poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Napad! Uważajcie!!

Czasy jakie są, każdy wie...
Do bezpiecznych nie należą, niestety.
Zagrożenie czai się za każdym rogiem, za każdym drzewem.
Zwykle spada na nas jak grom z jasnego nieba. Bez ostrzeżenia, bez wcześniejszych symptomów.
Trudno jest się pogodzić z tym, że na spokojnej i znanej od lat ulicy może dojść do niespodziewanego ataku.
Ataku bezpardonowego, brutalnego i niczym nie wytłumaczalnego!!
Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla twardego osiłka rzucającego się znienacka na spokojne i nikomu nie robiące krzywdy osoby!

Napad, o którym piszę, miał miejsce wczoraj.

Na moją Asię...

Moja DYPLOMOWANA, certyfikatem od piątku potwierdzona FOTOTECHNIK, szła do domu.
Własną ulicą, po własnym, znanym od lat chodniku.
Do przebycia miała jeszcze jakieś 300-400 metrów.
Mało?
Dużo?
To zależy od sytuacji...

Joanna pruła przed siebie jak zwykle z prędkością światła i niespecjalnie zwracała uwagę na to, co się dzieje wokół niej...
Pisało sobie dziecko smsa...

I nagle, z pobliskiego lasu ciągnącego się po drugiej stronie ulicy wybiegł tuż przed nią wielki, napakowany zapewne sterydami... betonowy słup!!!
Zastąpił jej po prostu bezczelnie drogę!!
Wskoczył cham jeden na środek chodnika!!
Zrobił to tak gwałtownie, że biedne moje dziecko nie zdążyło w żaden sposób zareagować!
Nie miała najmniejszych szans w starciu z tym twardo skonstruowanym osiłkiem!!

Wyhamowała na potworze wbrew własnej woli.
Efekt napaści?
Zdewastowane kolano (lewe).
Rozbite czoło (guz i rana drapano-cięta).
Zdarta skóra z nosa.
Podrapana skóra ręki prawej.
Lekko starte palce stopy nogi lewej (była w japonkach).
Uszkodzona obudowa telefonu.


Kiedy wróciłam do domu po pierwszym w życiu kiermaszu rękodzielniczym, w którym brałam udział jako wystawca i sprzedawca w jednym przeraziłam się niewąsko!
Kolano widziałam koło południa.
A po paru godzinach przypominało już NIC!!!
A właściwie wielki, siny BALON!!
Powlokłam kulawą dziecinę na ostry dyżur.
Zameldowałyśmy się tam dokładnie o 17:11.
JUŻ o godzinie 21:15 wracałyśmy do domu uspokojone (zwłaszcza ja!) diagnozą: silne stłuczenie.

Pani doktor przyjmująca Asię najpierw dostała głupawki ze śmiechu, a potem na pocieszenie powiedziała zgnębionej i obolałej mej córce:
-Wiesz co? Ja kiedyś jechałam na rowerze i nie zauważyłam budki telefonicznej. I po prostu w nią wjechałam!
Jak widać wypadki chodzą po wszystkich ludziach ;-)

Wracając do domu zaśmiewałyśmy się z wypisu:
Niby prawda, ale na papierze brzmi dość kretyńsko i Monty Python'owo...

Chuda żyje.
Dziś była na rozmowie w sprawie pracy.
Czoło zasłoniła grzywką, nos przypudrowała, a na kuper ( i przy okazji kolano!) wciągnęła dżinsy.
Pracę dostała.
Mało tego - od razu poszła na pierwszą w życiu Radę Pedagogiczną!
Od czwartku na głęboką wodę, czyli krótko:
CHUDA! WITAJ W OŚWIACIE!! :-DDD

41 komentarzy:

  1. haqha wielki napakowany betonowy słup...dopiero pod koniec opowieści przestałam sobie go wyobrażać jako napakowanego łysego naziste :D bosko piszesz. Biedna asia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to powiem szczerze - współczuję :/ Do pracy w szkole szłam z wielką miłością i entuzjazmem 16 lat temu.... To już jednak nie ta sama szkoła... Wolałbym, żeby moje dziecko kładło kafelki.... lub kostkę brukowa - i większa pensja, i większa satysfakcja, i bardziej widoczny efekt!

    http://anek73.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja na początku opowieści łysego dresiarza sobie zwyobraziłam;))
    sama, czytając na ulicy książkę(!) wpadłam na latarniany słup a guz wielkości i koloru dojrzałej śliwy dłuugo zdobił moje czółko:)
    Serdeczności i słowa uznania dla Asi za odwagę bycia belfrem:))
    (a wypis prześlijcie do Teleexpressu)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest takie chinskie przeklenstwo: "A bodajś cudzie dzieci uczył", ale oprócz dzieci to całkiem fajnie, mimo narzekan wszem i wobec, kasa nie taka najgorsza, wakacje, ferie, a czasem to się i nawet satysfakcja zdarzy:) Powodzenia Młodej i rozwagi w bójkach ze słupami, bo tym razem wygrała, ale różnie bywa;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając pierwszy akapit, to ja się wystraszyłam...
    Czytając dalej ,przyznaję się ..zaczęłam się śmiać. Potem pochwaliłam ostry dyżur ,tak,tak..ja spędziłam 6 godzin na takowym :-(
    Sama kiedyś wpadłam na środku sklepu w wiszącą na wysokości nosa reklamę ..i do tej pory nie wiem jak jej nie zauważyłam.
    I według mnie trzeba się cieszyć , że Asi nic się poważnego nie stało i że dostała tak szybko pracę :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedźmo - w sumie to ten słup niewiele się różni od napakowanego łysola ;-)

    Anek - skąd ta frustracja? Myślisz nad zmianą zawodu? Asia idzie pracować do szkoły specjalnej. Dla dzieci z porażeniem mózgowym, autyzmem itp...

    Alicjo - czyli słupy "wyrastają" każdemu na drodze? ;-D

    kaprysiu - znam to przekleństwo! Jak widać, ktoś rzucił skuteczny urok na lwią część mojej rodziny ( trzy siostry cioteczne, ja i teraz jeszcze Asia!)
    Gdyba zderzenie ze słupem rozpoczęło się od głowy, a nie od kolana, zapewne nie byłoby różowo...

    Mięta - czyli nawet w sklepach czyha na nas zagrożenie?? Boszsz! Strach z domu wyjść :-DDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś,w analogicznej sytuacji powiedziałam przepraszam. Ale szłam wolniej,nie pisałam tylko myślałam,więc obyło się bez szkód na ciele. Poczułam się chyba zobowiązana do uprzejmości 8-/

    OdpowiedzUsuń
  8. taaaak, ja wpadłam na słup czytając książkę, z tą różnicą, że szłam powoli :D. Na początku Twojej opowieści byłam lekko przerazona :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedna Joanna, dobrze,że kolano w porządku.Moja kuzynka (w stanie odmiennym będąc)wpadła na zle umieszczony znak drogowy, bo się za kimś oglądała.Nos złamany, siniaki, krwotok. Wypytywana przez lekarkę jak to było, zełgała,że dostała zawrotu głowy. Następne 3 miesiące przesiedziała na zwolnieniu, cwaniura.
    Gratuluję otrzymania pracy.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. jejku ja się przeraziłam że jakiś dres ją napadł ufffffff tylko/nietylko słup łup łup
    Pozdrów poobijańca :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A u Ciebie ja w dobrej, trzymającej w napięciu powieści :) Pozdrowienia na świeżo upieczonej koleżanki po fachu :)Skoro przeżyła w starciu ze słupem to i z młodzieżą da radę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pragnę zdementować - podrapane mam palce u stopy prawej.:D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ufff, ale emocje z samego rana ;)). Asi współczuję i życzę, aby rany szybko się zagoiły :). No i powodzenia w nowej pracy, a także zadowolenia z niej :).
    Też miałam kiedyś podobną przygodę, na szczęście obyło się bez większych strat ;). Idąc kiedyś chodnikiem z kuzynką, zagadana oczywiście, uderzyłam głową w znak drogowy i to nie w słup, tylko w tę blachę :). Nawet nie przypuszczałam, że może tak nisko wisieć ;)).

    OdpowiedzUsuń
  15. Taaa, skąd ja to znam :-) Te słupy chyba naprawdę napadają na wszystkich. Na mnie też kiedyś jeden napadł :-) Niezła śliwa była na skroni i od tamtej pory wiem, że jak się idzie do przodu to patrzeć też trzeba do przodu...

    OdpowiedzUsuń
  16. Boszsz ależ mnie przeraziłaś! Na początku już widziałam krwawą jatkę i jakiegoś dresa w roli głównej. Czytając komentarze można wysnuć wniosek, że słupy i inne obiekty tak znienackowa dość często się pojawiają i krzywdę robią...no strach z domu wyjść.
    Asie witam serdecznie w belferskim gronie!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  17. No, no, umiesz stopniować napięcie, stosować niespodziewane zwroty akcji i zaskakiwać Bogu ducha winnego czytelnika! Całe szczęście, że zdarzenie było raczej humorystyczne, niż tragiczne. Doprawdy, odetchnęłam z ulgą.
    Pozdrawiam. Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  18. tjaaaa, podniesienie ciśnienia z rana bez kofeiny :) myślałam że jakiś złoczyńca ją napadł :D w sumie to już powinnam się nauczyć że człowiek powinien posta to końca przeczytać a dopiero wtedy się ew. zdenerwować :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobrze, że wcześniej poznałam opowieść telefonicznie, bo bym dostała palpitacji, czytając wstęp do przygody Joanny. A słup trza iść nalać, że tak się rzuca na biednych przechodniów ;-) Ściskam kolanko i gratuluję Asi pracy - niech tam młodzież okiełzna bezproblemowo !

    OdpowiedzUsuń
  20. Miałam trochę czasu, więc poczytałam sobie posty p.t. "zwierzaki". Niektóre czytałam już wcześniej. Moim zdaniem zdecydowanie masz talent i zacięcie literackie; nie będę Cię do niczego namawiać - to Ty decydujesz, w jakiej fomie chcesz się wypowiadać - na blogu czy na przykład w książce. Ale przyznam, że chętnie bym sobie taką książkę poczytała.
    Jeszcze raz pozdrawiam. Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  21. HAHAHAHAHAAAHA:)))))
    I wcale sie nie śmieję z powodu wypadku Asi!
    Po prostu w ubiegłym roku moja Tosia (ta TAK rzadko wspominana :) też wpadła na słup, ale ona się gapiła na obcych ludzi. Efekt? Guz na czole, podrapany nos i ogólne AŁAAAAA ;) Co się stało dwa dni później??? Wyobraź sobie znowu ŁUP w SŁUP, bo bezczel stał na środku chodnika ;))) Tym razem zadrapanie z drugiej strony czoła i policzka, dla równowagi chyba ;)))
    Zdrowia dla Asi, oby kolano szybciorem do normy wróciło, bo wiem że stłuczenia bolą jak licho... I GRATULACJE z powodu pracy:)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten tytuł mnie zmylił...hehe..
    Gratulacje dla Chudej!!!!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Na moją córcię też taki napadł! Został skopany ocalałą pięcioletnią nóżką, a na obiad rodzinny na który szliśmy jednego kotleta brakło, bo zaraz został pięknie umocowany na łbie i guzie na nim.

    Od tej pory usuwa się z szacunem od wielkich nieprzewidywalnych betonowych pakerów. Taki nigdy nie wiadomo kiedy zaatakuje!

    Chudej proszę pogratulować! Niech jej szkoła lekką będzie!

    OdpowiedzUsuń
  24. o matko, zanim doszłam do tego słupa, to mało zawału nie dostałam, bo ostatnio w tv głośno o zabitej dziewczynce, co to też miała tylko 300 m do domu

    ech Ty

    wpis faktycznie kretyńsko brzmi na papierze :D

    a Chudej gratuluję wejścia do paszczy lwa zwanego Oświatą :D
    buziole dziewczyny

    OdpowiedzUsuń
  25. No potrafisz budować napięcie!
    A ja głupol uwierzyłam, że to prawdziwy napad...
    Na mnie w takim razie napadała ściana w sypialni i prawie stłukła mi okulary. Szkiełka przeleciały aż do przedpokoju.
    Wyrazy współczucia z powodu oświaty;) No ktoś musi tam pracować:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Biedna Chuda...w sensie z tą Oświatą...Ciężki kawał chleba naszego powszedniego :D

    OdpowiedzUsuń
  27. no no, toś mnie przestraszyła! ja tu dumam, że jakiś ABS jej zastąpił drogę... aj Ty! :P

    Chudej gratuluję roboty! ;) oby przynosiła jej sporo satysfakcji i trochę grosza też :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Czytając początek byłam faktycznie wystraszona, potem roześmiałam się w głos :)))Wiem, że nie ładnie się śmiać z czyjegoś nieszczęścia, zdrówka dla Asi :) I powodzenia w nowej pracy :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. dla Chudej gratulacje !!!!!!!!!!!!
    ty to umiesz budować grozę .....
    nim się połapałam o co chodzi,,,,,
    ech, grunt to zdrowe spojrzenie na sprawę mieć

    OdpowiedzUsuń
  30. Kochane moje! Nie spodziewałam się aż takiego odzewu!
    Dziękuję Wam bardzo!!
    Chuda ma się dobrze (nawet dementowała moje słowa w jednym z komentarzy).
    Żyje! Kolano jest już w miarę normalne. Czoło też dochodzi do normy.
    Praca w oświacie jej nie przeraża, bo widzi na co dzień matkę swą, zna ciotkę swą i wie, że JAKOŚ się da przeżyć w ekstremalnych warunkach. Ot taki kiepsko opłacany survival ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Oj, mi się nagminnie zdarzają takie napaści- mam problemy z błędnikiem i w starciu z każdym krzesłem, słupkiem krawężnikiem (a nawet z podłożem) jestem bezbronna.

    OdpowiedzUsuń
  32. Aś pozdrawiam i cieszę się że lepiej...

    Ja dawno dawno temu ( no cóż młodsza byłam zdecydowanie)jechałam rowerem i wjechałam na zaparkowany samochód, którego właściciel widząc całe wydarzenie dostał takiego ataku śmiechu, że nawet mi nie pomógł się pozbierać!!! Ale może to i dobrze bo inaczej pewnie jeszcze by mi dołożył!!!!

    OdpowiedzUsuń
  33. różne słupy chodzą po ludziach :),zrdówka życzę
    jak kiermasz??? z pewnością sukces jak nic

    OdpowiedzUsuń
  34. Biedna dziecina,ja wiem jak bolą takie napady,mnie atakują często drzwi łazienkowe ,wredne zgagi wrrrr,biedulka :(
    Ale ...
    Gratuluję i certyfikatu i pracy ,super !

    OdpowiedzUsuń
  35. hi hi ja tez nabrałam sie na tego sterydowca..
    Rada Pedagogiczna,ach jak to dawno było, tęsknie za nauczaniem

    OdpowiedzUsuń
  36. matko! całe szczęście, ze nic jej nie zrobił! .......
    i tu nastąpiło wycięcie tego, co napisałam czyli pytania "po kiego ten palant do niej doskoczył"

    Ale mnie zmyliłaś!!!!!!!!!!!!!!!!!!1


    W Sz. Spec. będzie jej lepiej niż w zwykłej! Gratuluję pracy tak szybko znalezione. A możesz coś więcej napisać o tym, co Młoda robić będzie?

    OdpowiedzUsuń
  37. Privace - wprawdzie ja błędnik mam ok, ale z niezrozumiałych przyczyn napadają na mnie futryny, biurka w pracy (całe biodra w sińcach), własne schody i terakota ;-)

    Beatko - a jak samochód wyglądał po tym starciu?? ;-DD

    Zarobiona - sukces? Noooo ja nie wiem... Źle nie wyszło, ale i rewelacji też nie było ;-)

    Iwonko - dziękuję! Chuda już zagojona :-)

    Jaga - jak zwykle, specjalnie tak napisałam ;-) Rady Pedagogiczne nie są AŻ tak bardzo złe, jak się człek odpowiednio przygotuje: robótki, książki itp... ;-)

    Moniś - nabieraczka mam na drugie ;-) Chuda jest asystentką wychowawcy. Do jej obowiązków należy m.in. pomoc dzieciom w obiedzie, w przemieszczaniu się ze szkoły na stołówkę (dzieci są na wózkach), ze stołówki do sali ogólnej, pomoc w lekcjach itp.

    OdpowiedzUsuń
  38. hihihi zawsze czekam a twoje posty zaraz humor mi się poprawia.Jeżeli chodzi o wpadanie, to ja też zaliczyłam kiedyś bliskie spotkanie,ale ze znakiem drogowym najgorsze że ja nic nie czytałam po prostu wyrósł nagle z pod ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  39. poniedziałek fajnie się zaczyna ..opowiastka drastyczno-humorystyczna!!Zdrówka dla chudej..i od tej pory niech uważa słupy atakują wszędzie ..wiem co mówię !!a jak mnie napadł podniesć sie nie mogłam ..a i kiedyś wpadłam na audicę rowerem niestety audica pozdzierana a ja sie rozpłakałam bo jak pomyślałam ile człowiekowi zapłacę za lakier ..ale pan pomógł się pozbierać i spytał czy do szpitala zawiesć ..(zmyliły go moje łzy) odmówiłam i szybko utykając zmyłam się ..

    OdpowiedzUsuń
  40. Myibali - bo te znaki i słupy tak mają! Same się pchają przed człowieka!

    Ridos72 - hihihi! Dobrze, że pan miał miękkie serce dla płaczących niewiast, bo faktycznie - ciut by to kosztowało... ;-D

    OdpowiedzUsuń
  41. "W dniu dzisiejszym chora Chuda wpadła na słup....." taki powinien być początek. Proponuję zamontować Pannie R czujniki cofania, powinny ją w porę ostrzec o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Z drugiej strony jest to pomysł aby producenci komórek montowali w nich airbagi.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)