niedziela, 3 czerwca 2012

Przez Anię sprowokowana - cz.1

Post dzisiejszy powstał na skutek moich kombatanckich wspomnień sprowokowanych przez panią Anię.

Będzie się składał z dwóch części.
Pierwsza dziś, a druga za trochę.


Zacznę od tego, że Ania jest osóbką wielce zdyscyplinowaną, zrównoważoną, ostrożną, dobrze wychowaną, nie kombinującą. Ot taki spokojny typ naukowca - nie sportowca...
Od samego początku Ania był posłusznym dzieckiem swojej mamy.

Wymarzyłam sobie, że po pierwszej córeczce, drugie moje dziecko powinno być... CÓRECZKĄ !
Ot tak!
Trochę na złość i przekór własnemu mężowi, który oznajmił światu, że teraz to będzie Jaś!

- Dupa Jasio, pierdzi Stasio! Po moim trupie! - pomyślała mściwie jego małżonka, czyli ja ;-)

Asia wymyśliła imię dla małej (bo małego nie brałam pod uwagę).
-Ma być Ania. Będzie ci łatwiej zapamiętać. Tylko jedno imię - ja jestem Joanna, to druga córka musi być Anna. Wystarczy, że jedną z nas skojarzysz, a druga to ci się do rymu nasunie.

Argumentacja nie do odparcia! Tak więc jak mnie zeżre skleroza, to tylko jedną muszę pamiętać. I rym ewentualnie ;-D

Na ostatnim USG zażyczyłam sobie poznać płeć.
Poznałam.
Ania!!
No! Dziecko posłuszne - miało być dziewczynką, no to jest! :-))
Termin wyznaczony na 29.05.2001.
Tegoż dnia ani ranek, ani popołudnie, ani późne popołudnie nie wskazywało na to, że Ania się urodzi w terminie wyznaczonym przez facetów i facetki w białych kitlach.
Normalnie  funkcjonowałam: zakupy, jakieś pranie, jakieś sprzątanie, gotowanie.
Ekstra jazda z Asią zasmarkaną i przeziębioną do przychodni. Potem apteka.
O 18:00 wjechałam samochodem pod wiatę.
I poszłam.
Rodzić?? Zapyta ktoś niecierpliwy?
GDZIE TAM!
Przepytać Aśkę z historii, bo następnego dnia miała mieć sprawdzian semestralny.
Uwaliłam się na kanapie, bo jakoś niewygodnie mi się siedziało...
W trakcie odpytywania Joanny zadzwonił telefon.
Po drugiej strony drutu, ponad 200 km od domu wisiał mój mąż (sprawca moich licznych ciąż;-)).
Pracował w on czas het do domu i tylko na weekendy zwijał do Wawy.
Gadka szmatka, co tam słychać, Asia przeziębiona, ojejjj, nic wielkiego, pytam ją z historii, jak się czujesz, dobrze, to dobrze,  i...
I czuję, że jakoś mi tak ciepło się robi tu i ówdzie...
- Wiesz co? Musimy kończyć.
- A dlaczego? - zapytał mój mąż zdumiony.
- A bo mi właśnie wzięły i wody odeszły.
-................ Yyyyyy..... JUŻ????  TO CO JA MAM ROBIĆ????
Nosz kuźwa! JUŻ!!! Po 9 miesiącach wyglądania i czucia się jak mastodont!!
- Już. Nie wiem co masz robić. Idź se na spacer, piwko se golnij, idź spać czy coś. Ja na dzisiejszy wieczór mam już plany. Pa!
Ale zanim się wybrałam do państwowej placówki lecznictwa ogólnego, dokończyłam pytać Aśkę, a potem doszłam do wniosku, że wypadałoby spakować torbę do szpitala.
Zapewne normalni ludzie torby mają przygotowane co najmniej  tydzień wcześniej, ale mnie się jakoś nie paliło...
No to spakowałam. Przede wszystkim książki i krzyżówki ;-)
Potem jakieś ciuchy - dla się i tej nowej obywatelki. Pieluch nie wzięłam, bo... nie miałam :-D
Następnie zabrałam dokumenty i kluczyki do samochodu i poszłam do rodziców oznajmić im, że:
- Jadę.
- A gdzie? - padło chóralne i lekko zdziwione pytanie.
- No do szpitala.
- A po co??
- RODZIĆ!!
- JUŻ???
Aaaaaaaaaaa!! Oni też???
9 miesięcy jako ta wyrzucona na brzeg wielorybka, a oni: JUŻ???

- TAK! JUŻ! Znudziło mi się chodzić z balastem! Pa!
- Zaraz! - wydarła się moja Mama - SAMA???
- No raczej. Świadków mi nie potrzeba.
- S-A-M-O-C-H-O-D-E-M???? - wykrzyknęła Macierz.
- No a czym??? Na piechotę mam lecieć???
- S-A-M-O-C-H-O-D-E-M???? - powtórzyła Matka córce jedynaczce.
- TAK!!!!
- MOWY NIE MA!! Coś ci się stanie, zasłabniesz albo co, wypadek, stłuczka, cokolwiek!!
- Jaki wypadek?? Co tymi życzysz?? 5  minut jazdy! Szpital za rogiem! Na piechotę nie pójdę, bo mogę nie zdążyć!
- S-A-M-O-C-H-O-D-E-M????
I tak dalej i tak dalej... Ja swoje, Mama swoje. Zero porozumienia dwóch kobiet.
Mój tata cierpliwie przysłuchiwał się z boku i głos zabrał dopiero wtedy, kiedy dwie furie zamilkły na moment w celu nabrania oddechu przed dalszymi potyczkami słownymi.
I przemówił, spokojnie zadając mi jedno tylko pytanie:
- A gdzie ty samochód zostawisz?
- Jak to gdzie? Na parkingu.
- Na którym? Strzeżony o tej porze jest już zamknięty. A pod szpitalem, na dzikim, przecież kradną...

Fakt... O tym nie pomyślałam...

Grzecznie odłożyłam kluczyki i dałam się odwieźć mojej Mamie - tata odmówił, bo stwierdził, że to nie na jego nerwy ;-D

A Ania?
Ania grzecznie przeczekała "drakę" między mamą a Babcią i się urodziła.
Idealnie w terminie: 29.05.2001 godz. 22:30.

Asia podobno się ucieszyła, że ma siostrzyczkę, ale zapał jej opadł, kiedy zobaczyła fotkę nowo narodzonej
najmłodszej w rodzinie.
Z racji przeziębienia nie mogła przyjechać do szpitala i naocznie przekonać się, że jest już starszą siostrą, a nie jedynaczką.
Więc Babcia kochająca porwała zdjęcie robione przez szpitalnego fotografa i pognała do wnuczki Joanny.
Podetknęła jej pod nos.
Chuda pełna euforii, z uśmiechem promiennym złapała fotkę i... zgasła...
- O Boże... To na pewno nasze jest??
- No nasze, nasze! - zakrzyknęła podwójna Babcia.
- Jakaś strasznie brzydka!!
- Jaka brzydka! Śliczna! Najpiękniejsza! I słodziutka! I grzeczna! I jakie ma włoski! I oczka! I usteczka! - Babcia entuzjazmowała się jak kibic przed Euro.
- Taaa... Może na razie nikomu jej nie pokazujmy... Biedne dziecko...

Dwa dni później Joanna zobaczyła swoją sis na żywca.
W życiu nie zapomnę, jak pełna obaw i oporów wydreptała nam naprzeciw i łypnęła niechętnie do becika...
- TO NASZE???
- No a czyje? - roześmiałam się.
- JAKA ONA ŚLICZNA!! Na pewno nasze??

Złapała w ramiona i mają taką oto pierwszą wspólną fotkę:










                                                    

Upewniwszy się, że zawartość becika jest jej młodszą siostrzyczką, postanowiła na ten tychmiast odchamić noworodka i zasiadła przy łóżeczku z książką w garści...

CHUDA! Czy już wiesz, skąd się wzięło zamiłowanie młodszej siostry do literek??
PRZEZ CIEBIE! Kto normalny czyta trzydniowemu noworodkowi bajkę o "Złotowłosej i trzech niedźwiedziach"??

Ania odwzajemniła głęboką miłość starszej  siostry do siebie od razu pierwszego dnia po przybyciu pod dach rodzinny.
Nie słyszałam tego, ale mój mąż i Asia pamiętają do dziś dnia, to co się stało.
Ja pławiłam się w dobrobycie własnej, czystej i pachnącej łazienki, a Ania przebywała pod  opieką zakochanych w niej na równi: taty i Asi.
Obydwoje nie wierzyli w to, co usłyszeli.
Otóż noworodek otwierając cokolwiek zapuchnięte oczka, zakrzyknął:
- ASIA!
Obydwoje skamienieli. Nie dowierzając własnym uszom, Asia pogalopowała na wszelki wypadek pod drzwi łazienki i pukając grzecznie zapytała mnie, przekrzykując szum prysznica beztrosko lejącego wodę:
- Wołałaś mnie?
- Ja?? Nie, no coś ty!
Kiedy wyszłam z łazienki zastałam moją rodzinę skamieniałą nad łóżeczkiem.
- Mamo. Ona powiedziała ASIA!! Tata też słyszał!
Tata, czyli mąż mój osobisty bez słowa, z lekkim jedynie wytrzeszczem ócz swych (ze zdumienia) potwierdził.
 Ciekawe...
Bo potem, przez dłuższy czas, Ania wołając Asię, lub mówiąc o niej używała jakże znanego wam słowa : ATA!

To pierwsza część sprowokowanych przez Anię kombatanckich wspomnień.
Czym spowodowanych?
Urodzinami tej warkoczowej.
W tym roku wypadły idealnie  - 29 maja -  wtorek.
Tak jak 11 lat temu.
Tyle tylko, że jest troszkę starsza, mądrzejsza i ciut  bardziej samodzielna ;-)
                            


                                 




A ciąg dalszy będzie wkrótce...

57 komentarzy:

  1. :) Anuś Sto Lat cierpliwości Ci życzę do Rodzicielki i Sister starszej. Wielkie uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - w imieniu Twojej imienniczki dziękuję :-)

      Usuń
  2. Śliczna Ania, śliczne obie. Udały Ci się. Pięknie o nich piszesz :)))Przekaz małej urodzinowe życzenia :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko - przekażę na pewno :-)

      Usuń
  3. Fantastyczne wspomnienia, uśmiałam się jak norka, STO LAT dla córy i dla mamy, pozdrawiam hel.

    OdpowiedzUsuń
  4. NO kochana niezła historia.Masz co wspominać. Spóźnione, ale co tam, WSZYSTKIEGO NAJ NAJ NAJLEPSZEGO DLA ANI !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AGA - dziękuję w imieniu Ani :-)

      Usuń
  5. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i oby te Wasze historie z miłością w tle nigdy się nie kończyły

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominisiu - jeszcze raz dziękuję :-)

      Usuń
  6. Uwielbiam Cię czytać :) Może by tak wydrukować, oprawić łądnie i do wydawnictwa jakiegoś podrzucić? Bestseller murowany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko - no może, może... ;-) Ale żeby zaraz bestseller?? :-DD

      Usuń
  7. Fajne masz wspomnienia i świetnie potrafisz je opisać :))). Ekstra lektura do porannej kawy :). A dla Ani, spóźnione co prawda, ale najserdeczniejsze życzenia stu lat i wszystkiego co najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  8. Sto lat dla Ani i jeszcze wielu wielu sukcesów w różnych dziedzinach (bo chyba nie ma takiej której nie ogarnia, co?)

    Monika Ty zacznij książkę pisać a ja będę jako pierwsza która ją kupi:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - trzymam za słowo jak coś ;-DDD

      Usuń
  9. Aniu wszystkiego naj....naj...
    Monika ty daj to w druku, co??? Qrcze, przecież ty się marnujesz kobieto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko - ależ się nie marnuję! Przecież piszę - dla Was, tutaj :-)

      Usuń
  10. Najlepszego dla Ani, to fantastyczna dziewczynka!A Ty, jak ja - wyrobiłaś niskie procenty - porodów wg wyliczenia na podstawie ostatniego okresu jest zaledwie 4%, pośladkowych też tylko tyle i ja wszystkie te procenty wyrobiłam za jednym zamachem.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - ja się załapywałam na zgoła inne procenty (Bogu dzięki!) ;-D
      Dziękuję za życzenia dla Ani :-)

      Usuń
  11. Wszystkiego Naj Naj Naj dla Anny :) Wszak już duża z niej panna :)
    A mamie gratuluję takich dwóch kontynuatorek tradycji rodzinnych, oby talenta oratorskie po Tobie rozwijały, bo to, co tu opisujesz i sposób w jaki to robisz wart jest wydania w formie książkowej :D
    Chwilami to nawet Chmielewska wysiada ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diriee - dziękuję! A moje panny obie są wygadane (nie wiem po kim ;-)), ale jeszcze nie próbują swych sił w pisarstwie ;-)

      Usuń
  12. Bez przesady z tym Jasiem! Jaśki fajne chłopaki są ;))) Ale jako że mam w swych zasobach rodzicielskich takiego jednego Jaśkowego ancymona, rozumiem potrzebę posiadania DRUGIEJ córki, i masz babo co chciałaś ;))))
    Serdeczności dla solenizantki - moja siostra też Ania, i też przez mła :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko - bez urazy! :-DD Nie mam nic do Jasiów, ale wolałam córkę :-D
      Anie wymiatają dzięki starszym siostrom?? :-D

      Usuń
    2. Bezapelacyjnie! Gdyby nie starsze siostry i bracia Aneczki cienko by przędły ;) Mój mąż jako czteroletnie dziecię, przezornie poinformowany o fakcie powiększenia się rodziny, zażądał siostry Anki - marny byłby los zarówno dziecięcia jak i jego matki gdyby urodził się np. Filipek ;))) I oczywiście jest Anka - zgodnie żądaniem i pewnie dla spokojności :)))

      Usuń
    3. Czyli Anki od zawsze są posłuszne. Niezależnie od szerokości i długości geograficznej :-D

      Usuń
  13. Aniu, wszystkiego co najlepsze , dużo uśmiechu i spełnienia marzeń!!!
    Ata, pewnie następnym facetem w rodzinie będzie wnuk:)
    Pozdrawiam Cie serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fredko - czas pokaże, ale jeszcze mi do tego nie spieszno ;-)

      Usuń
  14. 100 lat w zdrowiu i szczęściu dla Ani i całej jej rodzinki :)
    Kocha Was pół Polski. Tylko tyle, bo druga połowa jeszcze Was nie zna :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicjo - normalnie się zarumieniałam! dziękuję :-D

      Usuń
    2. Nie ma za co :)
      To ja dziękuję, że chce Ci się pisać tego fajnego bloga :)))

      Usuń
    3. Alicjo - dziękuję raz jeszcze, a bloga piszę, bo lubię pisać ;-)

      Usuń
  15. Moc urodzinowych całusów dla Ani:))) A dla Ciebie gratulacje i uściski:) Miło się Ciebie czyta, prowokujesz do własnych wspomnień i działasz na ludzkość krzepiąco:))) Buziole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaprysiu - cieszę się podwójnie - raz z tego, że zmuszam do zanurzenia się we własnych wspomnieniach, a dwa, że ta moja pisanina może się podobać :-)

      Usuń
  16. Ja też rodzona 29 maja tyle że znacznie wcześniej:) Muszę nieskromnie napisać ze strasznie fajowi ludzie rodzą się tego dnia:) Aniu choć z lekkim poślizgiem ale za to bardzo szczerze życzę wszystkiego najlepszego!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agu - to prawda :-DDD I Tobie przesyłam spóźnione, ale serdeczne życzenia urodzinowe :-)

      Usuń
  17. Fajna historia!Najlepsze życzenia urodzinowe dla Ani. Przy okazji. Korzystam z Twoich wspaniałych wskazówek robienia frywolitki, bo ja teraz tym żyję:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nuta - dziękuję za życzenia. I cieszę się, że mój kurs w dalszym ciągu jest potrzebny :-)

      Usuń
  18. Wszystkiego najlepszego..czekam na cd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reni - dziękuję w imieniu Ani. Cd wkrótce :-)

      Usuń
  19. wszystkiego naj dla mlodszej pociechy

    a te twoj styl pisania to wow- uwielbiam twoje posty, sposob pisania a tekst sprawca moich ciaz rewelka :) w przyp mojego co prawda bylby bardziej prawdziwy gdyby efekt koncowy byl tak liczny jak bylo ciaz. ale tekst super i bardzo mi sie podoba :P

    pozdrawiam jak zawsze usmiechnieta od ucha do ucha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko - dziękuję za tak szalenie miłe słowa :-))

      Usuń
  20. Troszkę spóźnione ale szczere życzonka urodzinowe, wszak 11 lat to piękny wiek :)))
    a Twój styl pisania wprawia mnie w doskonały humorek :)))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. hmmm, troszkę spóżnione ale gąrace życzona dla wspaniałej córeczki. Zresztą musi być wspaniała- po mamusi:)
    Atus, Ciebie to się tak lekko i zawsze z usmiechem czyta:)
    Buziaki dla Was wszystkich-wesoła rodzinko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. FiolQak - dziękuję - nie ukrywam, że znowu zarumieniona :-))

      Usuń
  22. Wszystkiego najlepszego życzę Ani z okazji 11 urodzin, które, moim zdaniem, są wyjątkowe (moje były, choć to już daaawno)!
    Gratuluję udanych córek.
    Chyba coś w tym jest, że namawiają Cię do pisania, ja też to kiedyś (o ile dobrze pamiętam) zrobiłam i moja opinia się nie zmieniła.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninko - pewnie, że pamiętam :-))

      Usuń
  23. Jaką masz śliczną córeczkę, zresztą obie Ci się udały superowo. Dla Ani wszystkiego najlepszego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko - dziękuję pięknie!! :-))

      Usuń
  24. Najwspanialszym Dziewczynom wspólnie składam życzenia, by takie fajne, radosne, pogodne, doskonałe były całe życie!

    OdpowiedzUsuń
  25. Moni.....
    Jak tak co jakiś czas podczytuję Ciębię, to serce mi się cieszy, ze takowe krea(tywne)turki Ci się trafiły memłonowo :)

    a swoją drogą....to niezła odporność psychiczna i (nie)zdroworozsądkowość!
    :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Spóźnione uściski od Ciotki Sylwii :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mój pierworodny urodził się 1 maja. Z małżęciem byliśmy do południa na spacerku i wieczorem do szpitala do znajomej położnej aby obaczyła co i jak bo termin na 2 był. Zostałem powiadomiony, że moje szczęścia muszą zostać, bo tam się coś rozwarło na ileś tam palców. No to do domu po ciuchy i powrót do szpitala i powrót do domu. Po jakimś czasie (23:20)telefon, odbiera mamcia od znajomej położnej i słyszę, No co ty!!!!!, poważnie!!!!!!!, chyba żartujesz!!!!!!!!, nie może być!!!!!. Myślę, urodziła pewnie z dziesięciu za jednym razem. No ale w końcu dowiedziałem się, że jest syn. No i zobaczyłam go jako ostatni, bo obowiązki służbowe nie pozwoliły mi odbierać moich pociech ze szpitala. Jaka była moja reakcja na widok małego? Taka jak Aśki na zdjęcie. Cofnąłem się z pokoju. Miałem zupełnie inne wyobrażenie o noworodku, małe to to było, ciemne jakieś (nie czarne), pomarszczone. Ale później jakoś było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tatuś... Nie ma co! Że siostra tak zareagowała na fotkę, to się nie dziwię, ale żeby AUTOR na widok DZIEŁA NA ŻYWO??
      Zgroza! :-P

      Usuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)