piątek, 2 października 2009

Serdecznie :-))

Od czego by tu...
Od początku może?
Na początku był chaos. To rzecz wszystkim wiadoma, acz mało kto to pamięta. A potem jakoś się to wzięło i poukładało. I jest, jak jest - drzewa rosną zielonym do góry, morze chlupocze o brzeg, a nie odwrotnie. Itd...
Tak samo było z moim blogiem. Kiedy w końcu chaos ustał, a ja mniej więcej zorientowałam się "czym to się je", poczęłam szwendać się po blogach innych ludzików. Najpierw trafiłam na jeden, potem z tego jednego na drugi, trzeci i na zasadzie niekończącego się łańcuszka żeglowałam sobie beztrosko to tu, to tam.
Pewnego pięknego dzionka zabłąkałam się na blog Laury. I przycumowałam na dobre! Nie dość, że kobita pisze z jajem, ma ikrę, to do tego czaruje drutami! A poza tym - decupaży jak ta lala!
Podziwiałam jej cuda wzdychając cichutko i z zazdrością... Aż tu nagle - propozycja! Ha! Czy ja bym przypadkiem nie chciała chusty na kostropaty grzbiet! No też pytanie!! Kto by nie chciał! Mało tego - wlazłam byłam do jej sklepiku i zobaczyłam biały moherek. Oczami duszy zobaczyłam sweterek dla mojej Ani. Napisałam do Drutami Dziabniętej pytając, ile tego puszystego potrzeba na taką małą. Nie istotne jest to, że drutów nie trzymałam w rękach od paru lat, ale sweterek jest dziecinie potrzebny na gwałt (znaczy na chrzest), bo w kościele raczej chłodno, a w zasadniczym momencie mam zamiar zedrzeć z niej okrycie wierzchnie, żeby się nie lansowała w kurtce... Ale jednocześnie nie chcę przeziębić latorośli.
No i... Ta niebiańska kobieta podjęła się zrobienia sweterka!! No normalnie oniemiałam!! Do mnie należało jedynie wymierzenie dzieciny tu i ówdzie.
Wczoraj przyszło awizo... Mimo, że dobrze wiedziałam co to za przesyłka, to jednak nie pojechałam na pocztę. Byłam zmachana jak pies Pluto po nocnej zmianie i perspektywa przeciskania się przez mega korki w mojej wiosce mało mnie nęciła. Ale ciężko było wytrzymać!
Dziś pognałam na pocztę.
Łakomie złapałam kopertę rozmiarów słusznych, wagi mikrej...
I...
Nie, nie!
Nie rozerwałam jej łakomie na ten tychmiast! Wróciłam do domu, łypiąc całą drogę na apetycznie ubłoconą przesyłkę (swoją drogą, jakąż to strasznie wyboistą i nieutwardzoną drogę przeszedł ten biedny list...)
Za to w domu... Wrzuciłam zakupy do przedsionka, usiadłam "spokojnie" na kanapie i otworzyłam...
Siedziałam dłuższą chwilę zatkana...
Totalnie...
Trzymałam w rękach coś cudnego! Leciutkiego, puszystego, cieplutkiego...
Oto on - sweterek Ani...

Spójrzcie na rękawki i dół...

Korzystając z tego, że Ania się cokolwiek zafluszyła i nie poszła profilaktycznie do szkoły (poza tym dziś basen!), jak już oprzytomniałam przymierzyłam jej to cudeńko. Mała się zatchnęła z zachwytu! Z trudem zdarłam jej z grzbietu tłumacząc, że sweterek MUSI pozostać w stanie nienaruszonym do chrztu. To przemówiło dziecku do rozsądku.
Mój tata orzekł autorytatywnie oglądając cieplutkie, puszyste cacuszko:
-Ma kobita talent!!
No ma! Zawsze to powtarzam!
Aś po przyjściu ze szkoły, próbował się wcisnąć w sweterek młodszej sis, ale udaremniłam jej te próby!
Więc dziecko starsze boleśnie zawołało:
-JA TEŻ CHCĘ TAKI!! ALE CZARNY, ALBO NIE! ZIELONY!! On jest jakby z mgiełki!!

A teraz chusta...
Jak już ochłonęłam po sweterku, złapałam co moje. I znowu mnie zatchnęło... Co tu dużo mówić? Jest śliczna! I niesamowicie w moich kolorach i jeszcze bardziej ciepła!
Taka, że ochhh!!

I fragment w zbliżeniu

Wiecie co? Tak ją oglądałam, zakładałam i zdejmowałam na zmianę i myślałam, że Ktoś ją zrobił SPECJALNIE dla mnie. Że robiąc ją, ta Ktosia pewnie czasem jakoś tam o mnie pomyślała... I tak mi się robiło cieplutko na duszy i na sercu...

Na efekty przesyłki nie trzeba było długo czekać...
Ania zażyczyła sobie ode mnie nauki dziergania na drutach! Oczko prawe od lewego odróżniam, sto lat świetlnych temu dziergałam sobie swetrzyska, to pokazałam dziecku "jak to się je".
Proszszsz - oto dowód rzeczowy ;-)

A ja? A ja przepojona szczęściem po czubeczki rozczochranych włosów zasiadłam do maszyny i machnęłam takie ło podstawki pod kubki:

Sposób wykonania podpatrzyłam na blogu Szmatki Łatki
Aha! Ta podstawka z różyczką to mój pierwszy decupaż na tkaninie! Też z blogu Szmatki Łatki.
Laura - co ja mogę jeszcze dodać - uskrzydliłaś mnie Kobieto!!
I weź już nie tyraj po 11 godzin na dobę! Marnujesz talent! No chyba, że dziergasz na akord? ;-D

18 komentarzy:

  1. Hmmm- Pyszny ten sweterek!
    podstawki pod KUBKI tes :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. cudny sweterek a chusta - ah ciepliśka :). Fajnie mieć tak fajne jak Laura osoby wokół siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. No kobieto!!!!! Cudne te rzeczy! A Laura jest mistrzynią! Sweterek i mnie się spodobał, bardzo bardzo. Chusta rewelacyjna!
    A serducha przepiękne! No jak ci ta maszyna podpasowała!!!!! Super!

    OdpowiedzUsuń
  4. Będziecie się "lansować" w przepięknych dzianiach - sweterek i chusta przepiękne! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Sweterek dla córeczki faktycznie jak mgiełka, a chusta przepiękna! Podstawki pod kubeczki rewelacyjne! Przymierzam się do takich serduszek, ale niestety nie mam maszyny i czeka mnie szycie ręczne.

    OdpowiedzUsuń
  6. ależ to pięknie napisałaś Atuś....aż mi się...
    Laura to niesamowita kobitka ,więc te słowa należą jej się jak nic.
    Cudeńka wyczarowała poprostu. Będziecie się pięknie prezentowały z córcią.
    Pozdrowionka:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudaaaaa!!!
    I pomyslec, ze ja kiedys tez dziergalam...Drutow nie mialam w reku...chyba z 15 lat. A szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  8. Chcialam przeczytać posta na spokojnie i nie mogę...Znowu się pobeczałam.
    Dzięki za te ciepłe słowa Moniś :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Madziu -nawet nie wiesz JAK dobrze!

    Kankanko - Laura to niesłusznie zbyt skromna dziewczyna!
    A z maszyną co raz lepiej się dogadujemy ;-)

    E.guniu - chusta idzie ze mną do pracy w poniedziałek. Cel - lans i ogrzewanie ;-)

    Diwina - do niedawna szyłam ręcznie - też fajnie i mimo, że mam maszynę na pewno wrócę do "rękodzieła" ;-)

    Ahrana - dobrze mówisz!!

    Ela - to może znowu zacznij? Skoro decu masz zakazane.

    Laura - no weź już nie rycz! Aż mi głupio, że do łez Cię doprowadziłam... :-***

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaki cudny sweterek, też taki chcę!!!! Jak mgiełka. I chusta piękna. I Ania przesłodko wygląda z tymi drutami, w takiej pozycji i w ogóle... :) Podstawki serduszkowe też śliczne. A Laura to dobry duszek jest, wiadomo :) weekendowe uściski!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze mówisz Aniu! Dobry z niej duszek i Człowiek :-)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękny sweterek.Jestem pod wrażeniem.Chyba i ja chwycę za druty jak Twoja córcia i przypomnę sobie ,,jak to leciało,,.
    Ja też chcę taka chustę!!!Jest prześliczna.
    Podstaweczki świetne.Fajne kolory i tkaniny.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. No ma kobita talent,bez dwóch zdań.

    Nie dość,że sweterki chusta urody wielkiej,to jeszcze dziecinę do dziergania zachęciła.

    Świetne!

    OdpowiedzUsuń
  14. sweterek rzeczywiscie ladny i delikatnie zrobiony ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. sweterek przepiękny!!! kojarzy się z piękną chmurką bielutką na pogodnym, niebeskim, lipcowym niebie!!!

    serduszkowe podkładki powalają !!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Nudne to co powiem: chusta miodzio a sweterek milusi.
    Wiem, wiem..powtarzam za innymi, ale to prawda....

    OdpowiedzUsuń
  17. Ojej jakie śliczności ta chusta i swterek. same chętnie bym w takich cudach polatała.
    Wizyty na targach zazdroszczę - sama chętnie bym popatrzyła na te piękne rzeczy

    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  18. Och, ach, och, ach, och... jakie śliczności! Ja też chcę taką mgiełkę! Och, ach...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)