Tematem zajęć był crazy patchwork.
Sądziłam, że crazy to taka wolna amerykanka - się bierze gałganki, się zszywa jakkolwiek, się kończy jak się znudzi i szlus.
AKURAT!
To wcale nie jest AŻ tak oczywiste ;-)
Owszem - crazy nie wymaga matematycznej precyzji jak te zwyczajowe i konwencjonalne patchworki.
Ale myślenia nie można przy nim wyłączyć! Co to to nie!
Nie będę się rozwodzić nad odmianami szalonego szycia, bo nie prowadzę kursu ;-)
A tych rodzajów jest wbrew pozorom kilka.
Skupię się tylko na jednym, przećwiczonym przeze mnie.
Najpierw trzeba dobrze dobrać szmatki - kolorystycznie najlepiej.
Jako iż tęskni mi się za upałami i żarem lejącym się z nieba, moje ręce mimo woli powędrowały w stronę konkretnie czerwonych gałganków.
Potem je zszywałam.
Potem cięłam.
Potem znowu zszywałam, żeby za chwilę znowu je pociąć.
Aż w końcu powstało coś, co mnie zdziwiło...
- Ojej! Chyba coś mi wyszło! I nawet chyba mi się podoba! :-DD
I mus było przepikować.
Miałam zamiar na spokojnie dokończyć dzieła w domu. Wszak Zośka po szwach da radę przelecieć.
Ale nie dane mi mi było wprowadzić postanowienia w życie.
Na przeszkodzie stanowczo stanęła mi... Marzenka!
Dosłownie stanęła!
Zastawiła sobą drzwi wyjściowe i zdecydowanie kazała mi przelecieć moją tfurczość radosną lotem naćpanej pczoły.
Ojjj się bałam...
Ojjj kombinowałam...
Ale Marzenka była twarda jako skała!
No i miała rację!
Bo jednak dałam radę.
Chociaż siódme poty na mnie biły :-D
Nie zdemolowałam maszyny.
Ba! Nawet igły nie złamałam!
I uszyłam taką oto poduszkę:

Nieskromnie powiem, żem z niej zadowolona :-)
Zadowolenie szybko przerodziło się w prymitywną chuć...
Znaczy chęć uszycia kolejnego krejzika.
I uszyłam. Z drobnicy strasznej!
I znowu trzeba było pikować.
Ale jak???
- Jak szyć, panie premierze? - zakrzyknęłam
- Tym czym masz - odkrzyknął premier.
No w sumie...
Zośka posiada w sumie całe 22 programy szycia. Z czego 7 to ściegi ozdobne.
No to teraz na Zośkę biły siódme poty!
I szyła co jej kazałam.

Powoli, bez zrywów, w tempie ślimaka na żużlu...
Na zgrubieniach (tam gdzie była zbitka szwów) jeszcze wolniej - jak na warszawskich ulicach w godzinach szczytu:

Tam, gdzie było jakby luźniej, dodawałam gazu:

I jakoś poszło!

I w ten oto sposób uszyłam jasia dla Stasia, czyli powstała podusia dla mojego tatusia :-D

UWAGA!! Nie złamałam żadnej igły!!
Zośka żyje, chociaż znowu niepokojąco stuka i puka...
Udaję, że nie słyszę, bo mam już coś nowego na oku ;-)
A Zośka łaski nie robi - ma szyć i basta!
Bo jak nie, to...
To se kupię Janome!
O! :-D
Nooo pani kochana ... poleciała pani po całości... piknie wyszło
OdpowiedzUsuńBeatko - dziękuję :-)))
Usuńbyłam , widziałam , I tak się zastanawiam czy Ty masz świętą cierpliwość do Zośki czy ona do Ciebie :-D
OdpowiedzUsuńAsiu - chyba to jest obopólna cierpliwość i wyrozumiałość ;-D
UsuńPiękne poduszki, w dodatku we właściwych kolorach - gratulacje !!!
OdpowiedzUsuńMaszyna też się stara, jak może, żebyś jej na kwiatki nie wymieniła.
Pozdrawiam wiosennie i wracam do needlepointa :)
Tereniu - wyzuła pismo nosem - dni recyklingu właśnie się zaczynają... ;-))
UsuńUlala!!!! Podusie jak się patrzy!!!! Ładnie dobrane kolorki, wzorki no i ściegi! Zośka nie taka "zdychająca" jak widać?:)Gratuluję samozaparcia i chęci wszelakiej do szycia:) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDanusiu - mam nadzieję, że Zośka jeszcze ciut pociągnie, bo do nowej maszyny jeszcze "trochę" kasy brak... ;-)
UsuńBaaaardzo ładne! :-)
OdpowiedzUsuńRzeko - dziękuję pięknie :-))
UsuńJa też byłam i widziałam Twoje zmagania z crazy patchworkiem :) i efekt mi się podoba :). Mówisz, że zamienisz Zośkę na lepszy model ;)
OdpowiedzUsuńAgnieszko - taki mam zamiar... Pisałam o tym w poprzednim poście ;-) Klementynka dzielnie mnie wspomaga w moich staraniach :-D
Usuńposzalałaś kochana troche...czerwona poducha cudo...a ten jasiek dla tatusia po prostu boski...
OdpowiedzUsuńKasiu - lubię tak szaleć ;-) Dzięki!
UsuńŚwietnie Ci wyszły te poduchy! Szczególnie ta czerwona wpadła mi w oko - chyba ze względu na kolor :)). Trzymam kciuki za Zofię, żeby jeszcze trochę pożyła ;)).
OdpowiedzUsuńFrasiu - dzięki! Trzymaj, trzymaj, bo ma przed sobą jeszcze trochę szycia - jej właścicielka wpadła w trans ;-)
Usuńno i pięknie, pięknie!
OdpowiedzUsuńYenulko - dzięki!! :-)
UsuńNo i perfekcyjne poduchy
OdpowiedzUsuńMyibali - dziękuję! Ale do perfekcji to jeszcze "trochę" mi brakuje ;-)
UsuńPodusie urocze, Żałuję, że nie mogłam z Wami poszaleć. Serdecznie pozdrawiam. Jola
OdpowiedzUsuńJola - szczerze mówiąc - zdziwiłam się, że Cię nie ma na kursie. Też żałuję!
UsuńRewelacja!!! I Zośka jeszcze ciągnie kopytami po ziemi! Chyba ją przestraszyłaś dniami recyklingu ;)
OdpowiedzUsuńAnia - BOI SIĘ! Najbliższy recykling w sobotę ;-D
UsuńTo maszyny potrafią takie ściegi robić, czy to ty majtasz tak tą maszyną, że to tak piknie wychodzi? Jeżeli to robi twoja Zocha, to już wyobrażam sobie co może robić Janome. Jak będziesz ją kupowała, to poproś aby mogła też pracować pod napięciem 380V, przyda się mężowi wejście na spawarkę, :)
OdpowiedzUsuńKrzysztof - ona sama taka zmyślna ;-) A spawarką to ja się posługuję - bez zapału, bo się kiedyś przykleiłam elektrodą, ale daję radę ;-)
Usuńja swoją też skończyłam. W 4 pasmanterii zanabyłam transparentne nici :) Tylko okazało się, że stopka nie pasuje i przepikowalam troche krejzji ale zwykłym ściegiem.
OdpowiedzUsuńSekutnico - :-DD Szkoda, że nie masz bloga, bo chętnie bym zobaczyła Twoją poduchę po skończeniu - te moje pikowania były zwyczajnym plagiatem Twojego pomysłu ;-)
UsuńZdolna jesteś nieludzko. Tyle kawałeczków!!! Tak równiutko!!!
OdpowiedzUsuńTo chyba właściwie niemożliwe;)))
Poty, nie poty, ale efekt powalający.
Uściski:)
Kaprysiu - bardzo, bardzo Ci dziękuję! :-))
UsuńSzalej tak dalej, bardzo dobrze Ci idzie! :)
OdpowiedzUsuńRenik - tak mam zamiar ;-))
UsuńCrazy świetny. Te łączenia robi maszyna? Bo ja ręcznie różnymi ściegami crazy zszywam. Może spróbuje też maszyną, wszak ma ozdobnych kilka:)
OdpowiedzUsuńJaskółko - wszystko na maszynie! Te "szwy ozdobne" są zamiast pikowania. Kawałki szmatek też pozszywałam tradycyjnie, na maszynie po lewej stronie ;-)
Usuńszmatki zszywam na maszynie, a raczej naszywam na podkład. później ozdabiam ręcznymi ściegami. Tak patrzę, że niektóre można maszynowo. Mam takie fajnie gwiazdki w zestawie:)
UsuńTe swoje szyję nie na podkładzie, tylko tak zwyczajnie - luzem. Muszę się odważyć i na podkład się pokusić.
UsuńSkorzystaj z tych ozdobnych ściegów, które masz. Ja tę metodę podpatrzyłam u Sekutnicy siedzącej obok mnie :-D
Sposób wart naśladowania :-)
Zawsze chetnie czytam kolejne wpisy. fajny blog. Poduszki sliczne.
OdpowiedzUsuńArendil - bardzo Ci dziękuję :-) Takie słowa to dla mnie najlepsza pochwała :-)
UsuńJa też swoją kursową skończyłam :-) I moja Janomka tak sobie czasem łomotała przyjemnie przy robocie... Trochę jak fiat 126p, jak się rozhula, ale szyje jak złoto, więc nie robię jej wyrzutów ;-)
OdpowiedzUsuńTwoje podusie wyjątkowo urodziwe, a kursowej najwyraźniej udało się wpłynąć na pogodę za oknem :-) Pięknie wykorzystałaś ściegi ozdobne swojej maszyny na poduszce dla Taty...
Pozdrawiam!
Marysiu - oj stukała i na kursie! Jak traktorek :-D Ale dawała radę!
UsuńI nie bądź tym "leniem". Pokazuj co robisz! Samo konto na blogerze to jakoś tak maluuuutko ;-)
Czuję się zmobilizowana ;-) Na literaturę raczej nie ma co liczyć, ale zdjęcia z opisem byłabym w stanie...
UsuńMarysiu - czekam więc! :-D
UsuńHej,
OdpowiedzUsuńA widziałaś prace takiej pani, co wyszywa lotem nie do końca pijanej pszczoły? O tu: http://cathycullis.blogspot.com/
Trafiłam tam przypadkiem i tak jakoś mi się skojarzyło...
:)
Pozdrawiam,
Marta
Marta - nie widziałam, ale teraz oniemiałam! Ta jej pszczoła to pracowita mrówka po prostu! Mega!
UsuńPrzecudnej urody te Twoje patchworki, więc niech Zośka się nie wygłupia, ino leci z koksem ;-)
OdpowiedzUsuńSylwka - dziękuję :-) Zośka jakoś zipie. Dziś skończyłyśmy coś całkiem nowego. I dała radę, chociaż w pewnej chwili zrobiło się nieciekawie ;-)
UsuńBrawo! Zacznij zbierać jednak na coś lepszego!
OdpowiedzUsuńKankanko - ale na co??
UsuńNajlepsze to wg mnie elny, janomki, kilka singerów - te znam. Nie muszą mieć miljonpińcet ściegów. Mają mieć szeroki zygzak, łatwą zmianę szerokości ściegów, szybkie tempo, stopki matic bardzo wygodne, płynną regulację docisku stopki. To podstawa.
UsuńKankanko - no właśnie na janomkę zbieram. Z tymi "bajerami", o których piszesz :-)
Usuń