niedziela, 14 października 2012

Obniżone podwyższenie...

Wpis kolorystycznie dopasowany do  pory roku.

Czyli do jesieni.
Nie lubię tej pani!
Niesie ze sobą deszcze, mgły, zimno, przymrozki.
Konieczność wkładania na siebie coraz cieplejszych kurtek staje się nudną, wymuszoną codziennością.
Jednym tchnieniem swojego nieświeżego oddechu morduje kwiaty, zamieniając je w brązowo-zgniłe kupki niczego :-/
W pakiecie ma ta pani również kaszle, katary i bolące gardła.  
Wolę jej dwie młodsze siostry: wiosnę i lato.
Ale mimo mojej niechęci, nie mogę odmówić jej pewnego wdzięku i uroku.
Kolory ma ta wredota niewątpliwie piękne!
Rwą oko. Wprawdzie krótko, ale jednak.
To taka ściema i uśpienie naszej czujności przed nadejściem tej najgorszej z czterech siostrzyc: zimy :-/

Zanim jednak ta najstarsza zagości na dobre i da się nam we znaki, należy korzystać z pięknych, o dziwo ciepławych dni i wyjść, póki się chce, z bezpiecznych czterech ścian na pachnący butwiejącymi liśćmi świat.

Tak więc dziś poszłyśmy z Anią w ten świat...
Niedaleko - tylko za własną furtkę, czyli do lasu.
Ot tak - się przewietrzyć i posłuchać kompletnej ciszy...
Ale...
Jako, że obie do lasu lubimy chodzić w celu konkretnym, a nie tylko sztuka dla sztuki, miałyśmy cel: zebrać liście klonu na tradycyjne, rok w rok robione o tej porze roku, "róże".
Znalazłyśmy. Zebrałyśmy.
Zrobiłam. Sama, ale w towarzystwie zaczytanej Ani...

Co czytała?
Lekturę łatwą i przyjemną: "Słownik frazeologiczny"...


Wracając do lasu
Tylko liście, to dla nas mało!!
Jak las to i grzyby!
Gąski!
Kto ich nie zna i nie zbierał, nie wie co traci!
A kto zna i zbiera dobrze wie, o czym mówię :-D
Więc melduję: ni ma gąsek :-//
Tzn. Ania znalazła jedną, wysuszoną, porzuconą przez innego grzybiarza. "Żywych"  niet!
Chyba jeszcze za ciepło. No i ciut za sucho.
Ale na pocieszenie mamy oszałamiającą ilość (szt 7) podgrzybków, 1 kurkę i 1 sitarza :-D

Żeby nie było nam smutno z powodu mało obfitych łowów grzybiarskich, uruchomiłyśmy hormon szczęścia (serotoninę).
Sposobem domowym.
Pysznym.
I skutecznym ;-)
Czyli ciastem kokosowym:

To działa! Spróbujcie same ;-D
 
Kokosowiec miał sesję zdjęciową pod daliami.

Wycięłam je z ogrodu w tak zwany "pień", bo zapowiadały się przymrozki. I przyszły!
Normalnie nie tnę kwiatów z ogrodu, bo wolę jak cieszą oczy w naturze, a nie na stole, ale o TEJ porze roku robię ustępstwa.
Jak co roku ;-)
Żeby oszukać czas i przedłużyć chociaż na chwilę iluzję lata...

Iluzję lata może przedłużyć też coś ciepłego na własny, garbaty grzbiet, w zaczepiście energetycznych kolorkach.

Wprawdzie dość mocno jesiennych, ale jednak...
Ten cosiki nie jest jeszcze skończony, wiele mu nie potrzeba, ale jakoś mi do niego pod górkę i pod wiatr (jesienny).
Więc może jak pokażę fragment, to się zmobilizuję i w końcu toto skończę.
Mam tylko 15 rzędów...
Tylko po co???
Przecież nikt nie odwoła zimy z powodu jednej, ogniście kolorystycznej szmatki...

Ehhh!! Jesień  wpływa na obniżenie serotoniny ( w mózgu) i melatoniny (w skórze).
Ale także na podwyższenie  niskiej samooceny dokonań własnych... ;-D

18 komentarzy:

  1. różyczki z liści klonu ? Super, fajnie wyglądają, nie umiem zrobić, ale Twoje cieszą oko!To cosik co robisz ma przyjemne kolorki bardzo, a ciasto kokosowe wyobrażam sobie, że musi być the best!!!!Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nuto - to nic trudnego! Spróbuj, póki są liście ;-D No i ciasto też przecież możesz zrobić :-D

      Usuń
  2. Śliczne różyczki a ten kolorowy fragment niech szybko nabiera odpowiedniej formy i wielkości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Effka - to pstrokate coś już jest skończone. Za kilka dni pokażę na blogu :-)

      Usuń
  3. Jeszcze w tym roku nie robiłam różyczek, ale pewnie zrobię, bo zawsze je daję do wianka na 1 Listopada.Wyjątkowo długo się trzymają, dłużej niż kwiaty.Niesamowicie radosne to cosik kolorowego. Czy to będzie otulaczyko-ocieplaczyk?Ciasto kokosowe - brzmi niezwykle pociągająco, ale u mnie ostatnio szlaban na słodycze, ślubny mi się odchudza.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - to prawda - te różyczki są niezniszczalne :-D
      To kolorowe to... ;-)) Nie powiem, pokażę niedługo.
      Skoro ślubny się odchudza, to przecież Ty nie musisz się z nim umartwiać :-D
      Niech chłopina trenuje silną wolę!

      Usuń
  4. Różyczki wyglądają bardzo okazale. Ponieważ jestem łasuchem to przepis na ciasto kokosowe wypróbuję w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu - próbuj, bo fajne jest to ciacho :-)

      Usuń
  5. Z jesieni lubię jedynie jej wersję "złotą". Szkoda tylko, że ona bardzo szybko mija, a potem przychodzi nieprzyjemna, zimna i deszczowa pora, której nie lubię, a która powoduje u mnie ochotę zapadnięcia w sen zimowy :(. Byle do wiosny :).
    Cosik wygląda bardzo energetycznie :). Dokończ go szybko - w razie braku słońca za oknem, będziesz miała namiastkę własnego ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frasiu - o tej porze roku żałuję, że nie jestem niedźwiedziem - przespałoby się te pluchy, słoty i mrozy...
      Cosik już skończony ;-)

      Usuń
  6. Bukiet uroczy - moje dzieciaki też plotły na zajęciach w MDK i też im wyszły cudne, choć nasze były wzbogacone brokatem (nieodłączny dodatek, uwielbiany przez dzieci ;-)
    To COŚ intryguje straszliwie, więc do roboty !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia - mnie poganiasz, a u Ciebie co?? Gdzie te dwie zaległe chusty?? Hę???? ;-PP

      Usuń
  7. Mam coś na pocieszenie-otóż zawsze po jesieni
    przychodzi wiosna[tylko trzeba będzie uporać się z zimą]
    Proszę pomyśleć o Mikołajkach i będzie miło.
    Pozdrawiam Dusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dusiu - ehhh... To i tak jeszcze sssstrasznie długo... ;-D

      Usuń
  8. Lubię jesień za wiele rzeczy (jak i pozostałe pory roku) i nie wpływa na mnie depresyjnie. Bukiecik z klonowych różyczek też już sobie zrobiłam, i zawieszkę - taką dość długą pionową girlandę - z najbardziej kolorowych klonowych liści (ciekawe, jak długo wytrzyma).
    Robótka zapowiada się bardzo antydepresyjnie.
    Czyżbym znalazła pokrewna duszę? Lubię czytywać "Słownik wyrazów bliskoznacznych"...
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninko - a ja nie lubię i już! ;-DD Ania czyta co jej przed oczy wpadnie i ma literki. A słowniki to ostatnio jej "konik" :-D
      Ciekawe kiedy przerzuci się na encyklopedię. Albo na książkę telefoniczną :-D

      Usuń
  9. Wiesz, Ty zrób cukiernię wysyłkową!!!
    Polecony od Ciebia do Mnia idzie jeden dzień!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - całkiem niezły pomysł z tą cukiernią... Pomyślę :-D

      Usuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)