia nieznacznie odsunęła się od swej młodszej siostry zarówno talerzem jak i swoją osobą...
Uśmiechnęłam się promiennie i zapytałam moją starszyznę:
-Asiu! A tobie mam też jakąś gazetkę kupić?
-Taaa. "Kaczora Donalda"!!
-No ja nie wiem czy nie za trudna ona dla ciebie. Może raczej jakaś kolorowanka?? Aniu masz jakąś?
-No! Jedną. Podarta jest, ale dla Asi się nada!
Aha! Gwoli przypomnienia.
Ania ma 9 lat.
Asia 20....
wtorek, 22 marca 2011
Oto ja!
Fryderyk.

Pamiętacie mnie jeszcze?
Pewnie nie, bo pani starsza wiecznie siedzi przy kompie i mnie nie dopuszcza! Zazdrosna taka o Wasze względy, bo wie, że jak ja się pokażę to wszystkie jej robótki to pan Pikuś przy mnie!
Dobrze, że jest pani średnia zwana Asiem! Bo to jej zawdzięczam niekończącą się sesję zdjęciową, której fragment dziś Wam pokażę.
Ta kobieta, której się wydaje, że jest moją właścicielką pisała o mnie w kilku postach
Ale jak zorientowała się, że cieszę się większym uznaniem niż te jej dziwaki, to zamilkła na mój temat udając, że nie istnieję!
Tylko czasem wymknie jej się coś wrednego typu "kocie turbo ADHD"!!
To potwarz!
Oczernia mnie ta zła kobieta!
Normalny jestem!
Ja jej tylko pomagam!
Koraliki trzeba przecież posprzątać! A że ruchliwe są jak cholera, to nie moja wina, że muszę je ganiać po całym domu! Zupełnie nie rozumiem, czemu pani pohukuje na mnie w stylu:
-Fryderyk! Ja ci ogon z d..y wyrwę!!
Za moją dobroć! Za chęć pomocy!
A jak pomagam rozplątać kordonki, czy inne nici zwinięte bez sensu w jakieś kłębki czy inne motki to też jestem niedoceniony!
Ba! Powiem więcej - jestem wręcz prześladowany i wyzywany od bezmózgich kretynów, głupoli i wrednych sierściuchów!
A mycie za przeproszeniem sedesów?? No co tej kobiecie przeszkadza, że muszę sam osobiście sprawdzić, czy ona dokładnie tą szczotą bakterie pogoniła??
Wannę i umywalki też sprawdzam! Chociaż z wanną specjalnie się nie kochamy...
Przyznam Wam się, że miałem dość niemiłą przygodę...
Pani starsza myła włosy pani najmłodszej.
Te wspaniałe warkocze, tak cudowne do memłania w paszczy są imponujące swoją długością... Nie muszę się specjalnie wysilać, żeby sięgnąć do nich łapami. I nie wiem czemu pani najmłodsza reaguje na to wrzaskami! Czy to moja wina, że muszę się przynajmniej jedną łapą wczepić w tył spódnicy, żeby drugą sięgnąć do tych kusząco majtających się postronków ?? No przecież one są dla mnie!!
Wróćmy jednak do wanny.
Otóż pani starsza susząc sierść pani najmłodszej otwiera drzwi od łazienki, bo jak twierdzi "szlag ją trafi od tej sauny!"
No to żeby skrócić sobie czas oczekiwania na wyjście obu kobiet z tej łaźni biegam sobie w tę i na zad. No i raz się rozpędziłem. Trochę za bardzo...
Żeby nie przerobić sobie swojej pięknej twarzy na paszczę pekińczyka, musiałem wykonać wyskok w górę.
I wylądowałem w wannie...
Pełnej wody i białego czegoś. To było straszne!
Wyskoczyłem z paniką w oczach, a to białe, puszyste i straszliwie woniejące oblepiło mi twarz i wąsy. O tylnej części mojego ciała nie wspomnę!
Pomknąłem przed siebie ile fabryka dała. Część białego zgubiłem po drodze, a resztę strząsnąłem na korytarzu i na schodach...
Zupełnie nie wiem, czemu obie kobiety (i ta stara i ta mała) popłakały się ze śmiechu!!
Chyba się obrażę
I w daleki pójdę świat,
bom nie baba, jeno chwat!

Albo ucieknę sobie na drzewo! O! I tam mnie żadna z bab nie dopadnie!

Fajne widoki..

Ale... Czy ktoś wie, jak się stąd schodzi???
Ratunku??
Ratunku???
No mówię do Was!! Niech mnie ktoś zdejmie!!

Na ziemi jednak jest bezpieczniej, chociaż kłująco w moje delikatne i jakże szlachetne stopy!

Podróże małe i duże brudzące są!
Higiena to podstawa!


Po spacerze dobrze jest wrzucić coś na ruszt:

Obok moich misek mieszka taki dziwny kot...
Niby podobny do mnie, a jakby inny...
Ogona prawie nie ma, ale nadrabia uszami.
Tylko jakiś mało rozrywkowy jest i ciagle tkwi w tym swoim dziwnym domku.
Mimo, że go zachęcam, nie wyłazi na zewnątrz.
Nauczyłem się otwierać mu klatkę, ale ta zła stara kobieta odwróciła ją drzwiami do ściany!Jakby nie wiedziała, że ja ją i tak od niej odsunę i uwolnię kumpla!
Niech no tylko pójdzie do pracy! Dam sobie radę!
Coś tam mówiła o kłódce, ale może zapomni ;-)
Aha!
I jeszcze coś!
W oknach wiszą takie jakieś dziwne, białe szmaty.
No ideał huśtawki!

I co ciekawe starsza nie pokrzykuje na mnie twierdząc, że najwyższa pora pomyśleć o ich wymianie.
Tak ogólnie to nie jest mi źle.

Tylko czemu pani starsza przerwała mizianie mojego brzuszka i rąbnęła mi fleszem od telefonu po oczach??
Tak koniecznie musiała uszczęśliwiać znajomych moim portretem??Dobrze, że pani średnia jest wieloczynnościowa i potrafi jednocześnie focić i zająć się najważniejszą personą w domu

I poleżeć sobie razem lubimy obok siebie:

Ta najstarsza twierdzi, że potrafię wywrócić dom do góry nogami.
Dziwna jest...
Przecież to tak fajnie popatrzeć na to samo z innej perspektywy:

No to chyba na dziś już wystarczy, bo trochę śpiący już jestem

Na razie! Papapapa!

CICHO BYĆ!
ŚPIĘ!