Jeśli nie, to zapraszam do czytania w celu odświeżenia pamięci :-)
Narzuta dla Danusi żyje i ma się doskonale.
Ba! Ona robi, proszę Was, karierę zagraniczną!
Wzbudza zachwyt, zainteresowanie i niekłamany podziw u osób, które ją oglądają.
Skąd to wiem?
Od Danusi.
Nie przedłużając, oddaję głos właścicielce tajnej, a właściwie już od dawna odtajnionej narzuty:
Znów kilka słów o NfD, czyli Historia
pewnej wystawy
Na początku stycznia 2016
miałam nieoczekiwaną, ale bardzo miłą wizytę dwóch koleżanek z mojej pierwszej
w życiu grupy patchworkowej - Köllertaler Quilterinnen, czyli Quilterki z
Doliny Potoku Köller w Saarlandzie (dawne Zagłębie Sary) niedaleko Saarbrücken.
Grupa istnieje od 1999
roku i ja byłam do niej zaproszona chyba już na trzecie spotkanie przez moją
ówczesną instruktorkę.
Przez ponad 5 lat brałam w życiu tej grupy dość czynny udział:
spotykałyśmy się raz na miesiąc - 8 do 15 szyjących patchwork pań w różnym
wieku i o różnych umiejętnościach - w domu parafialnym kościoła ewangelickiego
w okolicznej wsi Heusweiler. Organizowałyśmy wspólne wyjazdy na imprezy
patchworkowe - wystawy, targi, festiwale - w okolicy, ale także np. do
Luksemburga (150 km) czy do Alzacji (205 km).
Organizowałyśmy też wystawy
naszej grupy, co dwa lata - gdzie się dało, ale najczęściej w dużej sali
naszego domu parafialnego. W 2003 roku miałyśmy wystawę grupową w ramach
dorocznych Dni Patchworku Niemieckiej Gildii Patchworku, a dwa lata później
wzięłyśmy udział w ogromnej wystawie wielu grup saarlandzkich w byłej kaplicy
pałacowej w Saarbrücken (później sala teatralna i wystawowa), zorganizowanej z
okazji "20 wystaw na 20-lecie Gildii".
Potem prowadziłam własną
grupę, ale to już jest inna historia...
Dziś grupa Köllertaler
Quilterinnen liczy 8-10 osób, nadal spotyka się w tym samym domu parafialnym, i
nadal, co dwa lata, organizuje wystawę "ostatnich prac", ale teraz w
pięknym wnętrzu starego domu bauera (nasza wiejska chata jest całkiem inna), w
którym kiedyś mieszkał okrutny zegarmistrz, a dziś jest Muzeum Zegarów. Do
wzięcia udziału w takiej właśnie wystawie zaprosiły mnie wyżej wspomniane
koleżanki. U mnie w domu...
Ale przedtem zobaczyły na ścianie "NfD" i
zamarły z zachwytu!
Żeby się za dużo nie
rozwodzić na temat organizacji tej wystawy powiem tylko, że oprócz moich
znanych z Krakowa Interpretacji (nie miałam nic nowego ciekawego, ale Saarland
jeszcze tych mini patchworków nie widział) zaoferowałam się "jak
zwykle" zrobić jednolite etykiety eksponatów, z nagłówkiem grupy.
I wziąć
udział w budowie wystawy, jej prowadzeniu - rozmowy z gośćmi - i oczywiście w
likwidacji wystawy i "zatarciu śladów".
A kilka dni później...
To grupa zadecydowała,
żeby mnie zapytać - po opowieściach koleżanek - czy mogłabym pokazać NfD na tej
wystawie!!! I o niej opowiadać zainteresowanym.
Pewnie, że mogłam!!! Bardzo
chętnie!!!
Przecież NfD już była pokazana w Internecie w konkursie blogów. I
miała być pokazana na Kongresie Kobiet.
Stąd wiedziałam, że mam na to wasze -
moje kochane polskie artystki - pozwolenie.
Więc przygotowałam - oprócz
"jednolitej" etykiety z nagłówkiem "Polski Patchwork" (były
takie dwie, druga na moich Interpretacjach) - także dwujęzyczną tabelę
odzwierciedlającą położenie bloków: z tytułami i nazwiskami autorek. Tak, aby
zwiedzający mogli sobie sami poczytać, o co chodzi...
Ale nie chcieli czytać!
Przez cały dzień trwania wystawy gadałam - 7 godzin! Z dwoma przerwami na kawę
i pyszne ciasta własnej roboty, ale żadnej filiżanki nie dopiłam do końca, ponieważ
ciągle nowi goście chcieli usłyszeć historię tej narzuty.
I to nie tylko
sąsiedzi czy mieszkańcy okolicznych wsi (Niedziela Palmowa zapraszała do
rodzinnych wycieczek) - także wiele quilterek z całego Saarlandu i Palatynatu
(sąsiedni land) oraz z zagranicznej miedzy - quilterki z Francji i Luksemburga
- przyjechało, aby obejrzeć najnowsze prace jednej z najstarszych grup, dawno
niewidziane koleżanki i całkiem nowy narybek!
NfD zaćmiła trochę, także
sposobem pokazania, inne eksponaty - kilka wspaniałych, dużych patchworków
(niektóre pikowane ręcznie), wiele pięknych mniejszych prac, śliczne drobiazgi
na stole z upominkami do kupienia i... odnowione na wesoło fotel i leżak.
Nikt
nie miał jednak o to pretensji - wręcz przeciwnie, członkinie grupy prosiły
mnie o przekazanie wam wszystkich ochów i achów, oraz o przekazanie zaproszenia
do pokazania innych polskich prac na następnej wystawie za dwa lata!!! Ponieważ
chciałyby nawiązać kontakt z jakąś grupą polskich quilterek i ewentualnie pokazać
im swoje prace.
Szczerze poruszona, zobowiązałam
się poszukać takich kontaktów i mam nadzieję, że ta relacja z wystawy pomoże mi
je znaleźć. Zainteresowanych proszę o kontakt mailowy na adres
danka@kruszewska.de.
A teraz zobaczcie same,
jak pięknie prezentuje sie wasza / nasza "Narzuta für Danka" na ścianie
Muzeum Zegarów Uhrmachershaus w Püttlingen.
To teraz zdjęcia, o których wspomniała Danka.
Na początek Einladung, czyli zaproszenie:
Traudl
Weyand - Müller Erika Steimer
Patchworkausstellung
am Sonntag,
dem 20.3.2016
von 11.00 bis
18.00 Uhr
in
„Uhrmachers Haus“ in Köllerbach
Engelfanger Str. 3
Sonntags um 17.00 Uhr wird
unser Gemeinschaftsquilt verlost.
Der Erlös wird für einen
caritativen Zweck gespendet.
Lose erhalten Sie während der
Ausstellung und vorab bei allen Köllertaler Quilterinnen
In Zusammenarbeit mit dem Kulturbüro
der Stadt Püttlingen
Zwróćcie uwagę na ten quilt z zaproszenia. Będzie jeszcze o nim mowa.
Baner rzecz jasna jest uszyty. No bo jakby mogło być inaczej ;-)
Pikowany na longarmie przez Brigit Schuller - zdobywczynię wielu nagród w amerykańskich konkursach. A prywatnie, to sąsiadka Danusi :-)
NfD zawisła w sali głównej, na poczesnym miejscu i do tego z kilku punktowym oświetleniem.
Obok niej wisi quilt, który był główną nagrodą w tomboli (o tym będzie niżej)
NfD miała oczywiście etykietę umieszczoną dokładnie na wysokości oczu zwiedzających:
Jak widać, na potrzeby wystawy nasza gra słów NfD (nur fur Danka), została zastąpiona bezpieczną nazwą Decke. "Oglądacze" mogliby nie do końca zrozumieć intencję naszej nazwy...
Chociaż w sumie narzuta dla Danki i nur fur Danka mają idetyczny skrót ;-)
Teraz widoki ogólne:
I ciąg dalszy:
Odrobina detali:
Wspominałam wyżej o tomboli.
Otóż w trakcie wystaw, o których pisała Danusia, można stać się posiadaczem narzuty specjalnie uszytej na cele loterii. Wystarczy kupić los i czekać na uśmiech od losu ;-)
Narzuta została uszyta z tkanin Kaffe Fassetta ufundowanych przez zaprzyjaźniony sklep patchworkowy po poprzedniej wystawie:
W tym roku dochód ze sprzedaży przeznaczony był na dofinansowanie tamtejszej szkoły specjalnej.
I uwaga! Padł rekord! Dziewczyny uzyskały ze sprzedaży losów ponad 1000 euro!
NfD miała w tym swój udział, ponieważ z miesiąca na miesiąc jest co raz sławniejsza i co raz więcej osób o niej słyszy i każdy ma ochotę ją zobaczyć na żywo.
Oczywiście były również drobniejsze i jakże urocze fanty do wygrania:
A tak wyglądało losowanie i sala po wystawie:
Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że dziewczyny same, temi ręcami najpierw zdejmowały zegary, żeby mieć miejsce na wieszanie prac ( w tym pomógł jakiś zabłąkany mąż jednej z organizatorek), a potem również same sprzątały (bez wspomnianego męża)!
Musiały idealnie rozplanować gdzie i co ma wisieć, ponieważ nie wolno im było wbić ani jednego gwoździa ponad to, co zastały w ścianach. Ot zabytek - swoje prawa ma...
To tyle, co miałam napisać o dalszych losach NfD. Jak widać w dalszym ciągu wzbudza emocje, zachwyca i robi potężne wrażenie na oglądających.
Fajnie jest wiedzieć, że to co wspólnie stworzyłyśmy, ma się dobrze i żyje sobie co raz bardziej światowym życiem :-)
Co by nie mówić - jest swoistym ewenementem i sądzę, że to nie będzie ostatni tekst na temat NfD :-)
Ps:
Przy opisywaniu zdjęć opierałam się na tekstach z maili od Danusi.











