sobota, 19 czerwca 2010

Aparatka

Wpis będzie szkalujący. Zarówno mnie, jak i moją młodszą latorośl o wdzięcznym imieniu Aniusia.
A co! Nie raz obrabiałam dupsko starszemu dziecięciu, to i młodsza też nie może być pokrzywdzona.
Na początek krótki rys historyczny.
Ania jest dzieckiem cholernie inteligentnym. A zarazem strasznie dziecinnym.
Znając doskonale anatomię człowieka, robiąc doświadczenia fizyczne i chemiczne, żyje beztrosko w świecie księżniczek, krasnoludków i innych wymyślonych przez siebie istnień.
Niedawno zaskoczyła mnie wykładem, że jak szybko będzie kręciła torbą pełną cukierków, to żaden nie wyleci.
-Bo wiesz - na te cukierki działa siła odśrodkowa. Tzn. przeciwna to siły grawitacji, która w tym momencie nie działa ze swoją zwykłą siłą przyciągania. I co ciekawe - te dwie siły się nie równoważą. Ta odśrodkowa jest silniejsza i dlatego cukierki się nie sypią.
Tjaaaaaaa...
Mała ma 9 lat jak coś ;-)
Ja od fizyki trzymałam się z dala! A co mnie obchodziło z jaką prędkością kula się staczała po równi pochyłej? Jaką miała prędkość początkową, środkową i końcową? Na końcu to zero na logikę, a po drodze to ja tej kuli z drogi zejdę i już ;-)

Ania ma dość ironiczne podejście do świata i ludzi.
W środę Rabarbara strzeliła sobie nową fryzurkę.
Taka nowa-stara córka mi się zrobiła ;-)
Żeby opisać jej wygląd posłużę się osobistym wpisem Rabarbary z jej tablicy na Facebook'u:
lewokrótko, prawodługo
Młodsza siostra przyglądała się starszej z uwagą, systematycznie i metodycznie przeżuwając schaboszczaka...
Starsza nie wytrzymała i zapytała:
-No Aniu? Ładnie wyglądam?
Wnikliwość błękitnego spojrzenia przybrała lekko na sile. W końcu dziecina wygłosiła kwestię:
-Nooooo... Ładnie... Mniej więcej!
-Hyyyy!! Tzn mniej, czy więcej??
-No więcej, więcej.
W sumie miała rację - z lewej krócej, z prawej dłużej - mniej-więcej ;-)

No to teraz przejdę do meritum.
Z okazji Komunii spełniło się jedno z gorących marzeń mojego maleństwa: dostała aparat fotograficzny.
Szał ciał i uprzęży normalnie!
Już raz to przeżywałam ze starszą, kiedy to znienacka wyskakiwała zza winkla dzierżąc w dłoniach aparat i wykrzykując za plecami:
-MAMO!
Jak wychodziłam na takich zdjęciach możecie sobie wyobrazić...
Wypłosz z oczami na wierzchu to najłagodniejsze określenie...

Ania podeszła do aparatu fachowo. Najpierw zapoznała się z instrukcją, a potem zaczęła walić fleszem po oczach ;-)
Rozkminiała kolejne funkcje aparatu i szczęście kwitło.
Do czasu.
A konkretnie do wyjazdu na klasową, całodniową wycieczkę do Białowieży.
Znając możliwości mojego dziecka stanowczo zakazałam jej zabierania aparatu.
Brzmi dziwnie? Możliwe. Ale mam swoje argumenty na obronę.
Ania przy całej swej inteligencji jest jak to mówi o niej mój tata: "poczciwą gapą".
Giną jej bardzo różne i dziwne rzeczy.
A to marker, a to kaczuszka uszyta przez mamę, a to bluza...
Często jej mówię, że kiedyś własną łepetynę zaprzepaści i będzie problem ;-)
Raz zdarzyło się na lekcji, że "kolega" z klasy gwizdnął jej słodycze z plecaka, a ona się nie zorientowała. Tak była pochłonięta czytaniem. Dopiero jak oddał jej puste opakowanie, to dostała ataku wściekłości. Post factum jakby...
Tak więc dziecko dało sobie wytłumaczyć, że aparat na wycieczce równa się "aparatowi mówimy bye, bye na zawsze".
Zbiórka pod szkołą bladym świtem.
I co?
Pierwsze pytania od koleżanek:
-Ania! A wzięłaś aparat? Bo ja mam.
-I ja też!
-I ja!
-A ja mam aparat i komórkę!
-A ja samą komórkę, ale z doskonałym aparatem!
Upssss...
Buzia w podkówkę...
Usunęłam się dyskretnie na bok, za telefon i dzwonię do chłopa:
-Weź ten aparat i przywieź pod szkołę, bo jest rozpacz. Wszystkie lalunie mają, a ona nie!
-Nie ma mnie już w domu. Ale zawrócę.
-Tylko szybko, żeby nie odjechali!
Przyjechał... Dokładnie w tej chwili, kiedy oni dojechali do pierwszego skrzyżowania. Zabrakło maksymalnie jednej minuty. Tak więc mój małżon mógł jedynie zobaczyć zadek autokaru, którym pojechało jego młodsze dziecko w świat...
A ja zostałam z poczuciem winy i niechęci do siebie samej.
-Wyrodna matka - syczało mi gdzieś w głowie przez cały dzień - tak popsuć dziecku zabawę!
W pracy na siłę wymyślałam sobie zajęcia, żeby jakoś zabić ten głosik. Z mizernym skutkiem...
W domu wzięłam się kompletnie bez zapału do robienia syropu z kwiatów czarnego bzu.
Podejrzewam, że będzie gorzki...
W końcu pojechałam odebrać maleństwo z wycieczki.
Wysiadła z autokaru promieniejąca uśmiechem i zadowoleniem.
Natychmiast dowiedziałam się co się działo, jak było, co widziała, co słyszała itp.
Wsiadając do samochodu wysłała w moim kierunku pierwszą, delikatną strzałę:
-Tam było strasznie dużo fajnych obiektów do fotografowania...
Uhhhh...
Przeprosiłam Anię. Powiedziałam jak strasznie jest mi przykro, głupio i beznadziejnie. I o tym, że tata nie zdążył.
-No trudno - powiedziało dziecko spokojnie - następnym razem już będziesz wiedziała, że POWINNAM zabierać aparat, prawda?

Kolejny strzał padł przy stole w kuchni, kiedy to zadowolona z życia panna Anna posilała się mocno spóźnioną kolacją.
Uśmiechnęła się do mnie promiennie i rzekła:
-A tego aparatu, to ja ci do końca życia nie zapomnę!
Taaaa... Nie wątpię.

Następny pocisk poleciał dzień później, czyli wczoraj.
-Zobacz jakie fajne funkcje sobie ponastawiałam. O! Widać ile zdjęć dziennie robię. Dziś jest zrobionych 5. A z wczoraj nie ma żadnego. No bo i jakim cudem, prawda? - i kolejny "niewinny" uśmieszek.
-Długo tak jeszcze możesz??
-No doooobra! Już nie będę!
Yhy! Ani razu - do następnego razu!

Zanim mnie osądzicie i rozstrzelacie ostatnia historyjka. Z wczorajszego dnia. Czyli dzień po tej wycieczce.
Odbieram moją panienkę ze szkoły. A za nią rączo pomyka pani wychowawczyni.
-Jak dobrze, że panią spotkałam! Aniu, poczekaj chwilkę!
-A co się stało?
-Czy Ania jest w swoim ubraniu??
Zatkało mnie! Kompletnie!
-Noooo... Taaaak...
-Oj to dobrze! Bo dziś po basenie Ania przyszła do mnie i zapytała 'proszę pani, czy pani pamięta w co ja byłam ubrana, bo to nie jest moja bluzka'. Ale w szafce innej nie było, więc ją włożyła. A twierdziła, że miała różową z napisami, a nie gładką niebieską.
-To jej ciuszki. Z całą pewnością. I ona NIE MA ŻADNEJ różowej bluzki :-DD

Ot cała moja Aniusia...


Proszę o łagodny wymiar kary ;-)

A na koniec pochwalę się wygraną w candy u Agaty
Jak zwykle nie wierzyłam, że to mnie szczęście w kuper kopnęło. Ale fakt! Króliś przykicał na początku tego tygodnia i już się całkiem dobrze zadomowił

Jak widać ma najlepszą, chociaż roztrzepaną i trzymającą głowę w chmurach panią ;-)

43 komentarze:

  1. Uwielbiam twoje historie z życia wzięte! Uśmiałam się do łez ze wszystkich opisów :))) Kamieniować cię nie będę, bo jako równie wyrodna matka nie raz i nie dwa wymyśliłam sobie coś, co miało służyć dobru jednego czy drugiego Maleństwa, znaczy się, że chciałam dobrze, a wyszło jak zawsze :D i za co później plułam sobie w brodę do końca świata i o jeden dzień dłużej ;))) Pozdrawiam serdecznie i bardzo słonecznie znad porannej kawki! :)) Też Ania :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie widzieć królika w takich fajnych łapkach
    zapisalam sie tu na "czytatela" bo miałam dość wchodzenia przez kuchnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Cuuuuuudownie się czyta :) Uśmiech z twarzy nie schodzi ;) Oceniać ani wyrokować tez nie mam zamiaru bo pewnie większość z nas zachowałaby się podobnie, a później czuła identycznie - także luzik - było minęło...jak widać dzieci wychowuja i nas, więc kolejnym razem się "poprawisz" ;-b Pozdrawiam cieplucho!

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz cudowną Anię, a ona ma cudowną Mamę!!!
    ps. usmiałam się do łez...jak zawsze u Ciebie, i dobrze zaczął mi się weekend w związku z tym...Całusy dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham Cię za te historyjki :). Anula ma przed sobą karierę niebanalną. O ile pamietam wszyscy WIELCY nie mieli głowy do drobiazgów typu zapamiętanie,na którą stronę załozyć koszulkę. Usciskaj Ją ode mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hihi Monika :)
    Ania jest powalajaca ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widać, że się bardzo kochacie, skoro
    takie szalone chwile przeżywacie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Generalnie uważam, że jako wyrodną matkę powinno się Ciebie rozstrzelać

    OdpowiedzUsuń
  9. Ata , doskonale Cię rozumiem i strzelać nie będę:)Sama osobiście przerabiałam takiego osobnika jak Ania( buziaki Aniu dla Ciebie:) ).
    Mój syn jako pacholę potrafił wychodzić na spacer z psem bez psa, a jako dorosły już facet też potrafi mieć głowę w chmurach :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobrze zrobiłaś, że nie dałaś córeczce aparatu. Po jednej z wycieczek cała szkoła wraz z rodzicami szukała telefonu 3-cio klasisty w lesie ;-)
    A jeśli chodzi o takie roztrzepanie co do ubrań to myślałam, że tylko chłopcy tak potrafią (mój najstarszy syn), a tu widać, że dziewczynki również.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak ja uwielbiam te Twoje historyje :)
    Potrafią mi poprawić nawet najbardziej ponury dzionek.
    A Ania to chyba po mamusi taka rezolutna :)
    Bo roztrzepana to chyba nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakbyś normalnie o mojej Karolce pisała!! Można przyjść również ze szkoły bez tornistra lub z dżinsami założonymi na lewą stronę:) Uściski dla Ani.

    OdpowiedzUsuń
  13. Haha...ja pierwszy aparat dostałam w wieku lat 12 i to był bez wątpienia najlepszy prezent z gatunku "bystre chwyta dołgo trymajet" ;p

    OdpowiedzUsuń
  14. Znowu się szczerze pośmiałam. Twoje teksty są wspaniałe. Pozdrowienia dla całej rodzinki:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niezłe!:) Córcia śliczna bardzo (!!!) i charakterna dziewczyna, podoba mi się ! :)
    Ps. świetnie piszesz, będę wpadać na conieco, jeśli można ?! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przede wszystkim bardzo Wam dziękuję za liczne i przesympatyczne komentarze :-))

    Annasza - dobrze, że jest nas więcej: matek wyrodnych ;-) W kupie raźniej.

    Agajaw - jakbyś w realu do mnie przez kuchnię chciała wejść, to musiałabyś sforsować okna :-D Drzwiami wygodniej ;-)


    Darsi - masz rację. W sumie to chyba obie moje córzydła mnie wychowują ;-))

    Kass - bardzo Ci dziękuję!

    Laura - Ania uściskana. A bluzki permanentnie tył na przód wkłada. Jej tam bez różnicy ;-) Czyli, że niby WIELKA będzie? Już się boję, co będzie dalej!!

    Agnieszko - oj jest, jest ;-DD

    Tereso - dokładnie tak! :-))

    Irenko - o matulu! A ja jeszcze testamentu nie spisałam! A może jakieś okoliczności łagodzące??


    Fredko - czyli z wiekiem to nie mija? Ładna perspektywa! ;-DD

    Makneto - może i dobrze, ale kaca moralnego mam. I jak widzisz nie tylko chłopcy są obojętnie nastawieni do tego co na siebie przyobleką ;-)

    Kiniu- dziękuję! Szczerze mówiąc mnie też nic nie brakuje ;-)

    Edi - cóż można powiedzieć? Nic! Tylko śmiać się, a nie płakać ;-))

    Aga - starsze dziecię to mi do tej pory trzyma! Zobaczymy co będzie z młodszą...

    Janeczko - bardzo Ci dziękuję! :-)))

    Anya - dziękuję za pochwały małej mądrali. I oczywiście zapraszam tak często, jak tylko będziesz miała ochotę :-)))

    OdpowiedzUsuń
  17. No to jak taka roztrzepana dziewczynka to będzie bardzo mądrą Kobietą!
    Zauważ, ze te ułożone i grzeczne na duperelach się skupiają i jakoś im dalej do gwiazd. A te sprawdzające ciuchy na sobie to objaw gonitwy myśli w głowie i kto wie? Może jakaś Curie będzie????

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetna masz "pióro".Może troczę późno piszę.Tak jakby wszystkie komentarze już tu są...
    Fajne masz córcie i nie ma co robić "urawniłowki".To dobrze, że każde dziecko inne. Ja ze swoim 13-tolatkiem mam problemy. Aparat mu dałam na wyjazd, jak miał 11 lat.Był w małym zoo a na zdjęciach tylko zady zwierząt.Ale aparatu nie stracił.Mało gubi. Od gubienia jest mój mąż. W tym miesiącu "posiał" drogi parasol.Swego czasu nawet obrączkę ślubną zgubił!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Aniu - weź mnie nie strasz! Jakiś czas temu Ania zalała mi kuchnię robiąc kolejne doświadczenie. Dobrze, że dynamit już wynaleziono! Przynajmniej jakiś czas jeszcze będę miała dach nad głową!!

    Elu - mój mąż już dawno temu posiał swoją obrączkę. A dziewczyny mam za jednym zamachem różne i takie same! Zwariować można! :-DD

    OdpowiedzUsuń
  20. Skąd ja znam takie przemądrzałe dziecko :)
    Roztrzepane też - ale wiesz że to cecha/wada ludzi inteligentnych ponad swoją miarę??
    Uśmiałam się jak norka.
    Buziaki dla Was Dziewczyny :*

    OdpowiedzUsuń
  21. ja tam postanowiłam Cię jednak nie karać!! Bo bardzo dobrze postąpiłaś. A gdyby zadziałało standardowo spotykane u tej młodej damy roztrzepanie to byłby płacz zgrzytanie zębami a wszystko to dosyć kosztowne jak sądzę.
    Ja jestem po Twojej stronie o!

    OdpowiedzUsuń
  22. Kochana
    Uwielbiam Twoje opowieści.
    Córcia bardzo inteligentna, to o sile odsrodkowej, no zatkało mnie, po prostu.
    Nie dość , ze mądra to jeszcze śliczna.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Matko jedyna, Ata, aleś Ty płodna!





    Literacko. ;>

    Poza tym WSZYSTKIE ANIE TO FAJNE CHŁOPAKI! ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Krzyczeć, karać???
    I dobrze, przynajmniej teraz Ania może dalej fotki robić. A tak czym by fociła??? Jednorazówką??? Moje oba dzieci gapowate, ubrania notorycznie zostawiają gzie popadnie. Szczyt nastąpił jesienią gdy Toś wróciła do domu w kapciach przedszkolnych... Dobrze że było ciepło:)))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  25. Ach ta Ania!!
    Świetne historyjki!!
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  26. Ato chętnie zaglądam do Ciebie,
    Twoje "Historie z życia wzięte" czyta się jednym tchem.
    Córcie masz wspaniale i bardzo zdolne,
    chyba w mamę się wdały:)
    A to ze Ania taka roztargniona i zapominalska-
    taki jej urok.
    Moja Kasia to też wszystko gubi albo wsadzi gdzieś i później szuka.
    W tamtym roku pojechała na wycieczkę no i wyprosiła aparat.Biedne dziecko zrobiło tylko 2 zdjęcia bo tatuś niestety coś tak namieszał,że więcej nie szło.
    Aparat przywiozła ale o kurtce zapomniała.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Aniusia ma piękne, niedzisiejsze warkocze!
    Nie warkoczyki!
    Tylko właśnie - w a r k o c z e :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Co tu dużo pisać. Jaka mama taka córcia:))) Pozdrawiam serdecznie Was obie:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Też aparatu bym nie dała... Bałabym się, że zgubi... No ale ja wyrodna matka jestem :-)
    Niezła Aparatka z Ani :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Kasiu - też się tym pocieszam ;-)

    Fuerto - bardzo Ci dziękuję :-)

    Kroneczko - dobrze, że tylko literacko ;-) I zgadzam się z Twoim stwierdzeniem! Nie znam żadnej niefajnej Ani ;-)


    Iwonko - krzyczeć chyba przed faktem, bo po to już nie ma po co :-D

    Aagaa - oj, tak! Ach! ;-D

    Askoz - dziękuję i zapraszam częściej :-) Myślę, że nasze roztrzepańce bez trudu by się dogadały ;-)

    Jolciu - i nie wyobraża sobie, że mogłoby być inaczej. Czasem jej "grożę", że złapię nożyczki i CIACH!!
    Na szczęście wie, że ja jestem do tych warkoczy przywiązana równie mocno jak i ona :-)

    Kaprysiu - ja jednak jestem mniej roztrzepana ;-))

    Kasiu - ja też z tych wyrodnych ;-))

    OdpowiedzUsuń
  31. Ato kochana,ja Ciebie najzupełniej rozumiem i popieram z tym aparatem, moim zdaniem nie zrobiłas nic złego.Rzecz w tym że inne dziewczynki mogą prędko stracic swoje aparaty,a to im spadnie,a to się wodą zaleje jak to dzieci,a dzięki Twojemu postępowaniu Ania będzie się mogla dłużej swoim prezentem cieszyc, bo przecież nie zabroniłas jej brania aparatu z zasady nie i już, ale własnie dlatego by mogła długo go miec:)Królis jest cudny, gdzie mu byłoby tak dobrze jak z Twoją Anusią:)

    OdpowiedzUsuń
  32. wszystkie baby jesteście boskie w tej rodzinie, jak Boga kocham!!! :)))

    OdpowiedzUsuń
  33. Arsarnem - między innymi i to mi przyświecało w tym moim upartym zakazie! A królik faktycznie ma super - wygodne legowisko w łóżku pani Ani :-)

    Emily - dzięki! :-DD

    OdpowiedzUsuń
  34. Dzięki za odwiedziny.
    Zapraszam serdecznie na moje powitalne candy.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ata, bywam u Ciebie czasami i zawsze mam banana na twarzy. Ciesze sie, ze trafilas rowniez do mnie!
    Pozdrowienia
    Aga
    PS Stwierdzam, ze wyrodna matka w Twoim wykonaniu brzmi lepiej niz idealna w wielu innych; )

    OdpowiedzUsuń
  36. Uśmiałam sie z tej bluzy. Dobre.Jest lekko roztargniona.Będą z niej ludzie. :-) Tak mają naukowcy, fachowcy i inni... :-)

    OdpowiedzUsuń
  37. Cudne babeczki z Was!
    A przy okazji donoszę Ci, że już zmieniłam termin zabawy, więc ponawiam zaproszenie - może jednak dołączysz?
    Liczyłam, że się skusisz - co to dla Ciebie takie wyzwanie...

    OdpowiedzUsuń
  38. Kochane - moje! Bardzo Wam dziękuję :-))

    Elu - skusiłam się ;-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Ale mnie rozbawiłaś,Świetne prace :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Piękne, zdolne dziewczyny, wyrosły spod Twoich skrzydeł. (:

    OdpowiedzUsuń
  41. Alegrio i Cerie - dziękuję Wam pięknie :-))

    OdpowiedzUsuń
  42. Niedaleko pada gruszka od gruszy..... (tak zaadoptowane na babskie potrzeby)
    Jaka mała pszczółka z tej Aniuli i tak żądełko w boczek mamusi wkłuwa......dobrze Tobie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chrissjakob - ta? A wiesz, że aparat jej w końcu ukradli? Właśnie na szkolnej wycieczce :-/

      Usuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)