sobota, 19 maja 2012

Cenne śmiecie

Chomikiem byłam, jestem i będę.

Większość z nas ma fioła na punkcie zbieractwa wszelakiego. A to koraliki, a to włóczki, a to serwetki, kordonki i inne, nienazwane artefakty.
Ja poza wyżej wymienionymi i nie, zbieram również śmiecie.
Takie klasyczne: zużyte baterie, zdemolowany sprzęt RTV AGD, makulaturę, złom itp, itd.
Tak sobie? Dla przyjemności rozsadzenia domu w posadach? Zarośnięcia brudem i bajzlem?? Żeby mnie za czas jakiś w TV pokazali jako przykład kolejnej śmieciowej zbieraczki rzeczy wszelakich?
Nieeeee!!
Na kwiatki!
Kiedyś tam, pisałam już na blogu o akcjach zbierania śmieci w różnych dzielnicach Wa-wy, w zamian  za kupony na roślinki.
Dziś też był taki "zbieraczy dzień" w pobliskiej gminie. Wioskę dalej od mojej, czyli jakieś lekkie i maksymalne 10 minut jazdy samochodem wypakowanym szkłem, plastikiem, zużytymi bateriami, fredkowymi puszkami, zepsutymi pierdołami typu suszarki, golarki i zegarki.
Kilka kursów z samochodu do punku odbioru i stałyśmy się z moją wierną asystentką Anią szczęśliwymi posiadaczkami 40 kuponów na zielsko!
40 kuponów = 40 roślinek!!
SZAŁ CIAŁ I UPRZĘŻY normalnie!!
Ale żeby nie było za lajtowo, trza było swoje odstać w kolejce. Tak mniej więcej ok godziny ;-)
Warto było!
Ania w między czasie zaliczyła jakiś konkurs ekologiczny, w którym pani nie dała się jej rozwinąć do końca.
Bo zadała konkretne, acz nie całkiem przemyślane pytanie:
- Powiedz mi, jak oszczędzasz wodę i energię elektryczną?
Później Ania oburzona opowiadała mi jak było:
- No i ja zaczęłam mówić. I pani mi przerwała, zanim skończyłam o oszczędzaniu wody!! A o enrgii nic nie powiedziałam!
Czemu ja się tej pani nie dziwię?? ;-D
Nagroda za elokwencję: ekologiczne kredki z linijką, temperówką i gumką, prześmieszna skakanka z laleczkami w charakterze uchwytów i oczywiście coś, co Annę ucieszyło najbardziej: książka "Od Tatr do Bałtyku" - taki przewodnik po Polsce dla małolatów. A wszystko to spakowane oczywiście w torbę ekologiczną ;-)
Jak już pisałam w  końcu, po godzinie, dopełzłyśmy do lady i do pań wydających roślinki.
I  okazało się, że liczba roślinek przerosła moją możliwość spakowania ich. Miałam przy sobie jeden koszyk i jedną skrzynkę. Przemiła pani pożyczyła mi dość spory kontener na roślinki. Wcześniej wymogła na mnie solenną obietnicę, że go oddam pod karą śmierci i ogólnych, bliżej nie sprecyzowanych tortur.
Obiecałam.
Najpierw jednak do samochodu zatargałam swoje sprzęty obciążone kwiatkami.
A w drugim nawrocie zabrałam ten pożyczony kontener.
No i tu się zaczyna lekki dramatyzm sytuacyjny.
Niosłam to zielsko przed sobą. Kompletnie nie widząc nic przed sobą. Tylko ludzkie głowy z kawałkami górnej części korpusów.
 W sumie, gdybym wiedziała czym to się może skończyć, zastosowałabym metodę a'la Afrykanerki i machnęłabym go sobie na łeb...
Ale gdzie tam! Przedarłam się przez dziki tłum i doszłam do przejścia dla pieszych.
Trzeba Wam wiedzieć, że mam małą skazę i nie umiem chodzić dostojnie i powoli.
Gdzie tam!
Lecę na łeb, na szyję!
Tak też było i dziś.
Przed pasami miałam zamiar wyhamować.
Ale nie dane mi było.
Bo ktoś wpadł na pomysł, żeby tuż przed wejściem na jezdnię postawić betonowy pachołek.
Twardy i  nieustępliwy...
Ktoś wpadł na pomysł, a ja na pachołek...
Lewym kolanem. Z impetem, rozpędem i zapałem.
Wybiło mnie to (lekko mówiąc) z rytmu i ratując się przed upadkiem twarzą w zdobyczne kwiatki, leciałam do przodu ciągnięta przez dość ciężki kontener z zielskiem.
Kątem oka zobaczyłam samochód dojeżdżający do pasów, ale kompletnie NIC nie mogłam zrobić!
Po prostu kwiatki mnie pchały ciągnąc! I tak oto z impetem wpadłam na jezdnię...
Boguu dziękuję i mojemu zapracowanemu po uszy Aniołowi Stróżowi, że dali refleks kierowcy.
Dał po heblach jak należy i dzięki temu nie rąbnęłam mu na maskę kwiatami i swoją osobą.
Swoją drogą - miałby dość osobliwe i oryginalne powitanie na recyklingowej akcji: zamiast chlebem i solą, ja wywaliłabym mu kwiatki przed przednią szybę i jego niewątpliwie przerażone oblicze ;-DD
Żyję, kwiatki uchroniłam, tylko jeden rąbnął na asfalt, ale szybko go zebrałam i zabrałam  z przejścia dla pieszych.
A kolano?
Się zagoi!
A Chuda po wysłuchaniu "krwawej opowieści" z przedsionka śmierci pod kołami samochodu swej matki, pokiwała ze stoickim spokojem głową i powiedziała:
- No widzisz? A ze mnie to się śmiałaś!
Zaraz tam śmiałaś! Toż współczułam ;-)
Nic to!
Kwiatki mam i to jest najważniejsze!
I tak się prezentowały po przywiezieniu ich do domu, jeszcze w bagażniku:
 Jest ich dokładnie 40 sztuk!
30 jest już na miejscu. Reszta czeka na jutro-pojutrze, bo dziś zwiędłam jakoś i wszystkich nie dałam rady wsadzić na miejsca docelowe.
Cieszę się cały czas jak durna!
No bo po zbyłam się śmieci, a w zamian mam całkiem fajnie w ogrodzie.
I to do tego za free!

31 komentarzy:

  1. Nie za free, za rozbite kolano. Mam nadzieję,że choć trochę poleżałaś z lodem na kolanie. Prawdopodobnie jadę jutro niemal w Twoje strony, bo do piesa na cmentarz.A te pelargonie to są bardzo ładne, najbardziej mi pasuje ta pomiędzy tymi czerwonymi.Twój post o kwiatkach przypomniał mi,że kupiłam nawóz do róż i muszę go wreszcie użyć.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu - poleżałaś?? No coś Ty!! Mowy nie ma! Kwiatki trza było sadzić! Za bardzo mnie czyn pchał do przodu, żeby myśleć o obłym cielsku ;-D

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się pytam dlaczego to tylko w stolycy macie takie akcje??? Ja też chcę... a nie mam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko -wniosek prosty - przeprowadzka ;-D

      Usuń
    2. Wniosek prosty, gorzej z wykonaniem... poza tym ja chcę mieć to TUTAJ!!!
      Właśnie za oknem dzisiaj przechadzają się u mnie dwa daniele... też tak masz?

      Usuń
    3. Beatko - a sarny mogą być? Danielami nie dysponuję ;-)

      Usuń
  4. Wiadomo-Stolyca.
    U nas nikt na taki pomysł nie wpadł,a szkoda,bo ja jestem w stanie przyswoić każdą ilość kwiatków.
    I wiesz co? Ja bym się zdziwiła,jakbyś tak lajtowo je przywiozła do domu. Tak zwyczajnie -przejść,wsadzić do bagażnika,dojechać,wyjąć i zasadzić? Toż to nie w Twoim stylu! Pan kierowca,jak mniemam,miło i ciepło na Ciebie spojrzał jak mu tak przed maska latałaś? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Laura - coś w tym jest...W ubiegłym roku też się uszkodziłam, tyle, że w wyższej partii ciała ;-)
      A poza tym - jakby było normalnie, to by było podejrzane ;-D

      Usuń
    2. A co pana kierowcy - wyglądał raczej na zszokowanego... Jakoś chyba mu się nie dziwię;-D

      Usuń
  5. Z Tobą to naprawdę nie można się nudzić :))). Twój Anioł Stróż nieźle się musi napracować, a i panu kierowcy z pewnością znacząco podniosłaś ciśnienie ;)). Ale kwiatki śliczne zdobyłaś - niech pięknie rosną :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frasiu - po takiej przygodzie nie mają wyjścia - muszą się przyjąć!

      Usuń
  6. Jak zawsze opowieść rewelacyjna, pełna napięcia i lekkiego dreszczyku. Ty kobietko powinnaś powieści pisać!!!. Czyta się Ciebie jednym tchem. Zazdroszczę talentu lekkiego pióra.
    Akcja recyklingowa super pomyślana, no i do tego prześliczne kwiaty. Na pewno ogród wzbogacą swoją urodą. Życzę aby kolanko szybko ozdrowiało. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga - ogród zdecydowanie zyskał na urodzie :-) Kolano dziękuje za dobre słowo :-)

      Usuń
  7. ja chcę kwiatyyyyyyyyyyy :-) oddam cały złom, pozbieram śmieci nawet z połowy osiedla, tylko dlaczego u nas nie ma takich akcji???? :-( Zazdroszczę bardzo ( tfu tfu na wszelkie uroki) niech rosną pięknie , a kolano szybko się goi. Wielkie podziękowania dla Pana Kierowcy,za to że nie rozjechał Twojej szanownej osoby, bo o kwiatach nie wspomnę :-D
    Ata przy okazji - zaraziłaś mnie wężami :-) naumiałam się w końcu - dziękuję za motywację :-D gdyby nie Twoje śliczne wytworki, pewnie następny rok zbierała bym się do nauki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu - dziękuję pięknie!
      I bardzo się cieszę, że ze mnie taka "zaraza"!

      Usuń
  8. W Wrocławiu też była taka akcja - za tonę makulatury, komputer, drukarkę, tonę baterii i jeszcze jakieś drobiazgi dostaliśmy 9 sosenek - kurna las mogłam posadzić, tylko nie wiadomo gdzie. Wolałabym kwiatki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko - w Warszawie pierwsze akcje też były za drzewka, ale chyba było mało chętnych, więc dorzucili kwiatki. No i teraz to całkiem nieźle działa. W lasach jakby mniej szmelcu ;-)

      Usuń
  9. Co za piekne kwiaty ! No i akcja wspaniala ! Tez bym chciala.... buuuu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agni - to prawda - akcja warta naśladownictwa w każdym mieście!

      Usuń
  10. pamiętam,że kiedyś proporcja śmieci do kwiatów cię nie zadowoliła i zrezygnowałaś z zamiany
    dobrych Aniołów stróżów macie Ty i ów kierowca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - czasem panowie wydający kupony za śmiecie szachrują, ale to się zdarza sporadycznie. I nie rezygnowałam z tych akcji. To wciąga - jak chodzenie po bagnie ;-D

      Usuń
  11. Pomysł wymiany śmieci na kwiaty wart naśladowania. W Twoim ogrodzie będzie ślicznie. Mam nadzieję że mała ogrodniczka (czyt. Ania) pomogła w ich sadzeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgoś - Ania nadzorowała mnie pilnie, więc można to chyba uznać za pomoc ;-D

      Usuń
  12. Świetna akcja. A u nas było trochę inaczej. Wszystkie dobre, ale już nieużwane rzeczy (talerze, szklanki, ciuchy, stare koce, książki, kredki, karmę, miski itp.. Zbierano w jednym punkcie. Tam też urządzono kiermasz i kto chciał mógł sobie coś za symboliczny pieniążek kupić (ludzie wystawiali swoje rzeczy). Reszta została rozprowadzona po różnych domach opieki i schroniskach. Wprawdzie miło byłoby dostać kwiatki, ale ja i tak jestem zadowolona, bo wyniosłam pół domu dobrych ciuchów, z których "wyrośliśmy". Szkoda spalić, szkoda wyrzucić do kubła, innym się przyda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko - takie akcje też są, ale jakoś dowiaduję się o nich po fakcie niestety :-/

      Usuń
  13. A u nas chyba nie ma takiej akcji :(((. zazdroszczę tych zieleninek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu - tak za bardzo nie zazdrość, bo mi zdechną ;-DD

      Usuń
  14. Piękne kwiaty :) A koleusa (te barwne listki ala pokrzywka)możesz zabrać na zimę do domu (nieodporny na mróz) będziesz wtedy miała wieloletnie zielsko :) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  15. Selene - wiem, kiedyś miałam. W tym roku mam zamiar po latach "reaktywować" pokrzywkę na parapecie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Idea przednia. W życiu o takim czymś w Wrocławiu nie słyszałam, może gdzieś na małym osiedlu... takie akcje to dla mnie. Tylko ja jednak bym się starała z godnością to-to dowieźć Ata, mimo całej sympatii do Ciebie!
    :)))))))))
    Jak zdobyczne kwiaty z taką akcją donosisz to jak wyrzucasz śmieci???? Albo wracasz z małymi zakupami?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - jak wracam po zakupach normalnych z założenia, już zapewne wiesz - po moim wczorajszym poście ;-D

      Usuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)