I refleksją, że jednak, mimo upływu lat cieszę się, że skończyłam takie studia, jakie skończyłam...
Rankiem, skoro świt wywiozłam dziecko młodsze na zajęcia Uniwersytetu Dzieci.
Nic nowego - jak w każdą sobotę.
Dziś miała warsztaty na Wydziale Nauk o Zwierzętach w warszawskiej SGGW.
Młoda młodsza poszła w teren poszukując bezkręgowców, a później głaszcząc skorpiony i pająki ptaszniki.
Mamuśka jej pogrążyła się po uszy w lekturze.
Książkę miałam mocno w temacie wydziału :"Kocie opowieści" Jamesa Herriota (nawiasem mówiąc polecam wszystkim miłośnikom kotów).
Niestety - zdolność szybkiego czytania mam opanowaną do perfekcji i zanim Ania wróciła, ja byłam już po lekturze...
I mimo woli przysłuchiwałam się rozmowom toczonym obok mnie przez młodziutkie studentki.
- Wiesz co wczoraj robiłam na zoologii?
- Nie.
- Musiałam obedrzeć szczura ze skóry!
- Nie!! O matko...
- On był jeszcze ciepły, jak go przynieśli.
- Nie!!! O matko!!!
- A wiesz, co było najśmieszniejsze?
- Nie...
- Przed zajęciami staliśmy w szóstkę - ja z koleżanką i czterech chłopaków. Wiedzieliśmy co będziemy robić. Chłopaki prawie się pobili, jak się licytowali, co który będzie wycinał i co będą robić z tym biednym szczurem. A jak przyszło co do czego, to tylko my z koleżanką zostałyśmy. Chłopaki odpadli :-D
Ja też prawie odpadłam ;-D
Na szczęście, dalszych zwierzeń nie usłyszałam, bo młódź studencka poszła na zajęcia, a moje młodsze dziecko z zajęć właśnie wróciło.
I pojechałyśmy na pierwszą w tym roku akcję recyklingową.
Od razu mówię: lipa, jeśli chodzi o zielsko. Nie wzbogaciłam się o kwiatki, a elektrośmiecie wróciły do domu w oczekiwaniu na kolejną akcję, w innej dzielnicy ;-)
Nie znaczy to jednak, że było beznadziejnie.
Co to, to nie!
Ania najpierw wzięła udział w jakimś konkursie, zgarnęła nagrodę, a potem zniknęła dla świata i ludzi, pogrążając się w fascynującej zabawie:

Ja się poczułam cokolwiek osamotniona.
Ot taki syndrom pustego gniazda, czy coś... ;-)
Poszłam sobie precz, do stoiska obok i malnęłam sobie ekologiczną torbę, z jakże prawdziwym napisem :-D

A Ania dalej tworzyła:
A ja dalej się nudziłam.
I znowu coś musiałam zrobić z czasem i osamotnieniem...
No to machnęłam wieszaczek:

W nagrodę za piękne i pomysłowe wykonanie, miałam możliwość wygrania megawielkiego pojemnika na cokolwiek.
Trzeba było tylko odpowiedzieć na jedno pytanie.
Oj truuuudne było!
Ledwo z niego wybrnęłam ;-D
"Co zrobi pani z kawałkami materiałów?"
Jakoś dałam radę :-D
I mam!

W pudle zamieszkały moje piękne włóczki.
Jest im w nim komfortowo i luźno, bo pudło jest naprawdę WIELKIE!!
W tym samym czasie, Ania skończyła, to co robiła po raz pierwszy w życiu i i baaardzo jej się ta zabawa spodobała.
A mnie bardzo przypadł do gustu efekt jej zabawy:

Pierwsza miseczka wypleciona z papierowej wikliny!
Jest idealnie sztywna, trzyma się jak ta lala i czeka na lakierowanie.
I jest zdecydowanie równiejsza, niż by to wynikało z makabrycznego zdjęcia ;-)
Młoda twórczyni chce ją zachować w oryginalnej postaci, bez paćkania farbą.
Czyż muszę dodawać, że po powrocie do domu ukręciłyśmy cały wazon "wikliny"? :-D
Świetnie, a gdzie fotka tego wazonu????Też nie psułabym pięknej miseczki. Najładniejsza będzie taka "pierwotna". A na dalsze dni wróżę dalsze kręcenie np. koszyczka, pudełka,bo podobno to wkręca:)
OdpowiedzUsuńJaskółko - fakt! Zapomniałam pstryknąć :-D Miseczka nie będzie malowana, tylko lakierowana :-)
UsuńMakabra by mnie na pewno rozłożyła....
OdpowiedzUsuńGratulacje dla Ani !!! Twoje wytwory też super, włóczki na pewno szczęśliwe z nowego domu. Pytanie rzeczywiście poniżej pasa :):):):)
Po dzisiejszym dniu w okolicy nie będzie makulatury, całą gazetową w "wiklinę" zamienicie. Piękne rzeczy powstają z tego recyklingu.
Pozdrawiam cieplutko.
Tereniu - na szczęście nie ja musiałam tego szczura... Brrrr!!
UsuńMakulatury faktycznie trochę mamy, więc kto wie, co jeszcze będzie ;-)
Ha,
OdpowiedzUsuńbo wiklina wkręca bardzo - ta papierowa też :) Miseczka piękna taka, jaka jest (gdybyście ją polakierowały bezbarwnie byłaby jeszcze sztywniejsza i łatwiej usuwałoby się kurz).
Będąc osobą bezczelną pozwalam sobie podesłać adres mojego posta z wiklinowymi linkami do instrukcji: http://craftbymarfka74.blogspot.com/2013/01/koszykarstwo-recyklingowe-3-linki.html
Pozdrawiam bardzo wkręcone kobiety :)
Marta
Marta - dzięki za link! Już byłam i ugrzęzłam na dłuższą chwilę ;-)
UsuńMiseczka będzie lakierowana. Właśnie po to, żeby ją utrwalić :-)
Ja - jeśli można też tu chętnie zajrzę!!!
UsuńKankanko - po co pytasz! Wpadaj zawsze i bez zapowiedzi :-)
UsuńMnie ta wiklina od dawna nęci, wszak to znów czysty recykling :)
UsuńKankanko - to prawda! recykling w najlepszym wydaniu! I do tego nie wymagający żadnych nakładów finansowych :-))
Usuńjaki miły dzień,zazdroszczę takich możliwości-dla każdego...pozdrawiam
OdpowiedzUsuńAga J - a u Ciebie nie ma takich akcji typu recykling?
Usuńno to miałyście pracowity dzień :-)
OdpowiedzUsuńA swoją drogą to naprawdę super ta misa,zważywszy,że pierwsza.Uważajcie-to bardzo wciągające zajęcie :-)
Jolanta - póki co, trzymam się twardo patchworków ;-) Mała jak chce, to niech wyplata ;-D
UsuńJa tylko zapytam... czy Ania ma kurtkę też z gazety? Czaderska!
OdpowiedzUsuńOt... co się ludziom rzuca w oczy w pierwszej kolejności! Pozdrawiam dziewczynkę z warkoczami!) i Ciebie Ata też :)
Jolcia - Ty to masz oko :-DD Kurtka gazetowo-nieprzemakalna ;-)
UsuńPozdrowienia przekazane - dziękuję! :-)
Zdolne osóbki dwie - normalnie, jak Matka z Córką ;-) Was to strach gdzieś posłać ;P
OdpowiedzUsuńSylwka - nikt nas nie posyła - same się delegujemy :-D
UsuńZdolniachy "obie dwie!"A wiklina papierowa mnie i tak dopadnie tylko na razie bronię się przed nią "ręcami i nożyma:)"A'propos tego szczura potwierdza się tylko, że chłopy to tylko w gębie mocni!!!! Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDanusiu - nie broń się zbyt mocno ;-))
UsuńDokładnie to samo powiedziałam, jak opowiadałam to mojej sis :-D
Że się wtrącę w konwersację, faceci są stworzeni do wyższych celów.
UsuńBrałyście kiedyś udział w świniobiciu, patroszyłyście kiedyś świnkę, która tak ze smakiem później jako szyneczkę zajadacie?
Gratuluję "kujona", rozbraja mnie ta Twoja córa, musisz ją jeszcze nauczyć spawać, bo jak wiem Ty już tego próbowałaś.
Krzysiu - do wyższych celów? Znaczy żarówkę w żyrandolu bez krzesła zmieniacie? ;-P
UsuńW świniobiciu brałam udział. A potem nawet jelita i pęcherz myłam na kaszanę i salcesony, bo tylko ja to umiałam i miałam niebiańską cierpliwość :-D
Ubolewam nad Anią, bo ona niestety nie ma ciągot do rzeczy technicznych - wiertarki nie lubi, gumówki się boi, a od spawarki podobno zapalenia spojówek można dostać :-/
chrissjakob, a karpia na święta kto u Ciebie...? Hęęę?
UsuńNo panie ludzie! Na bogato!
OdpowiedzUsuńAnia - no ba! :-DDD
Usuńznam te sobotnie przedpoludnia na "uniwersytecie", tyle że ja na Matika z reguły czekam spacerując z papierochem w ręku;) ot taka moja słabość do dymka;)
OdpowiedzUsuńKiniu - to w drugą rękę książkę i połączysz przyjemne z przyjemnym ;-)
Usuńtego szczura to nie zazdraszczam :)
OdpowiedzUsuńmój młody na razie nic na zoologi nie miał (na mamusi szczęście:)
Gratulacje dla Ani - wiklina jak ta lala :)
Yen - na szczęście to nie Ania musiała tego szczura rozprawiać, tylko całkiem dorosłe studentki weterynarii :-D
UsuńAle kto tam wie, co będzie na etapie "Mistrz i uczeń" :-D
Cóż, nauka wymaga poświęceń:))) Jakoś mnie ta gazetowa wiklina nie wzięła, ale dziewczyny kręcą gazety , aż miło , a potem przekoszyczkowują:)Uściski dla zdolnych mamy i córci:)
OdpowiedzUsuńKaprysiu - ciekawe, czy tego szczurzynę pytał ktoś o jego chęć poświęcenia się dla nauki :-D
UsuńMnie też to słabo nęci, ale skoro mała się napaliła, to może się pobawić, jak pogoda będzie nie rowerowo-rolkowe ;-)
zdolniaszki jakie, prosze bardzo...wieszaczek super zrobiłaś a córcia tez widzę zdolności po mamuni odziedziczyła...super...
OdpowiedzUsuńKasiu - Ania to samorodek z innymi zdolnościami ;-) Mnie wiklina nie pociąga :-D
UsuńFajne te "Kocie opowieści", prawda? :-))) Wszyscy zachwycają się wikliną gazetową, więc ja skomplementuję wieszaczek! Jest absolutnie koci! Najpierw przednie kocie łapy, później uszy i ogonek na końcu! Zainspirowałaś się Herriotem, że her! To znaczy, że hej! ;-)))
OdpowiedzUsuńRzeka - oj fajne! Dzięki nim wróciłam po wielu latach do Herriota :-)
Usuńajajajaj, przerażające opowieści snujesz!
OdpowiedzUsuńRyupieci sie nie pozbyłaś, ale wytwórstwo kwitło - fajne prace ;)
Iwona - graty upłynnię w innym terminie, a co stworzyłyśmy - to nasze :-D
UsuńNo padlam jak sie okazalo,ze ty to TY !!! swiat jest jednak maly :)
OdpowiedzUsuńBeata - :-D świat jest mały jak dziadowska torba :-D Ciągle,gdzieś spotykamy znajomych :-D
Usuń