Oj zebrało mi się zaległości, że aż strach!
Postaram się jakoś wyjść tym postem na prostą.
Od czego zacząć?
Może od mało udanych "tforóf" zwanych "na bazie i ewentualnie" dekupażem.
Po pierwsze powstały dwie herbaciarki. Jednakowe. Więc pokazuję tylko jedną:
Swoją drogą nie wiem czemu zrobiłam fotkę tylko wewnątrz??
Ale wierzch jest taki sam jak coś ;-)
Aha! I na własny domowy użytek, naszą herbaciarkę nazwałyśmy z Asią "herbatnikiem". Jakoś tak lepiej nam pasuje ;-)
Kolejna rzecz, to kolejny chustecznik. Wahałam się szczerze mówiąc, czy Wam to cos pokazać, bo panieńskim rumienicem pałam jako ta dzięcielina, jak na niego paczam...
No zbuk za przeproszeniem!!
I kolejny horrorek w moim wykonaniu, którego nie można nazwać dekupażem!
Ot zwykłe pomazanie bejcą, naklejanie, lakierowanie i do widzenia. Tak se klient zażyczył, to ma!
Zdjęcia straszą! Pudełko też. Dobrany zespól, no nie? ;-D
I ostatni koszmarek. Pojemnik na wiecznie walające się długopisy i ołówki dla mojego osobistego taty. Mam nadzieję, że się nie przestraszy!
Dalej!
Zwalczyłam w końcu dwa staniki. Znaczy nie to, że zdemolowałam własne ochraniacze na biust, tylko o zabawę RR ;-)
Ten jest Krzychy
A ten Renuli
W tym tygodniu polecą do Anety.
Kilka tygodni temu nastawiłam nalewkę truskawkową, na którą przepis znalazłam na blogu u...
I tu Amba! Nie pamiętam u kogo!! Wydrukowałam przepis i nie pamiętam kompletnie komu go zawdzięczam!
Kto mnie poratuje i przypomni???
Również spory czas temu zrobiłam syrop z kwiatów czarnego bzu z przepisu Elizy (uff! to na szczęści pamiętałam!)
Czy działa? No ba!!
Moje młodsze dziecko cały rok szkolny było zdrowe jak tur! A wakacje powitała chrypką, kaszlem i ogólnym przeziębieniem.
Do lekarza nie było sensu ciągnąć młodych zwłok, więc zaserwowałam jej syropek domowy.
Nie smakował małej niedobrzycy, ale łykała dzielnie. Po dwóch dniach po przeziębieniu nie było śladu! Cud? Przypadek? Czy faktycznie to działa??
Jeden człowiek próbny to jak na moje potrzeby mało jakby. Czyhałam na drugiego delikwenta i się doczyhałam ;-)
Wczoraj byłam z rodzicem na targu.
Tata poszedł w jedną stronę, ja w drugą i mieliśmy się spotkać przy samochodzie, co by nie szukać się bezsensownie między straganami.
Spotkaliśmy się wcześniej. Już z daleka wiedziałam, gdzie mój rodziciel przebywa...
Kasłał wyjątkowo artystycznie i rozgłośnie!!
Tak więc zaproponowałam mu domowy syropek.
Cóż usłyszałam?
-Chcesz zostać całą sierotką, to dobrze! Wezmę ten wynalazek!
-No wiesz! - oburzyłam się - to ja tu z syropem i sercem na dłoni, a ty mnie tak szkalujesz??
-Tak, tak... Na zwierzętach nie testujesz, bo ci ich żal. To na własnym ojcu próby przeprowadzasz!
-Oooooo mój kochany! I tu się mylisz! Na młodszym dziecku własnym wcześniej testowałam!
-A to ok! Wezmę!
Wziął. Smakuje mu. Czy kaszel minie po nieflegaminie? Zobaczymy i doniosę ;-)
Jak widać na zdjęciu, oprócz syropu zrobiłam też dżemik truskawkowy z miodem i cytryną. Nie wiem, czy ma właściwości zdrowotne. Ale te smakowe są niebiańskie!
Przepis znalazłam na blogu mojej imienniczki Moniki
Co dalej?
A dalej to się chwalić będę!
Wygrałam candy u Joli
Jola robi piękne rzeczy. Między innymi cudowne karteczki i przepiękne świece.
I właśnie ja osobiście jestem od dwóch dni szczęśliwą posiadaczką zarówno świeczki jak i kartki pergamano:
W środku kilka bardzo miłych słów i zachęta do uzywania świeczki. Ale czyż można spalić takie cudo??
I jeszcze malutki szczegół kartki. Zwróćcie proszę uwagę na jej lewy, górny róg.
PERŁA proszę Was!!
I zachęcam Was do zajrzenia na blog czarodziejki Joli, ponieważ właśnie ogłosiła całoroczne candy. Czy muszę dodawać, że ja też się zapiszę?? ;-))
Skoro już jesteśmy przy zabawach blogowych.
Ela zaprasza do współtworzenia bloga "Robótki w podróży 2010". Zerknijcie, bo warto!
Ja się zapisałam do zabawy, ale musiałam zrezygnować - czas mi się kuuuurczy i obawiam się, że mogłabym się nie wywiązać z obietnic.
Ale Ela w dobroci swego serca obiecała mi, że furtkę jak coś mam otwartą i w każdej chwili mogę wrócić :-)
Dzięki Eluś!
Banerek do zabawy jest u mnie na blogu na samej górze po lewej stronie.
A na zakończenie już prawie tradycyjnie zapraszam do Garkotłuka na ciacho z owocami
Ufffff!
Zaległości nadrobiłam. Te blogowe póki co ;-))
Jak ja lubię czytać twoje "opowieści rodzinne";) I w ogóle lubię tu zaglądać, zawsze jest coś fajnego do przeczytanie, obejrzenia i zainspirowania się:)))
OdpowiedzUsuńTyleś natworzyła, że nie wiem o czym pisać;) Wszystko śliczne i pysznie wyglądające. Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńPrace decupage są śliczne. Wygrana tylko do pozazdroszczenia-szczęściara jesteś mi to się chyba nigdy nie uda wygrać. Dużo zdrówka dla taty i gorące pozdrowienia.
OdpowiedzUsuńNo narobilas zaleglosci, narobilas, ale i nadrobilas :))
OdpowiedzUsuńPisz czesciej, bardzo lubie czytac co piszesz, jest tak na moja nute, cos czuje ze bysmy byly kawkowymi psiapiolkami gdybys byla blizej mnie, a i dzemiki bysmy se zjadaly...:))
A tak to tylko przez ekran taka kawka z lakociami...
Papa
Moja rodzinka stosuje skutecznie wszelkie przetwory z czarnego bzu od wielu lat.
OdpowiedzUsuńDziałają na pewno :-)
A nalewkę truskawkowa chyba Asket robiła?
W mordę! Zeżarło mi komentarz! Idę się uspokoić i potem tu wrócę. :>
OdpowiedzUsuńto żeś pobiła Ivę w długości wpisu tym razem :)
OdpowiedzUsuńo decupage się nie wypowiem, bo mnie osobiście ta technika się mało kiedy podoba
ale staniki czaderskie :)
prezenty piękne dostałaś - perła robi wrażenie
idę poczytać przepis na ciasto, bo właśnie teściowa podrzuciła kobiałkę działkowych truskawek :)
buziaki
Gratuluję wygranej!
OdpowiedzUsuńHerbatnik bardzo mi się podoba, a cisto też takie piekłam w sobotę , tylko trochę inny krem dałam ( z utartych z cukrem żółtek i z serkiem mascarpone).
Pozdrawiam
Ty PRACUSIU!!!
OdpowiedzUsuńLawendę Ci śle, bo się nudzić zaczynasz:DDD
Przepis na nalewkę podawaj, please miło:)))
Kiedy wycieczka do Kadzidłowa????
Kasiu, zachęcasz mnie do dłuższych????:DDDDD
Pozdrawiam
Nie nudzisz się Ato! Dekupaże fajne! A cuda kuchenne przyprawiają o odcukrzenie jak to oglądam - zwłaszcza ciasto mi posmakowało na wizji!
OdpowiedzUsuńUff ależ tego się uzbierało :-)
OdpowiedzUsuńNie wiem do czego wracać.. i co bardziej mnie porusza... Nie no... jednak staniki - obłędne są... i to ciasto na końcu... mniam mniam
No, naleweczki i syropu z kwiatów bzu zazdraszczam, zazdraszczam...
OdpowiedzUsuńI bardzo mi się podobają wszystkie decoupage (czyli zupełnie nie wiem, czego Ty - dobra kobieto - chcesz od chustecznika!).
Tak, to ciasto na końcu zdecydowanie obłędnie mniam :)
jejku to Tobie też zżera czas - sit jakiś zjadacz się rozpanoszył na dość dużym obszarze - ciekawe jak go wyplenić kurde??
OdpowiedzUsuńWiesz tego syropku z beziku to Ci chyba zazdroszczę - ale jak coś to ja na testera chętnie się zgłoszę :)
Dopiero teraz do Ciebie zajrzałam i widzę, ze chyba plagiat Twojego posta poczyniłam: u mnie też decoupage, identyczna nalewka i ogólne wypychanie zaległości....nawet ciasto identyczne zrobiłam, tylko zostało zeżarte przed wykonaniem zdjęcia;)
OdpowiedzUsuńPoczytuję Twój cudowny blog często...w końcu coś wypada napisać. Syrop z bzu pamiętam z dzieciństwa, a najbardziej...samo zbieranie. Ciasto dzisiaj robię! Wielkie dzięki za przepis!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło.
Pośliniłam klawiaturę. Tak tu apetycznie.
OdpowiedzUsuńDecu całkiem udane.Zwłaszcza to to na herbatę.Za takie coś w sklepie krzyczą 160 zł.Szaleństwo.
Naleweczek zazdroszczę.
oj - słowniczki dotarły :) dziękuję i na następne czekam
OdpowiedzUsuńpozdrowionka
Kochana:)Potwierdzam - furtka cały czas szeroko otwarta i czeka na Ciebie.
OdpowiedzUsuńI dzięki za reklamę zabawy:)
Dziewczyny! Bardzo dziękuję Wam za miłe komentarze.
OdpowiedzUsuńPosta pisałam w nieciekawym dla mnie okresie życia i każde ciepłe słowo było dla mnie balsamem na skołataną głowę i obolałą duszę :-)
Elu - dziękuję za tę furtkę! A reklama zabawy to jak dla mnie rzecz oczywista! :-))