niedziela, 13 września 2009

Religijnie

Niech Was nie zmyli tytuł. Nie będę nikogo nawracać, a nie zbawiać na siłę.
Bo to raczej ja tego potrzebuję...
Jak większość z Was wie, Ania w tym roku poszła do drugiej klasy. Ośmiolatki charakteryzują się tym, że mają w standardzie jazdy na basen w ramach lekcji WF, a w maju Komunię. Pierwszą.
Aby do takowej przystąpić należy spełnić kilka warunków - m.in. uczestnictwo we mszach niedzielnych czy zdanie egzaminu.
Ale jeden warunek jest oczywisty i nie do przeskoczenia: trzeba być ochrzczonym ...
Ania tego ostatniego warunku nie spełnia.
-Dlaczego??!! - zakrzyknęła zapewne większość z Was.
A to już wyjaśniam. Są dwa powody.
Pierwszy:
Lat temu sto pożarłam się i to krwawo z poprzednim proboszczem w mojej parafii. W szczegóły wdawać się nie będę, powiem jedynie, że nasza burzliwa rozmowa zakończyła się następująco:
-Pochówku katolickiego pani nie dam!
-Ha! Dobre sobie! Sporo młodsza jestem i to JA na pańskim grobie zatańczę!
I wyszłam z plebanii trzaskając drzwiami.
Druga przyczyna:
Chrzestną miałam wytypowaną od razu. Szczerze mówiąc jeszcze będąc w ciąży. Natomiast jeśli chodzi o chrzestnego...
O! Tu zaczęły się schody i to jakie!!
Do kogokolwiek się nie zwróciłam zawsze otrzymywałam dwie odpowiedzi:
-Nie mogę ( brak ślubu kościelnego lub rozwodnik)
-Nie chcę (niewierzący).
Tak więc lata sobie beztrosko płynęły, a Ania wzrastała w pogaństwie.
Proboszcza co mnie żywcem chciał/nie chciał pochować diabli wzięli (znaczy na przymusowy odwyk go posłali i już nie wrócił).
Dowiedziałam się jakiś czas temu, że chrzestnych nie musi być dwoje. Wystarczy jedna sztuka, aby była.
Mimo to nie ustawałam w poszukiwaniach. Oczywiście nie zostały zwieńczone sukcesem.
A czas dalej płynie nieubłaganie...
we wtorek Ania przyniosła ze szkoły kartkę, na której przeczytałam iż w najbliższą niedzielę (dziś) po mszy dziecięcej jest spotkanie z proboszczem w sprawie I Komunii.
Panika mnie ogarnęła i jak to zwykle bywa, w sytuacjach stresowych dostaje tzw powera i pognałam do swojej kancelarii parafialnej.
Mały wtręt dość ważny dla zrozumienia dalszej części mojego wywodu: Ania chodzi do szkoły, która leży na terenie innej parafii. Tam jest przygotowywana do Komunii i chcę, żeby podobnie jak Asia właśnie tam miała to "pasowanie" na pełnego katolika ;-)
Jak nadmieniłam - proboszcz u mnie jest już inny. Więc miałam nadzieję, że bez większych problemów dostanę czarodziejską karteczkę zezwalającą na chrzest małej "po sąsiedzku".
W czwartek pomaszerowałam do kancelarii, ale nic nie wskórałam, bo księdza nie było, tylko jakaś cywilna kobieta. Ta kazała mi się zgłosić następnego dnia po mszy wieczornej bezpośrednio do proboszcza.
-Tzn o której? - zapytałam.
Pani popatrzyła na mnie pełnym potępienia wzrokiem...
-No msza jest o 18:00.
-Aha. A o której mam się zgłosić?
-Yyyyy... Nooooo... Eeee.. Tak 18:30-18:45.
Stawiłam się. Trafiłam na sam środek mszy.
Ludzie kochani! Jak ten ksiądz przynudzał! Po 3 minutach straciłam wątek, którego i tak nie było i za nic nie mogłam się skupić! Straszne to było! Bez składu i ładu!
I tak sobie pomyślałam, że moja parafia ma wybitnego pecha jeśli chodzi o kaznodziejów.
Po mszy z gigantyczną ulgą pomaszerowałyśmy z małą do zakrystii.
Ksiądz wysłuchawszy mojej prośby, odwrócił się ode mnie w stronę lustra (ogromne! pół ściany zajmuje) i przygładzając włoscy, odparł po dłuższej chwili milczenia:
-To niemożliwe (chodziło o świstek - gwoli przypomnienia).
-Dlaczego? - zapytałam zdumiona,
I tu zaczęło się kolejne długie i nudne kazanie:
Bo oba jest już duża, bo takiej ślicznej, małej parafianki to ja nie wypuszczę z rąk (aż mnie ciarki przeleciały!), bo trzeba by ją pouczyć przed chrztem, bo egzamin musiałaby zdać, a ja nie mogę tego spychać na moich kolegów z innej parafii. To byłoby dokładanie im pracy...
-Ale oni nie mają nic przeciwko - przerwałam ten wywód.
-Jak to? - ksiądz kompletnie wybił się z rytmu swej elokwencji.
-No tak. Ja już z nimi rozmawiałam i oni nie widza problemu.
Faktycznie rozmawiałam - w końcu z nimi pracuję, no nie ;-)
Nastała cisza...
Człek w sutannie długo patrzył na Anię, w końcu wyciągnął papierek, napisał co trzeba, złożył cenny autograf i wręczając mi go powiedział:
-Wie pani co? Ja też byłem tak późno chrzczony.
-No proszę! I czym to się skończyło! - zawołałam radośnie, ściskając w garści świstek.
Wyleciałam stamtąd jak na skrzydłach!
Dziś byłam na wspomnianym zebraniu.
Ale wcześniej na mszy dla dzieci. Uhahałam się po pachy! Takiej interpretacji Pisma to ja jeszcze nie słyszałam! I z przyjemnością posłuchałam ;-)
Przynajmniej nie było nudno ;-)
A po mszy rodzice pierwszokomunijnych zostali zaprowadzeni do tzw. dolnej kaplicy, dzieci zaś zostały pod opieką wikarego (tego od kazania) i organisty.
Na zebraniu brwi wędrowały mi co raz wyżej i wyżej, aż wylądowały mi na karku!
Czymż tak się zdumiałam?
Otóż Komunia Ani (nie mylić z Pierwszą!!), będzie 30.05.
Ale I Komunia... w CZWARTEK!! 27.05!!! O godzinie 16:45!!
Potem w piątek i w sobotę.
A w niedzielę to już ta w strojach z chrzestnymi i całym tym bałaganem...
Czy ktoś z Was spotkał się z czymś takim?? Bo ja po raz pierwszy!
Dalej...
Proboszcz zapowiedział, że we wtorki i czwartki między 19:00 a 20:30 będzie jeździł po domach komunistów. Po co? Nie wiem... Najpierw jednak trzeba do niego zadzwonić i się umówić.
W tym celu kazał nam zapisać sobie jego numer na komórkę.
Poza tym co miesiąc będzie się spotykał z rodzicami w celu uświadamiania.
A na zakończenie powiedział coś, co mnie osobiście szalenie ucieszyło:
-Jeśli któreś z dzieci nie jest chrzczone, to proszę dać mi znać, to się umówimy na jakąś niedzielę i po mszy zejdziemy tutaj i szybciutko ochrzcimy. Jeden rodzic chrzestny wystarczy. ( i tu łypnął w moją stronę).

Żadnego szkolenia i egzaminów przed chrztem! A też z tej samej prywatki zawodowej, co proboszcz z mojej parafii...

Mam do Was pytanie natury kulinarnej. Co ja mam przygotować do jedzenia - najpierw na chrzest, a potem na Komunię? Jeśli chodzi o ciasta, to nie ma problemu - machnę W-Z i napoleonkę. Ale przed kawą i herbatą wypadałoby coś upichcić.
Ludzików będzie garstka - wszystkiego 7 sztuk łącznie z Anią.
Z całą pewnością macie więcej doświadczenia w tej kwestii, bo ostatnio takie coś to ja organizowałam 10 lat temu - na Komunii Rabarbary... No i było dużo więcej osób.

W ramach odstresowywania się przed, w trakcie i po przebojach kościelnych uszyłam co następuje:
Pomarańczowego królika:

Do towarzystwa powstał też czekoladowy (z flauszu - niejadalny ;-)):



Pani sowa
I kolejne kotki:


I koteczka Barbisia

Zrobiłam jeszcze jednego kocurka, ale nie mogę go póki co pokazać ;-)

W zamian za to zapraszam na kawałek ciacha z gruszkami upieczonego dziś wg przepisu Doroty
Smacznego!

19 komentarzy:

  1. a mówiłam Ci 8 lat temu, żebyś ją ochrzciła to mnie nie słuchałaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. nic się martw, będzie dobrze ! mam dzieci sztuk 2 - syn ma obecnie lat 22 a córka 12 - oboje byli chrzczeni przed I Komunią i żyją :D
    niestety nie bardzo Ci mogę pomóc w kwestii kulinarnej ponieważ uraczyłam gości garstkę ( u mnie Rodzice Chrzestni są małżeństwem ) rosołkiem posłodzonym - umknęło mojej uwadze to, że cukier zakupiłam bardzo drobny tak jak sól :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko, nie możesz w życiu zrobić czegoś normalnie? Przynajmniej od czasu do czasu :-)
    I czy ja dobrze zrozumiałam, że Ania przed chrztem miałaby zdawać egzamin? Jeśli tak, to wracaj do tego księdza i poproś w moim imieniu o uzasadnienie. Wyjaśnij, że taka jedna musi wszystko rozumieć inaczej nie śpi. Aaa! I domagam się sprawozdania, jak już na to tet a tet z księdzem umówisz. Jak czegoś nie pojęłam, to dlatego, że tym razem nie jadłam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Córko - mówiłaś. Ba! Dupę mi trułaś przez lat 8. No i widzisz - są efekty ;-)

    Ki_ma - słodzony rosołek!! Hihihi! To ja może normalny spreparuję :-D

    Lilka - Chyba nie mogę... Ja jakaś inna chyba jestem ;-DD
    A do tego księdza od egzaminu już się nie wybiorę - nie ma mowy! W tej innej parafii (sąsiedzkiej) są normalni księża, bez dziwacznych wymagań ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie mogę.To sie uchachałam.Ale powiem Ci ,że moje dziecko też idzie w tym roku (szkolnym) do I Komunii.I dzisiaj równiez byłam na mszy i spotkaniu.
    Zadziwiłaś mnie tą pierwszą komunią .W czwartek...A w niedzielę cały cyrk..Ja nie mogę.
    Nie wiem co to ma na celu ale dziwne ..
    I to jeżdzenie po domach komunistów.O ludzie!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cała Ata, hahaha. Jesli chodzi o kulinaria, to nie możesz do jakiejs knajpki tej imprezy przenieść? Garów myć nie musisz - nic nie potłuczesz, kuchenki nie spalisz itp. A może znowu będziesz miała o czym pisać :P:D

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurczę felek, ale cyrk :).
    Jak to dobrze,że moja córka ma już 20 lat i teraz tylko czeka ją cyrk ślubny, mam nadzieję, że nie tak prędko :).
    A jeśli chodzi o kulinaria - chrzest załatwiłabym kawą i ciastem z chrzestnymi (chrzestną), a komunie w knajpce - odpada Ci sprzątanie, no i jestem zdania, że w tym dniu rodzice powinni zajmować się dzieckiem, a nie lataniem do kuchni. Osób wprawdzie mało, ale cokolwiek przygotujesz to ktoś musi to dopilnować, coby goście mieli gotowe jak wrócą z kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój Maciek w tym roku ( tzn. w 2010, ale szkolnym tym) przygotowuje się do bierzmowania, Rafał ma to już za sobą. Muszę przyznać, że to co się teraz dzieje w trakcie przygotowań do tych sakramentów to jakiś cyrk. Na moich chłopaków działa odstraszająco, oddala ich od kościoła a nie przybliża. To bieganie z kartkami żeby ksiądz podpisał obecność na każdej mszy niedzielnej, przecież chodzą do spowiedzi i w konfesjonale rozliczają się z przestrzegania przykazań, dodatkowe spotkania w kościele, to lekcje religii nie wystarczą ???
    Kiedyś mieliśmy 1 godz. w tygodniu, na religię biegało się na plebanię i zawsze bardzo chętnie.

    Inna sprawa to pozamykane kościoły. Dla mnie moim kościołem był i będzie ten z mojej parafii rodzinnej. Znałam każdy jego zakamarek, był mi bardzo bliski, jak dom tylko taki szczególny, niezwykły, święty, który miał swoje tajemnice, ale zawsze można tam było wejść, pomodlić sie, pomyśleć.
    Rozmawiałam z wieloma katechetami i księżmi, żeby naukę religii rozpoczynali od odwiedzania z dziećmi kościoła, żeby dzieci się w nim trochę 'zadomowiły'. Przychodząc na mszę, dzieci zazwyczaj tylko naśladują rodziców, nie wiedzą co i dlaczego, a rodzice nie mają kiedy im tego wyjaśnić, bo zaraz następna msza, albo zamykają kościół. To jednak nie na temat.

    Popieram swoją przedmówczynię- chrzest może być tylko na słodko.
    Na komunię- jeśli jednak zdecydujesz się w domu- obowiązkowy jest tort. Piękne ozdoby związane z tą uroczystością są w sprzedaży, a szczególnie w sklepach internetowych, ale zakłady cukiernicze też robią specjalnie na tę okazję. Myślę, że tort Ani, przede wszystkim, sprawi największą przyjemność, sprawi, ze poczuje wyjątkowość tego przyjęcia.

    A reszta.... to zależy od umiejętności i tradycji rodzinno- towarzyskich (zasobności portfela też). Wydaje mi się, ze powinnaś przygotować to co lubicie, czym możesz zaskoczyć gości.Może to być niedzielni obiad, ale taki bardziej wystawny, albo trochę większe przyjęcie, z wieloma przystawkami itp.

    Ja swoich gości zapraszałam do restauracji, dzięki temu nie wyglądałam jak kuchta na uroczystości, o nic nie musiałam się martwić, a tak było na chrzcie, nie miał kto mi pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przypomniało mi się, rezerwację w lokalach robi się już teraz !!!

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja sie pośmiałam,ale raczej półgębkiem. Pamiętam ile czasu spędzałam w kościele jako smarkata z kucykami. Raz nawet zemdlałam na wieczornej mszy ,bo zapomniałam przez cały dzień zjeść cokolwiek. To były czasy,kiedy księża przyciągali swoją postawą w mury kościoła wszystko co się ruszało. Wielogodzinne pogaduchy,wycieczki,schole itd. Moje dzieci unikają teraz jak ognia. Starszy powiedział,że do bierzmowania pójdzie przed ślubem,bo teraz niema nerwów. SMutne. Do tego słuchając kazań mam wrażenie,że wróciliśmy do średniowiecza. Stosów jeszcze nie układamy,ale kto wie... Wczoraj dowiedziałam się,że Chrystus kazał brać każdemu swój krzyż i iść za Nim,oraz cierpieć w imię Jego. Też chyba czegoś nie doczytałam. I tak sobie myślę,że szkoda było fajnego chłopa,żeby się męczył,skoro teraz nakazuje się wszystkim,żeby robili to samo co On. Porównywanie się Chrystusem to chyba jakiś rodzaj pychy,tak mi się wydaje. Wiem na pewno,że w kościele coraz gorzej się czuję. Zły mnie opętał?
    Kotlety machnij i zieloną sałatę. Śmiesznie będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hurtem tym razem odpowiem:
    o knajpce nie myślałam, bo to jednak jest malutko ludzi.
    Tort rzecz jasna na Komunii będzie. Tym bardziej, że Ania 29.05 ma urodziny, więc to się razem połączy.

    Lauro - ja myślę, że to nie zły Cię opętał, tylko czarne eminencje i ich działalność skutecznie wypłasza zdrowo myślących sprzed ołtarzy.
    Ja podobnie jak Krzysia chętnie biegałam na religię na plebanię. Tam było po prostu fajnie. Ksiądz w luźnych pogaduchach na tacy podawał nam całą wykładnię wiary :-)
    Szkoda, że tamte czasy już nie wrócą.

    OdpowiedzUsuń
  12. Też żałuję. Najbardziej tego,że moje dzieci nie będą mieć takich wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej!
    Lauro: mam dobrą wiadomość dla Twojego syna - bierzmowanie i ślub nijak się do siebie nie mają, nie mają w ogóle ze sobą związku, ślub to wiadomo co jest, a bierzmowanie to potwierdzenie czucia się świadomie chrześcijaninem i można oczywiście wziąć ślub, ale nie czuć się jeszcze na siłach do bierzmowania. Uświadomił mnie w tej sprawie kolega studiujący teologię katolicką. I nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej, w razie czego zajrzyjcie do Katechizmu Kościoła Rz.-Kat. i już. I znam gościa, który tak zrobił. Cyrk z bierzmowaniem przed ślubem wynika często z niedoinformowania, a przecież delikwent może na spokojnie do bierzmowania sobie dorosnąć po ślubie.

    Ato: dopiero teraz trafiłam na Twojego bloga, jak to możliwe?! I bardzo fajnie, że tak się stało:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Saro! Witam Cię serdecznie w moich blogowych progach :-)
    A o tym bierzmowaniu przeczytałam z zaciekawieniem. Nie wiedziałam o tym!

    OdpowiedzUsuń
  15. Łomatko!!! Wesoło, całkiem wesoło ...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Noooo! Strasznie śmiesznie ;-DD

    OdpowiedzUsuń
  17. No jakbym czytała o swoich przygodach przed Chrztem Małego Krzysia w lipcu... pogoń po parafii która okazało się że jest moją eks-parafią, po parafii która się okazała moją nową i bieżącą parafią, po dwóch kancelariach zamykanych i otwieranych w dowolnych momentach w okresie wakacyjnym, a wszystko z powodu kwitka o możliwości bycia Matką Chrzestną. A potem po całym Wrocławiu w celu odbycia spowiedzi i uzyskania ......rozgrzeszenia. Bo tak nabroiłam że jeden konfesjonał to za mało ...
    I to wszystko od 7 rano w czwartek w Warszawie do soboty wieczorem we Wrocławiu... Nie zakumałam po co te cyrki w czwartek, piątek, sobotę i niedzielę, ale jak przemyślę i kilka razy jeszcze przeczytam to może jeszcze załapię cel.
    Normalnie całe życie z wariatami ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Czipy by to załatwiły. I do tego dojdzie, zobaczycie! Zanotują wszystkie wejścia i pobyty w kościele, datki na tacę, komunie i inne sakramenty. I wtedy okaże się, że nie ma u nas katolików. :)
    Ale będą osoby wierzące.
    Ato, wyrazy współczucia. Co by nie było, to i tak taka impreza nie ma nic wspólnego z wiarą, a jedynie jest tradycją. A Kościół dzielnie to zjawisko hołubi. Przetrwaj.
    Dziecko w wieku 8 lat nie powinno zakuwać tyle tego na pamięć i zdawać egzaminów. Powinno odczuć dobro wiary i nauczyć się szukać w niej oparcia.

    OdpowiedzUsuń
  19. Damy radę ;-))
    A o pomyśle z chipami nie mów zbyt głośno, bo gotowi go wprowadzić w życie!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)