niedziela, 8 lipca 2012

Piorun z kondomem...


Jakby ktoś miał jeszcze jakieś nadzieje, czy domniemania, że jestem osobą całkowicie normalną, to niniejszym wpisem rozwieję te mrzonki.
Od czego by tu zacząć...
To może tak lajtowo...
Otóż od jakiegoś czasu dziergam sobie...
SPOKOJNIE!! Bez nerwowych drgawek proszę!
Tym razem nie chustę!
Szal ma być. Z założenia. I z moheru z domieszką czegoś tam z czymś tam. Cienizna straszna!


Cieplak niesamowity! I puchatek przytulniaczek! Ogrzewa jak piec hutniczy. Wprost ideał do dziergania w te afrykańskie upały! Tak właśnie sobie uprzyjemniam czas kanikuły ;-)
Normalni ludzie sięgają po bawełny, bambusy, kordonki, a ja uparcie tkwię w okowach szalejących minusów z ciągłymi opadami śniegu!

Czasem odklejam się od drutów i szaleję twórczo-przetwórczo.


To urobek z wczorajszego dnia.
Czyli sok z wiśni, dżem malinowy, galaretka z porzeczek i ketchup porzeczkowy.
Przepis na ten ostatni wrzuciłam do Garkotłuka jak coś ;-)
Co w tym nienormalnego?
Nic w sumie.
Poza tym, że porzeczki zrywałam w pełnym, południowym nasłonecznieniu. Żar się z nieba lał, a ja  niczym ten dzielny stachanowszczyk i przodownik pracy z uporem godnym lepszej sprawy, zlana potem, dysząc jak parowóz w pełnym pędzie rwałam, rwałam i rwałam...
A wystarczyło tylko poczekać z godzinkę i drzewa by dały cień...
Dziś też miałam zamiar dalej obskubywać krzaki porzeczkowe i dodatkowo agrest, ale...

Było bardzo ciepło, ale tak rześko i wilgotność jakby zmalała.
Nie było wściekłego upału...
Idealny .dzień na skubanie krzaków owocowych, można by powiedzieć.
I co zrobiłam?
No oczywiście, że nie zrywałam owoców!!
Po co?? Lepiej poczekać, aż znowu zrobi się wściekły skwar i wtedy ruszyć w sad zielony!
Wzięłam sobie leżak, wywaliłam zwłoki w cieniu, na słońce wystawiając jedynie kawałki odnóży i z zapałem dziergałam....
- Szal? - zapyta ktoś.
Logika by na to wskazywała - upał zelżał,moher niewątpliwie nie grzałby aż tak, jak do tych pór. No i robótki by przybyło...
Ale ja się kocham z logiką jak ogień i woda!
Więc poszłam w kierunku całkowicie odmiennym.
Tzn. zamiast uzbroić się w druty, ja chwyciłam w garść haczyk - znaczy szydełko.
I myli się ten,kto sądzi, że powstały jakieś kolejne bransoletki szydełkowe.
Ależ skąd!
Ambitna taka więcej się poczułam! 
I przekonałam się po raz setny, że my się z szydełkiem zdecydowanie nie lubimy!
Cóż takiego dziergnęłam?
Ano kondom na komórkę:



Nie dość, że krzywy jak uśmiech polityka, to jakby tego było mało - ja nie używam pokrowców na komórkę! 
Mój telefon milczy oburzony takim potraktowaniem ;-)


I co jeszcze ostatnio wyprawiam?Słyszałyście zapewne o kulistych piorunach i mrożących krew w żyłach historiach o tym, co taki okrąglak może wyczynić.
Wpada taka cholera przez okno. lata po mieszkaniu, demoluje  sprzęt elektroniczny, wyciąga z siłą pompy ssącej haki ze ścian, gania za ludźmi i jak ma dobry humor, to wylatuje na zad, nie podpalając chałupy.
No więc ja też tak ostatnio działam...


Na haki w ścianach ;-/


Na jednym takim biedaku, w kuchni, wisiała sobie tablica korkowa. Trza ją było zaktualizować i poodpinać plany lekcji, zajęć, przeterminowane rysunki  itp. 
Tylko wyciągnęłam rękę w kierunku tablicy...
A ona z hukiem zleciała na Fredkowe miski.
Hak wyskoczył ze ściany sam z siebie! Ja go nawet nie ruszyłam!! Bo i po co??
A dziś....
U Chudej w pokoju... Kalendarz wisiał...
Już nie wisi :-/
Leży, bo ja TYLKO podeszłam do ściany, a hak sam zrobił SIUP! Co gorsza z kawałkiem tynku!
Chuda niewątpliwie będzie happy, jak zobaczy to urocze dziursko w ścianie!
I nie wiem, czy tłumaczenie, że matkę ma jako ten piorun kulisty, będzie wystarczającym usprawiedliwieniem!!

19 komentarzy:

  1. Ata - ja z tym upałem to mam tak samo, jezusmarjo to chyba choroba. A ciebie to nie piorun, a szlag trafił i teraz wychodzi pomalutku!
    Siła jego te haki wyciąga, musi nazbierało się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - ja kocham upały! I z tej miłości działam niekonwencjonalnie - jak każdy zakochany ;-D

      Usuń
  2. :))) łojejuuuuu... ale masz MOC!
    i to o dużym zasięgu, wiesz? no bo nie wiem co Ty Piorunie Kulisty poczyniłaś w kwestii takiego jednego losowania, za które - jak oznajmiłaś - zamierzałaś kciuki trzymać - ale podziałało! otóż WYCIĄGNĘŁO z kapelusza królika w postaci mojego imienia... i se wygrałam szmatki :))) że tak powiem - ściski przesyłam Ci za to!....
    i weź haki w spokoju zostaw co? lepiej podziałaj jakoś na maszynę losującą Lotto - uprzednio najpierw wysyłając los oczywiście :)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - ha!!!! Ależ się cieszę!! Gratuluję Ci serdecznie! Widzisz, jak uczciwie i szczerze Ci zyczyłam wygranej? ;-DD
      W LOTTO nie mam farta :-/
      Próbowałam nie raz.

      Usuń
  3. No strach się Ciebie bać ;))).
    Na szczęście zapowiadają lekkie ochłodzenie, to może reszta haków w mieszkaniu ocaleje ;).
    Ja zdecydowanie aż takich upałów nie lubię :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu - sama siebie czasem się boję!! ;-D
      A upały to mój żywioł!!

      Usuń
  4. Ata, a tylko na haki tak działasz? Bo ja mam w planie modernizację łazienki, co wymaga rozbiórki wymurowanego przed laty brodzika. To może ja bym skorzystała z Twoich usług??? Napiłybyśmy się kawki,potem Ty myk w okolice brodzika, spojrzysz, a on się w drobny mak zamieni...
    Miłego, ;)
    P.S.
    A cieplizna zapowiada się ładna- i kolorek i wzorek fajnisty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - nie wiem! Chyba tylko na haki. Reszta sprzętu w domu działa i póki co się nie rozpada :-D

      Usuń
  5. Hahahahahaa.. Kurczę, szkoda, że nie mam w planach podobnej demolki, chętnie bym Cię zatrudniła :)) A wracając do logiki, witaj w klubie pozytywnie zakręconych, bo ja w upały dogrzewałam się angorą... :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniam- dobrze, że jest nas więcej ;-DDD

      Usuń
  6. Uf. upał zelżał... nieco. Ja bym w krzaki nie poszła w taki gorąc.

    A po Twoim poście spojrzałam na półkę wiszącą mi nad głową, gdyby to wszystko padło, to ja razem.. nie działasz na odległość mam nadzieję..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naila - ja mam w kuchni taką szafkę. Cała do bólu8 wypchana książkami... Jakby runęła, to by pewnie Fredka zabiła!!
      Omijam ją wzrokiem, jak coś;-)

      Usuń
  7. Może Ciebie to słoneczko wyposażyło w jakieś zdolności magnetyczne? Może na wszelki wypadek nie otwieraj szuflady ze sztućcami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko - a wiesz, że może! Te wybuchy na słońcu różnie mogą na ludzi wpływać!

      Usuń
  8. A ja się pytam: gdzie jest Ania?

    I już mnie tu nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolcia - Ania jest! I chyba zaraz coś o niej skrobnę ;-D

      Usuń
  9. Ja tych złudzeń nie miałam, ale to się tylko potwierdziło :D :D
    Przy czym, podobnie jak Ty, uważam to za zaletę ;))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Medium? Raczej magnes ;-D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)