wtorek, 20 marca 2012

Podłość ludzka...

Ludzie to potwory w ludzkiej skórze! I to wcale nie jest ogólnikowe stwierdzenie. Mam na myśli całokształt populacji. Zero współczucia dla cudzej słabości czy też choroby.
Podłość ludzka nie ma granic (jak mówiła pani magister z "Wyjścia awaryjnego")
Nie wierzycie?
To się posłużę własnym ciałem dla zobrazowania Wam powyższych stwierdzeń.

Zostałam dziś wykluczona ze społeczeństwa...

Dotknął mnie tzw ostracyzm :-/

A czemuż to?
A temuż, że mi fonia w nocy siadła.
I od rana porozumiewam się z otoczeniem za pomocą szeptanek.
Spodziewałam się choćby odrobiny współczucia czy wyrazów ubolewania przynajmniej ze strony moich córek.
O naiwna ja!!
Żeby nie powiedzieć dosadniej: taka stara, a taka głupia!

Kiedy Chuda upewniła się na 100%, że matka głosu przeciwko niej nie użyje, rozbłysnęła pomysłowością:
- Ty! A może ja ci skrypt do migowego pożyczę?
Przewróciłam oczami, dając jej do zrozumienia w sposób niewerbalny co myślę o takiej idei.
-Do sklepu jedziesz? To ja wiem jak się makaron miga, albo ryż.
W porę zwiała, bo kopać w zadek pomimo bezgłosu, potrafię celnie...
Wyszeptałam w jej kierunku słowa zdecydowanie nieprzyjazne.
- Coś mówiłaś? A może trochę głośniej, bo nie słyszę! Hehehehe!
A potem śpiewała mi za plecami: "Szeptem do mnie mów, mów szeptem"

Poszłam do małej.
- Całkiem nie możesz mówić?
- Całkiem - potwierdziłam smutnym szmerem.
- Zupełnie? Nic, a nic?
Pokiwałam rozczochraną.
- Hihihi! Ale jesteś biedna! Hihihi!
I zobaczyłam tylko mknące w kierunku łazienki różowe piętki...

Tjaaaa... Doszłam do wniosku, że przegapiłam dość istotny element w procesie wychowawczym moich córek - kładłam zbyt słaby nacisk na empatię...

Wywiozłam w końcu te dwie wredne jednostki z domu.

Chuda na moje pytanie o której wróci, odparła pogodnie:
- Nie słyszę cię! Hahahaha! Pa!

Natomiast dziecko młodsze upewniło się, że cmok na do widzenia nie grozi jej zarażeniem, obiecała przysłać mi smsa z informacją, czy kółko przyrodnicze będzie czy nie, bo:
- Nie zadzwonię, bo nie pogadasz! Hihihi!
Bezczela! Zawsze smsy mi śle!!

Pojechałam do sklepu.
-Łooooaaahahahaha! A co to się stało? Za dużo czegoś zimnego się wypiło? Na dzieci się krzyczało? - zapytała pani sprzedawczyni.
A potem nie widzieć czemu, też zaczęła szeptać. Tyle, że z radosnymi błyskami w oczętach.
Sekundował jej właściciel sklepu:
- Nooo! Z panią to się nie da nudzić! Ciągle coś nowego pani wymyśla! Co tak szeptem dzisiaj? Tajemnica jakaś? Hasło!
- W du..ie trzasło - odszepnęłam urażona kompletnym brakiem taktu i wyczucia dramatyzmu sytuacji.
Sprzedawczyni konsekwentnie zniżając się do poziomu mojego głosu zapytała:
- Ma pani 2 złote?
- Mam - odszepnęłam.
- A co mi tu w sklepie konspiracje jakieś odchodzą? Transakcje jawne mają być, a nie jakieś szeptanki sobie na ucho! Hehehehe!

Ponieważ z brakiem głosu nie bardzo nadawałam się do pracy, pojechałam do przychodni.
-Dzień dobry - przywitałam się grzecznie, acz dyskretnie.
- Ooooo! No i warto było tak na dzieci krzyczeć? Hahahaha!! - usłyszałam od razu, na progu gabinetu.

Po przychodni przyszedł czas na zakupy w zaprzyjaźnionym warzywniaku prowadzonym przez miłe, jak mi się do dziś wydawało, małżeństwo.
-Uuuu! Co się stało? - zatroskała się ta lepsza połowa.
Sądziłam, że jakaś współczująca dusza w końcu na mej drodze stanęła.
-Głos mi ukradli.
-No widzę, a raczej słyszę, że NIE słyszę! Hahahaha!
A mąż tejże niby lepszej połowy dodał:
- To ja muszę z Anią poromawiać, czy aby nie za bardzo pani na nią krzyczy!

Po powrocie do domu wysłałam smsa do mojej sis licząc, że kto jak kto, ale ona mnie zrozumie i jakoś tam przytuli nieme me struny głosowe.
Napisałam jej co następuje:
Ludzie sa okrutni! Straciłam głos i nie wzbudzam współczucia, tylko radosny rechot!
I cóż odpisała moja sis??

-A chcesz długopis?

Rodzina!

Po południu pojechałam na rehabilitację.
I tak sobie myślałam, że może tam będzie jakoś tak bardziej współczująco, czy coś...

Jasssne!
Już w szatni pan wydający kluczyki do szafek, radośnie mi zanucił cytowany już wcześniej utwór "Szeptem"!

A potem było coraz lepiej!!
- Pani Moniko! Niech pani powie tym paniom tu, czy ja się znęcam nad pani czterogłowym?
- Nic dziś nie powiem, bo mam wstręt do gadania!
- Hyhyhyy! No widzicie panie - pani Monika nie potwierdziła, więc proszę grzecznie ćwiczyć!

Potem usiłował pogadać ze mną taki jeden osobnik, zwany przeze mnie Paskudem.
- Aaale fajnie!! Ruda nie gada!! Hehehe!
- Zaraziłeś mnie zarazo! Specjalnie wczoraj w laser nakasłałeś!
- Weź mów głośniej, bo nic nie słyszę! Hehehehe!
- Uszy se umyj!
- Ja cię nie zaraziłem. Tylko ty ten jad żmijo, co masz w sobie, zamiast wylać na zewnątrz, przez pomyłkę łyknęłaś i teraz masz efekty! Hehehehe!
Hmmm... W sumie takie wytłumaczenie mojej raptownej niedyspozycji głosowej, zdecydowanie jest najbliższe prawdy jak sądzę ;-DD

Następny pan rehabilitant wykazał się jakże "oryginalnym" stwierdzeniem:
-No i po co na te dzieci było krzyczeć? Hehehehe!
Poinformowałam go zimno, acz cicho, że jest już czwarty w kolejce, który to mi insynuuje.

Kolejny dowcipniś zainteresował się z "troską" w głosie:
- W gardle coś ci stanęło? Tzn. wiesz! Mam na myśli nie to, o czym ty myślisz, tylko jakieś piwo, czy coś innego, zimnego. Hehehehe!

Kiedy wychodziłam po zabiegach, Paskud stał sobie na szczycie schodów i darł się do mnie:
- Ruda! Powiedz coś!
- Coś!
- Coś mówiłaś? Bo coś nie słyszę! Mów głośniej! Hehehehe!
- Paskud! Nienawidzę was wssssyssstkich!! - nie rozmnożył mi się w oczach, tylko stało ich tam dwóch dowcipnisiów)
Ten drugi schodził na dół i powiedział z roześmianą dookoła paszczą:
-Czy ja coś mówiłem? Ależ skąd! Nawet słowa z siebie nie wydobyłem! Hehehehe!!

A na zakończenie dnia jeden z pacjentów zaśpiewał mi... No co??
No "Szeptem" :-DD

Śmiesznie mi jest cały dzień. Dawno tak się nie obśmiałam, bo powodu do płaczu nie mam - wręcz przeciwnie - niemoc głosowa jest w gruncie rzeczy równie zabawna dla mnie jak i osób, które dziś miały pecha i się ze mną "styknęły".
Jutro głos ma mi już podobno pomału wracać do użytku.
W sumie trochę szkoda, bo śmiesznie jest ;-D

44 komentarze:

  1. "Chuda na moje pytanie o której wróci, odparła pogodnie:
    - Nie słyszę cię! Hahahaha! Pa!"


    serio nie słyszałam co mówisz..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się było nad matką pochylić, a nie teraz jakieś mętne tłumaczenia w eter ślesz :-P

      Usuń
    2. jak wysiadałam z samochodu na przystanku?:P

      Usuń
  2. Ja myślałam, jak zobaczyłam tytuł, że mi się ciśnienie podniesie i popracuję jeszcze.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda - ale za to poziom endorfin chyba się poprawił? ;-)

      Usuń
  3. Kup sobie kochana HOMEOVOX. Ssiesz i głos Ci wraca:) To homeopatyczne jest i skuteczne:)
    I jak tu Ciebie żałować, jak czytając pokwikuje się ze śmiechu:)))
    Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaprysiu - zapomniałam o Homeovox'ie! Mam jakieś inne ssaki, też skuteczne na szczęście :-)

      Usuń
  4. przytulam mocno:))
    wspolczuje ,ze otaczaja Cie tacy bezduszni,hihi
    ale ten utwor to mnie sie bardzo podoba,moze w Twojej wersji bedzie fajniejszy:)
    buziak ogromny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominisiu - w mojej wersji na dzień dzisiejszy byłby nie do słuchania i nie do usłyszenia :-D

      Usuń
  5. Hmmm... Jutro będę w Warszawie, ale co z tego?
    Jak krzyknę "Ata!!!" i nawet mnie usłyszysz, to ja Twojej odpowiedzi już nie usłyszę ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicjo - a znaki dymne zauważysz?? :-D

      Usuń
    2. Ata !!!
      Jestem właśnie na Barbary. Dawaj dym!
      :-):-):-)

      Usuń
    3. Słabo krzyczałaś, nie słyszałam ;-D

      Usuń
  6. Pięeeeeknie sobie chorujesz:) I bardzo radośnie:) Zdrowiej:) ALe miej czas na odpoczynek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludkasz - w takich śmiesznych warunkach szybko się zdrowieje. Dziękuję za życzenia :-)

      Usuń
  7. :))))))
    Przypomniałaś mi jak to było, gdy ja zupełnie straciłam głos :). W pracy nie odbierałam telefonów, bo i tak nikt by mnie nie usłyszał. Lekarka też mówiła do mnie szeptem - żeby się do mnie dostosować ;)). Laryngolog zaordynował mi inhalacje z rumianku - pomogły i to dosyć szybko :). Zdrowiej szybko! Uściski :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Liczyłam, że Cię naprawdę gdzieś wykluczyli, za np. długie paznokcie,spódnicę, włosy... albo za zbyt krótkie, a Ty bonusa od losu dostałaś.
    Podobno człowiek nie umrze jeśli nie wypowie określonej ilości słów, masz jeden dzień życia więcej :))))))))



    Żeby się małomówni nie cieszyli - każdy ma inny limit słów;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysiu - bonus powiadasz? No dobra! Tej wersji będę się trzymać ;-DD

      Usuń
  9. Ata , dzięki za wielką dawkę humoru z samego rana:))))
    Gdy mnie złapała taka przypadłość podobnie mnie sponiewierali bliscy, a największą radochę mieli z tego, że do nich należało ostatnie słowo:)).
    Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci szybkiego powrotu do głosu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fredko - bo rodziny głównie z potworów się składają!! A do głosu już wracam - dziś mówię z seksowną chrypą ;-D

      Usuń
  10. uwielbiam Twoje posty - jak przeczytalam tytul to juz sie martwilam co sie wydarzylo a tu prosze taka opowiesc,ze z usmiechem na buzce poszlam spac :P suuuper dzien choc wspolczuje braku glosu :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko - lubię poprawiać ludziom humor :-))

      Usuń
  11. No widzisz!na brak głosu się nie umiera ,a nogi masz zdrowe bo dużo rzeczy zaliczyłaś!!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anka - pewnie, że się nie umiera na brak głosu! Za to ze śmiechu można paść - ale jakież to miłe zejście z tego świata ;-D

      Usuń
  12. Za to pisać możesz i baaardzo dobrze, bo jakoś długo nie pisałaś. Taki bezgłos jest dość denerwujący i czasem trwa dobrych kilka dni. A bezgłos miałam po resekcji płata tarczycy, bo mi uszkodzili nerwy lewej struny głosowej. Na rehabilitację foniatryczną chodziłam około pół roku, ale jak słyszałaś, głosunio wróciło. Współczuję Ci, bo to denerwująca dolegliwość.
    Wracaj do głosu, ale nie nadwyrężaj go teraz.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - głos mi już dziś wrócił. Ale ja się nie denerwowałam, mnie to śmieszyło :-D

      Usuń
  13. Dopiero argument z jadem żmii mnie złamał. No i co? Większość niemożność mówienia tłumaczy krzykiem na dzieci. Straszszszszszszne! Najważniejsze, że humor Ci pozostał :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko - mnie ten argument "żmijowy" najbardziej się podobał :-D Przynajmniej oryginalny był.

      Usuń
    2. No właśnie, złamał ze śmiechu. Też najbardziej mi się podobał :)

      Usuń
  14. E tam, po tym jak Ci kiedyś Siostra "umarła"...
    http://hobbyata.blogspot.com/2011/11/agata.html... żaden tytuł na twoim blogu mi już nie straszny... wtedy się uodporniłam... dzisiejszy tytuł zaciekawił mnie mocno ale już nie oczekiwałam niczego szokujacego...
    Moniko tulam Cię mocno, bo sama od dwóch miesięcy walczę z zapaleniem strun głosowych i miewam co dzień inna barwę głosu lub jego całkowity brak... i tak po zupełnej ciszy parę tygodni wstecz byłam niczym Himilsbach... obecnie przypominam Adele... a kto wie jak to się jeszcze zakończy... Polecam IslaMos... daje fajny efekt pokrycia gardła śluzikiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Millu - współczuję! Wczoraj nadawałam jak Himisbach :-D, dziś już wszystko wróciło do normy, a Islę mam i ssam ;-D

      Usuń
  15. Hihi, dobrze, że humor Cię nie opuszcza. Jak mnie kiedyś tak struny głosowe złapało to na wszystkich domowników dzwoneczkiem dzwoniłam. I wyobrażałam sobie przy tym, że jestem wielką damą i na służbę dzwonię ;) (a dzwoneczek z tych starych na służbę właśnie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorfi - dzwoneczek! Mega pomysł! Następnym razem wykorzystam :-DD

      Usuń
  16. Ata - to jak myślę z braku głosu masz prawo potrzaskać sobie drzwiami, krzesło odstawić gwałtowniej, karteczkami Rodzinę kieruj i niech Cię trochę porozpieszczają :)

    No i nie krzycz na te swoje dzieci, ja bardzo proszę!!!! Nie krzycz!!!! Szeptem do nich mów, mów szeptem......la la la la ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kankanko! Jak możesz?? I Ty też przeciwko mnie?? :-DDDD

      Usuń
  17. Moniko, znam to, oj znam. Dawno, dawno temu ( wiesz ja wiekowa) jako nastoletnia panienka straciłam głos, nie gadałam nawet szeptem! I to trwało 9 miesięcy! To dopiero była jazda bez trzymanki! Wszędzie z karteczkami chadzałam... W szkole jeden semestr mi przeleciał bez odpytywania... bo nikt nie przypuszczał, że to może tak długo trwać, w kolejnym niestety już pytali a ja odpowiedzi pisałam na tablicy. Tak, że korzyści były ;-) Teraz nadal, jak mnie ktoś ostro wkurzy to tracę... ale już wiem co zrobić, aby to trwało krótko.
    Ma to swoje plusy...zawsze można powiedzieć - przecież mówiłam - trzeba było słuchać :-) przecież wiesz, że głos mi ukradli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko - a w ucho chcesz za tą "wiekową"???
      9 miesięcy bez głosu... Toż to chyba rekord świata!!

      Usuń
    2. Nooo już niemal zaczęłam się rozglądać za kursem języka migowego ;-), aby odzyskać głos musiałam przejść zabieg " rozciągania strun głosowych" były tak sztywne, że nie działały... potem nauka mówienia aby głos zaczął się wydobywać.

      Usuń
  18. heh, Moniko, znam problem dobrze i łączę się w bólu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu -wiem! Pamietam jak pisałaś na fb :-)

      Usuń
  19. Ata, no przecież nie mogę tu u Ciebie spokojnie czasu spędzić... obsmiałam się że mnie szczęki bolą, jesteś cudowna z tymi swoimi 'pomysłami' uwielbiam Cię choćby to brzmiało podejrzanie...całusy i zdrowia życzę:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - cieszę się, że znalazłaś chwilkę czasu i mogłaś się u mnie zrelaksować :-*

      Usuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)