piątek, 10 lipca 2009

Wyjatkowo źle wychowana jestem!

Tak moje kochane! Trzeba się w końcu przyznać i spojrzeć prawdzie prosto w oczy! Prymitywem bez kindersztuby jestem i już!
A więc teraz nastąpi publiczna wiwisekcja pani Moniki G., czyli moja.
Było to wczoraj.
Pojechałam do sądu. Konkretnie do wydziału Ksiąg Wieczystych, żeby dokonać zmiany we wpisie.
A tak nawiasem: założenie nowej księgi kosztuje 50 zł, a zmiana wpisu 150! Dziwne to jakieś. Księgę mamy założoną przez mojego Dziadka w latach 30-stych ubiegłego wieku i wg moich prywatnych przemyśleń sądzę, że powinniśmy mieć jakieś preferencje, no nie? ;-)
Ale ad rem!
Tłum kłębił się makabryczny!
Wydziałów KW jest tam coś koło 6, do każdego co najmniej 20 osób!
Ponieważ nie miałam pojęcia, jakie druki mam wypełnić, udałam się do informacji.
Wyłuszczyłam miłej starszej pani w okienku mój problem i pani Informacja wręczyła mi koszmarny papier formatu A3 gęsto wypełniony dziwnymi żądaniami przekraczającymi mój rozumek Kubusia Puchatka, poinstruowała gdzie mam kupić drogocenny znaczek, gdzie złożyć podanie i już.
Podreptałam na ogólną salę, zasiadłam do wypełnienia druków z wyglądu przypominających PIT'y, ale bardziej zagmatwane.
Po kilku minutach zorientowałam się mniej więcej gdzie mam wpisać dane moje i taty, a potem inwencja twórcza mnie opuściła do cna.
Więc stwierdziłam, że pewnie te panie przyjmujące wnioski będą zdecydowanie bardziej kumate niż ja i capnąwszy czarodziejski numerek dopuszczający mnie do tajemniczego pokoju nr 7, powędrowałam do kasy (piętro wyżej) po cenny dowód wpłaty, czy jak kto woli - haraczu na rzecz XV wydziału sądu.
Niestety, miałam przy sobie jednie 100 zł, a kasa opłat plastikiem nie przyjmuje. Więc znowu starabaniłam się na dół, do bankomatu po brakującą część gotówki.I znowu w kolejkę na górę - do kasy.
Po uiszczeniu wpłaty spełzłam na dół i oniemiałam - tłum falował i gęstniał z każdą chwilą.
Miejsc siedzących zero (słownie - zero!).
Miałam nr 74, a wyświetlacz w "moim" wydziale beztrosko ogłaszał, że obsługiwany jest nr 61, więc czekania miałam na co najmniej godzinę!
Kurcze! Nie dam rady tyle stać! (dla niezorientowanych czytelniczek - mam artrozę stawów kolanowych i dla ulżeniu kulasom chodzę sobie z trzecią nogą ;-)).
Ale...
Jest tam coś na kształt szatni. Pan rezydujący tam sprzedaje różne druki, kwitariusze i podniecające poradniki typu: "VAT - wszystko co chcesz i musisz wiedzieć".
Ta makulatura zajmuje mu solidny, ogromny stół wielkości jednej trzeciej mojej kuchni. Przed tym stołem stoi coś... Jakby ławka, stolik dla karzełków. Czort wie, co to jest. Zasypane to było papierkami różnego autoramentu i pochodzenia.
Jednym słowem było tam wszystko - oprócz porządku.
Ludzie kłębili się obok tego czegoś, ale wszyscy karnie stali, chociaż był to jedyny sprzęt nadający się do siedzenia.
Niewiele myśląc, z dużą ulgą dla obolałych kulasów przyklapnęłam półgębkiem (no może półdupkiem) na tym śmieciowym przybytku. Ledwo to uczyniłam, usłyszałam nerwowo wypowiedziane zdanko pod moim adresem, przez panią stojącą obok:
-Tu nie można siadać! Ten pan zaraz pani uwagę zwróci - wyszeptała rzucając spłoszone spojrzenie w kierunku rozpartego na krześle faceta za stołem.
-Niech spróbuje - powiedziałam obojętnie.
I za chwilę słyszę:
-Halo! Tu nie wolno siadać!
-Słucham? - zwróciłam się do zarządcy stolika, względnie śmietnika.
-Niech pani wstanie! Tu się nie siada!
-Nie wstanę. Nie mogę stać.
-Nic mnie to nie obchodzi. Tu się nie wolno siadać! Proszę wstać!
-A ma pan zapasowe krzesło? - (miał, stało za nim złożone) - to ja chętnie się przesiądę.
-Nie mam.
-To ja się stąd nie ruszę. Nie ma mowy.
-A ja pani mówię, że ma pani w stać!
-A ja panu powtarzam, że nie wstanę. Jeżeli zwolni się miejsce na ławach, to z przyjemnością się przesiądę. Teraz nie ma mowy.
Facet wyszedł z siebie i stanął (siedząc!) obok:
-Co za kultura! A w domu też pani na stole siada??
-W domu mój stół jest stołem, a nie śmietniskiem. I wie pan co? Tam przy wejściu jest ochrona i policja. Niech ich pan zawoła i każe mnie stąd siłą zabrać, bo dobrowolnie nie wstanę.
Gostek jeszcze coś dziamał, ja już nie reagowałam. Ludzie sobie słuchali i pewnie się dziwili, że dałam mu taki stanowczy, acz obojętnie-zimny odpór.
Po parunastu minutach zwolniło się miejsce "normalne, więc przeniosłam swoje zwłoki.
A po kolejnych wielu, wielu minutach na wyświetlaczu zobaczyłam upragniony numer 74.
Pani w pokoju nr 7 był przemiła i chętnie mi pomogła w wypełnieniu do końca tego dziwadła w kolorze blue. A na koniec zadała mi niewinne z pozoru pytanie:
-Czy to pani jedyny egzemplarz?
-Tak.
-To w takim razie - ten pan z szatni kseruje druki. Proszę do niego pójść, a potem niech już pani wejdzie bez kolejki, to pokwituję pani złożenie wniosku.
-Oszszszsz ty w mordkę misia!! Ale jazda! Hehehehe! - pomyślałam sobie niezmiernie inteligentnie.
Poszłam do ekonoma z szatni i poprosiłam jak gdyby nigdy nic o ksero.
Pan skserował i oddając mi oryginał i kopię powiedział wyciągając rękę:
-Dwa złote.
-Paragon poproszę - odrzekłam mu z miłym uśmiechem.
Huhu! Trzeba było widzieć jego minę! Wydrukował. A jakże! Nie miał wyjścia ;-)
A co ja zrobiłam? Wredna, niewychowana larwa, co to dupę na stoliku rozkłada?
PODARŁAM beztrosko paragonik i... powiększyłam śmietnik na tym spornym stoliku...
Tak więc jak same widzicie - jestem potworem bez kindersztuby, bez ogłady i krzty kultury. I wiecie co? Całkiem mi z tym dobrze!

A teraz tak całkiem zmieniając temat: po wielu latach zakwitła mi stareńka pienna róża. Wiem, że nie jest imponująca, ale jestem z niej bardzo dumna, bo raz, że wygrzebałam ją z okropnej piaszczystej i jałowej ziemi myśląc że już z niej chyba niczego nie wykrzeszę, a dwa - to róża którą dawno, dawno temu sadziła moja Babcia i pamiętam ją z mojego dzieciństwa :-)

Hmmmm! Właśnie na fotce dojrzałam bezczelną nawłoć! Jutro już jej nie będzie!


A dziś skończyłam robić mojej Ani pudełko na frotki do włosów. Po powiększeniu fotki widać, że pudełeczko jest zrobione techniką (mniej więcej) 3D.
No i po raz pierwszy zrobiłam tło wg AgiB ;-)

27 komentarzy:

  1. o fuck! jak to dobrze suką być i taka wredotą! uwielbiam to!!!
    i aż się dziwię Siostro,że jeszcze ktoś chce znnami gadać :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ata, a nie masz Ty przypadkiem czegoś do załatwienia w moim urzędzie? Albo z moim operatorem telefonii komórkowej? Albo z taką jedną panią notariusz, co to ma uprzejmości tyle co buldog, nie obrażając buldogów, bo one z natury mało uprzejmie wyglądają, a pani notariusz, to z własnej i nieprzymuszonej woli. Bo ja całkiem bezradna wobec nich jestem, a przydałoby im się takie szkolenie.... Przemyśl sprawę, co?

    OdpowiedzUsuń
  3. Biorąc pod uwagę niewychowanie "starszego właściciela burdelowej ławy" oznajmiam wszem i wobec, że to jemu brak wychowania i ogłady :D Jak dla mnie postąpiłaś prawidłowo ;]
    Kooocham te Twoje opowieści :D
    Jestem ich fanką ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. chcialabym spotykac na swej drodze tylko takich niewychowanych ludzi...::)a swiat urzedow ostatnio bardzo dobrze znam..pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo, brawo dla Twojego braku kindersztuby !!!
    Pudełko na frotki jest urocze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesu! Ata! Weź mnie na przeszkolenie! Zapłacę!!! Jak Boga kocham, każde pieniądze!
    A pudełeczka nie odpuszczę-proszę o szczegóły,bo cudne jest,a takowy papier posiadam od dawna. Patrzę i patrzę i nadziwić się nie mogę jakie piękne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi się podoba taki brak wychowania. Jakbym widziała moją córkę :). Niezadowolona z obsługi w sklepie każe se przysłać kierownika, Jak się nie dało załatwić reklamacji na miejscu to wysłała buty do "PUMY".
    I tylko stale twierdzi, że życie jej zmarnowałam, bo za dobrze ja wychowałam. A to z racji tego, że jako osoba dobrze wychowana w stosunku do starszych osób nie używa niecenzuralnych wyrazów i strasznie musi się namęczyć, żeby poniektórych wyprostować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mocna jesteś!!!Ja już dawno bym wymiękła.Więcej ludzi takich jak Ty nam trzeba,może wreszcie urzędnicy nie myśleliby,że są bogami i mamy hołdy im składać,za załatwienie sprawy :c)
    Pudełko śliczne i romantyczne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ufff! Ulżyło mi, bo myślałam, że mnie wszystkie jak jeden mąż i żona zbesztacie za nieprzystojne siadanie na stole! ;-)

    Lilka - a nie możesz zmienić buldożycy na jakąś łagodniejszą rasę? Np na Westa ;-) Ostatecznie notariuszy jak mrówków i to oni powinny szanować klienta za jego ciężkie pieniądze.


    Melicjo, Barbaro i Persjanko - bardzo Wam dziękuję :-))


    Laura - za frico sprzedam patent: twardym trza być, a nie miętkim!
    Maila masz tak w ogóle ;-)


    Irenko - możesz uspokoić córkę - dobrze ją wychowałaś!!

    Arkadio - rogata dusza się we mnie ozwała i nie miałam zamiaru ulec temu cymbałowi za biurkiem. Gdyby inaczej się do mnie zwrócił, powiedział, że jeśli się zwolni jakieś miejsce, to on prosi, żebym się przesiadła i nie było by sprawy - z resztą tak zrobiłam. Ale jak tłuk spasiony chciał się popisać swoją "władzunią szatniarską", to musiałam w poprzek stanąć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moniko, ale mnie rozbawilas, dobra jestes, tak trzymaj, a rozyczka cuuudna

    OdpowiedzUsuń
  11. Taaaaak, Ato, bezczelna jesteś. Ludziom się wyłącza poczucie godności w takich sytuacjach, chodzą przygięci i przepraszają, że żyją. Trudno się dziwić, tego wymagał dawny reżim, nowe pokolenie radzi sobie chyba lepiej :-) W każdym razie jestem z Ciebie dumna. Heh, ja ostatnio musiałam zrugać kierowcę w autobusie, bo w Bielsku wprowadzono nowe przepisy - przednimi drzwimi się WSIADA, jeśli nie ma wsiadających, kierowca nie otwiera drzwi. Kobieta w ciąży musiałaby się przeciskać przez pół zatłoczonego autobusu, bo sama bała się odezwać :-( Ja tam się nie boję...

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam czytac Twoje historie i bardzo Cie lubie za te Twoje "niekulturalne zachowanie"
    ja tak nie umiem hihi
    pozdrawiam
    podgladacz

    OdpowiedzUsuń
  13. Bogu w niebiesiach niech dzięki będą, ze w moim małym miasteczku nie ma kolejek w urzędach. Ostatnio musiałam odwiedzić ZUS i panie były UŚMIECHNIĘTE, POMOCNE, tłumu ZERO, kolejki entuzjastycznie nieobecne....

    OdpowiedzUsuń
  14. a pudełko frotkowe - super!! Ogrodniczka w zieleniach:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Moje przedpiszczynie mają rację, wszystko ma swoje granice : bezczelność i brak szacunku dla innych oraz dobre wychowanie też!!!

    Jak wynika z zachowanie Aty, kiedy nie pozwolimy sobą pomiatać to ludzi potrafimy zmienić, a jeszcze kiedy robimy to z takim poczuciem humoru :)))))

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziewczyny!
    Dziękuję za słowa uznania dla mego tupetu ;-)
    Ja po prostu nie lubię chamstwa i góralskiej muzyki ;-D

    OdpowiedzUsuń
  17. Aha, no właśnie! Tak się zbulwersowałam Twoim brakiem wychowania i ogłady, że ze wszystkiego zapomniałam zachwycić się pudełkiem. Podoba mi się zarówno tło, jak i efekt przestrzenny, nieprzesadzony, dokładnie taki w sam raz :-)Dziewczynce nawet kokardy i falbanki powiewają!

    OdpowiedzUsuń
  18. No Monika chamka i prostaczka jesteś i jeszcze śmiesz dbać o swoje chore nogi - popieram i to popieram obiema ręcyma :)
    Bardzo fajnie się Ciebie czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie dośc że wychowana jesteś BARDZO DOBRZE to jeszcze zdolna z Ciebie bestia!
    A co do urzędów to u mnie podobnie, kolejki są mi znane a w Księgach wieczystych to mnie bardzo pyskate panie niestety...

    OdpowiedzUsuń
  20. Oj, odwiedzamy chyba ten sam wydział KW, ja tam niestety bywam aż za często. Na pocieszenie powiem Ci,że ostatnio miałam numerek 126, a kiedyś było dużo, dużo gorzej. Teraz to tam jest luksus:)!
    Brak wychowania?....w takim razie ja cierpię na dużo gorszy:)
    serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeszcze raz dziękuję za uznanie dla mojej bezczelności :-))
    Utwierdziłyście mnie w przekonaniu, że warto pokonywać opornych siłą spokoju ;-)

    Elizo - za pół roku znowu czeka mnie wyprawa do KW. Tym razem po wypis. Podobno "tam na górze" szybciej i sprawniej idzie :-)

    Za pochwały pudełeczka, też bardzo, bardzo Wam dziękuję. Już zostało zagospodarowane przez pannę Annę. A mnie nosi po domu, bo nie wiem co okleić (zegar lakieruję i odczuwam deficyt wycinania ;-) )

    OdpowiedzUsuń
  22. Moniko, uwielbiam Twoje opowieści - styl pisania nieziemski. Tak jak bezczelność posunięta do dobrze rozumianych granic dobrego wychowania :) Spoko, spoko - ja na Twoim miejscu już bym klęła jak szewc: zatem gratuluję Ci cierpliwości i zimnej krwi. Kiedy będziesz robiła szkolenie z asertywności? Zapłacę. :D

    OdpowiedzUsuń
  23. A swoją drogą, do choroby, przecież nie jesteśmy PETENTAMI KW, ale KLIENTAMI: przecież tam przychodzi się załatwić sprawę za którą PŁACIMY naszymi uczciwie zarobionymi pieniędzmi. To dlaczego traktuje się nas jak ... jak ... jakieś szczury?
    Motyla noga. Nakręcam się.
    Śliczna dziewuszka na pudełeczku :)
    A róża jeszcze piękniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Aniu! Ja też miałam ochotę rzucić sobie soczystym mięskiem, ale wolałam zabić pana "siłą spokoju" ;-) To bardziej rozjusza tego typu osobników.
    Niektórym urzędnikom wydaje się, że my jesteśmy dla nich, a nie oni dla nas. Ale cały czas mam nadzieję, że to się zmieni. BO jakby nie było - panie, które tam pracują są przemiłe :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Cudne są Twoje opowieści, uwielbiam je po prostu :D A myślałam, że tylko ja mam taki podły charakterek i czepiam się oczywistości :D
    Witaj w klubie :D grzecznie, spokojnie z uśmiechem na ustach dopiąć swego i pokazać bzdury jakie nas otaczają i utrudniają życie :D tak trzymać !

    OdpowiedzUsuń
  26. z przyjemnoscia przeczytalam,,,,wielkie uklony,uwielbiam "taki"brak wychowania;)

    OdpowiedzUsuń
  27. A i ja z przyjemnością oddałam się czytaniu :) I absolutnie pochwalam takowe zachowanie :)
    No i będę odwiedzać cię często... dobrze mi tu...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)