czwartek, 11 listopada 2010

Reinkarnacja?

Przede wszystkim, na początku muszę, nie! nie muszę - chcę nawiązać do poprzedniego wpisu.
Pisząc go miałam trochę obaw i oporów.
Bałam się, że nie zostanę zrozumiana. Że może tak się zdarzyć, że przeczytam komentarz typu: "Po co ta histeria? Przecież to tylko koty! Są większe tragedie!"
Tak. Dobrze o tym wiem.
Ale posta pisałam pod wpływem silnych emocji. Musiałam to z siebie wyrzucić jak najszybciej.
To nie tylko zwierzęta. To również członkowie rodziny.
Żyją z nami przez długie lata. Mają swoje zalety, wady, charaktery.
Jak ludzie...
A kiedy odchodzą na drugą stronę tęczy odczuwamy żal i smutek.
Tak więc wracając do tematu - jak już wspomniałam - trochę się obawiałam reakcji czytelników.
Tym bardziej, że obrywałam już nie jeden raz za posty o całkiem obojętnym wydawałoby się wydźwięku.
Ale tym razem rozczarowałam się :-)))
W pozytywnym sensie.
Dziękuję Wam za tak liczny odzew. Nie spodziewałam tylu dobrych i ciepłych słów :-) Łatwiej jakoś mi było...
Asia widząc Wasze komentarze powiedziała z podziwem:
-Normalnie jakbyś candy ogłosiła!

Kochane jesteście!
Jeszcze raz bardzo, bardzo Wam dziękuję!!

Jedna z użytkowniczek kociego forum ma taki podpis:

"Dom bez kota jest jak człowiek bez duszy... Nie ma w nim życia."

Uświadomiłam to sobie w poniedziałek wracając z pracy do domu. Wtedy to dotarło do mnie, że po raz pierwszy od 34 lat nie wybiegnie mi naprzeciw żaden zadarty do góry koci ogon...
Jak obuchem w łeb.
I natychmiast pojawiła się kolejna myśl: jak ja mam to powiedzieć Ani??
Przecież to była jej kocica!!
Na szczęście otaczają mnie mądrzy ludzie i posłuchałam ich rad.
Wszyscy mi mówili:
-Powiedz jej, że kocica poszła. Nie mów jej prawdy. Jest za okrutna i za bolesna.
Tak też zrobiłam.
Było to o tyle łatwiejsze, że Brzydula dość często przepadała na całe dnie. Nie bywała w domu po dwa dni i wracała zadowolona, acz głodna i śpiąca.

Tak więc kuweta, miski z wodą i jedzeniem stały jak zwykle czekając na...

Dopiero dziś nadarzyła się okazja do rozmowy.
Anię zaniepokoiła przedłużająca się nieobecność kocicy.
-Wiesz Aniu? Ja myślę, że ona gdzieś sobie poszła.
-Ale wróci?
-Nie wiem. Chyba nie. Na tak długo jeszcze nigdy nie dezerterowała. Umyję jej miseczki i schowam.
-A jak wróci???
-To będzie je miała przecież! Nie wyrzucam ich. Tylko chowam, żeby się ni kurzyły.

Łzy popłynęły Ani po buzi...
Po chwili powiedziała:
-Może jej się nudziło tak ciągle siedzieć w jednym miejscu?
-A wiesz, że tak mogło być! Przecież my ciągle gdzieś jeździmy, chodzimy. To może nam pozazdrościła.

Chwila ciszy i powiedziane przez łzy:
-Nie wolno zatrzymywać podróżników w domu, bo będą bardzo nieszczęśliwi...

Dobrze, że stałam przy zlewie i mogłam się odwrócić pod pozorem wycierania szafki...

Niecałą godzinę później zadzwoniła moja siostra cioteczna:
-Słuchaj! Ktoś mi wrzucił kota przez płot. Nie twój przypadkiem? Taka bura kociczka.
-Nie. To z całą pewnością nie mój kot - głos miałam chyba dziwny, bo siostra zapytała natychmiast:
-A ty masz w ogóle teraz jakiegoś kota? - (nie wiedziała ani o Suple, ani o Brzyduli)
-Nie. Nie mam. Od poniedziałku nie mam...
-O cholera jasna!! Ale trafiłam! Strasznie cię przepraszam! Nie wiedziałam! Ja wiem, że to może jeszcze za wcześnie, ale może... No wiesz... Bo ja nie mogę jej zatrzymać. Mój kot jest strasznie zazdrosny i rzuca się na wszystko co się rusza. Będę musiała oddać ją do schroniska.
-Nie wiem... Nie wiem... Bogusia! Daj mi 10 minut! Oddzwonię, ok?
-Ok!

Poszłam do Asi:
-Wiesz? Dzwoniła ciotka Bogusia... - zawiesiłam głos.
-Tylko nie mów, że jej ktoś kota podrzucił???
-No właśnie.. Kotkę. Półroczną na oko.
-Bierz!
-Nie wiem...
-BIERZ!! Na co czekać! Tak miało być!
-Idę do ojca. W końcu jemu też wypada powiedzieć.
-Idź!
Poszłam.
-Słuchaj. Tylko mi nie przerywaj i swoim zwyczajem nie mów od razu nie, bo nie!
-No?
-Dzwoniła Bogusia. Ktoś jej podrzucił kota. Kotkę konkretnie. Ona jej nie może mieć. Więc będzie ją musiała oddać do schroniska.
-A ile ma?
-Pół roku. Tak około.
-Aha! No to będziemy musieli ją wysterylizować.

Tak. Będziemy musieli. Najpierw jednak jutro do weta na odrobaczenie i szczepienia.
A przede wszystkim - OBROŻA PRZECIWPCHELNA, bo się Fredzia zamęczy przez te żywe formy życia w jej ślicznym futerku


A na koniec...
Czy to nie dziwne?
Najpierw rozmowa z Anią. Dosłownie za chwilę ten telefon...

Reinkarnacja? Brzydula w tym łapkę maczała?

Obie z Bogusią stwierdziłyśmy, że to nie jest zwykły zbieg okoliczności...
Mówcie sobie co chcecie, ale czasem wokół mnie dzieją się dziwne rzeczy, o których nie śniło się nawet filozofom...

51 komentarzy:

  1. Ja Cię muszę odwiedzić!
    Oczywiście,ze to żaden przypadek! Tam na górze czasem im się udaje trafić w sedno ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Monika ja mam w ogrodzie jej mame!! Serio!!

    Milego oswajania :)
    buzka

    OdpowiedzUsuń
  3. e, no bo kot ma 9 żyć, więc reinkarnacja jak nic

    ale jak doszłam do słów Ani -Nie wolno zatrzymywać podróżników w domu, bo będą bardzo nieszczęśliwi...
    to się popłakałam

    buziaki dla Was i głaski dla nowej/starej członkini rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ato, pierwszy raz ryczę u Ciebie.....wzruszenie mi gardło ściska....przestań Kobieto.....to najprawdziwsza reinkarnacja!
    Koty mieszkają u dobrych ludzi. Wiesz o tym. Na kota to trzeba zasłużyć, a nie sobie kupić.
    Słowa Ani mam w sercu.... zapadły głęboko.... skąd ona to wzięła?
    Fredzia to akuratne, śliczne imię i kota jest bardzo przystojna! Ato Czarodziejko - ale masz szczęście!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziecięca mądrość jest bardzo wzruszająca... bardzo. Jomo

    OdpowiedzUsuń
  6. a nie mówiłam,że zrobiła miejsce dla innego..
    KonKata

    OdpowiedzUsuń
  7. Pewno, że są większe nieszczęścia niż strata Kota, ale... tak mi się zdaje, ze jak ktoś beznamiętnie patrzy na cierpienie Zwierzaka, to i krzywda Człowieka go nie zaboli...

    ... i najważniejsze, że masz następny Ogon do witania - nie zastąpi Brzyduli ani Supła, ale wierzę, że będzie równie kochany
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  8. Monika, lzy mi poplynely po slowach Ani. Ciesze sie, ze Fredzia bedzie z Wami.
    Ja mam ochote podarowac kota dla Natalki na urodziny. Wlasnie szukam kto chce sie pozbyc kociat w okolicy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wzruszyłam się okrutnie. Teraz musze iśc po chusteczki, bo zaraz zasmarkam sobie klawiaturę.
    Napewno tak miało być, śliczna jest :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzisiaj przy czytaniu tego posta spociły mi się oczy. Masz bardzo mądre córki :).
    Fredzia jest śliczna i niech Wam się zdrowo chowa :).
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fredzia jest sliczna :))
    a Anulka to bardzo madra dziewczynka:))

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudna Fredzia - reinkarnacja na 100 procent:-)
    Pozdrawiam.

    Ps. Trochę mi się oczka spociły...

    OdpowiedzUsuń
  13. I tak miało własnie być! Jedna kicia odeszła, bo inna bardzo Was potrzebowała! Ja też w to wierzę - po śmierci Myszego przygarnęliśmy Trzykrotkę ze schroniska - trafiła do ludzi, którzy oddali ją z powrotem - biedną i wychudzoną... taka trafiła do nas, bo nas potrzebowała! I ta nowa kicia też Was potrzebowała wyrzucona przez złych ludzi. Dobrze, że tak to się dla niej skończyło - teraz będzie szczęśliwa :)

    http://anek73.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. och, jak dobrze że wróciła! Ale dobrym ludziom takie rzeczy się zdarzają przecież, więc nie wiem, czemu się dziwisz... Niech się chowa zdrowo w nowym wcieleniu, a bogatsza o doświadczenia z poprzedniego życia, niech nie waży się z domu uciekać i Was o łzy przyprawiać;)

    OdpowiedzUsuń
  15. chlip,chlip....opowieść z serii " Niesamowite historie",normalnie....

    pozdrówko

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziecięca mądrość na wysokim poziomie...uszczęśliwiajcie kolejnego sierściucha i siebie:)...ktoś w tych zbiegach okoliczności łapę maczał to pewne.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Myśmy mieli pieska i też ktoś go nam otrul.Bardzo pusto się po nim w domu zrobilo i ja plakalam caly czas.Aż wkońcu córka przyniosla takiego podobnego do dmu i zostal u nas (jest do tej pory) i tak samo dalam mu na imię.Któregoś razu mówię,że tamten piesek to zrobil tak,a ten tak nie potrafi.Więc ten piesek się tak wymownie się na mnie spojrzal,że
    aż mi się glupio zrobilo.Od tamtej pory już nie porównuję go z tamtym.Też jest kochany i zgadzam się,że czlonkiem rodziny się staje każde domowe stworzonko.
    Kocia śliczna i będzie jej u Państwa napewno dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz bardzo mądrą tę młodszą latorośl.I zupełnie niepotrzebnie bałaś się reakcji "swoich" blogowiczek. W ub. roku, gdy mój mąż tkwił pomiędzy życiem a śmiercią, przemogłam się i napisałam o tym. I wiele wspaniałych osób pomogło mi przetrwać najgorszy czas obaw. Gdy w sierpniu odszedł ukochany pies, też napisałam. I nie zawiodłam się, wszyscy przyjęli to ze zrozumieniem.Każde domowe zwierzątko staje się z czasem członkiem rodziny, a nie jest "tylko zwierzęciem". I jak widzisz, dobre przypadki też chodzą po ludziach. I niech się Wam kociczka dobrze hoduje. Przyzwyczaj ją do noszenia obróżki. To może ją uchronić od złych przypadków, od razu wiadomo,że to nie jest bezpański kotek.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ata u Ciebie to się można uśmiać, ale niespodziewałam się że też popłakać :O(

    Córki masz mądre jak nic!!! Nad wiek dojrzałe!!!

    A fredzia przepiękna jest- po prostu to było Wam pisane.

    Jak wiesz ja mam kotkę od 4 lat, i po jej 3 latach chcieliśmy wziąść kolejnego kociaka (pokazywałam u siebie tą kulkę), jednak Majka jej nie zaakceptowała. Mówili nam oddajcie Majkę a weźcie tego kulaka (bo to pers był, taka jakby siostra Majki po tej samej matce). Stwierdzenie "oddajcie Majkę" no jak oddajcie- bo jakbym miała niegrzeczne dziecko to co też mam oddać i wziąść nowe- a co to mebel który się znudził????!!!!
    Nie to członek rodziny i oddaliśmy w dobre ręce tego kulaka i żyje sobie dobrze, a nasza Majka panoszy się jak paniusia po domu (pani i władczyni). Czasami nerw bierze jak skacze po wszystkich meblach, rozpędu nabiera i tylko jej trzeba z drogi schodzić aby jakiego wypadku nie było- jest kochana bo jest nasza i będzie sobie żyła u nas do końca.

    Tak musiało być i trzeba się oswoić ze stratą aby móc pokochać kolejnego zwierzaka....

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja tez moim dzieciom do tej pory mowilam, ze kot sobie poszedl, ze taka natura zwlaszcza chlopakow...Co bys nie zrobila to boli. Fajnie ,ze znalazla sie ta nowa ,sliczna kociczka...

    OdpowiedzUsuń
  21. oj, tak to się plecie to życie, u nas teżjakoś tak w tym temcie,cle nawet nie chcę pisać
    to zdecydowanie nie przypadek a Twoja Ania taka mądra dziewczyna, wow!!!! czasem lepiej w ten sposób rozmawiać a Ona pewnie więcej rozumie niż myślisz bo ja się cały czas na tym łapie choć moja córa ma dopiero 2 latka.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. “ Jeśli los ci doskwiera boleśnie,
    I rozwściecza znajomych tępota,
    To zrób to, co słyszałaś już wcześniej….
    …… weź kota….

    Jeśli wkoło panoszą się wieprze,
    I rozrasta się zwykła hołota,
    To zrób to, co jest wtedy najlepsze…..
    ….. weź kota…..

    Jeśli kryzys Ci zdrowie rujnuje,
    Lub zawiedzie Cię bliska istota,
    To zrób to, co niewiele kosztuje…….
    …..weź kota….

    Jeśli zbyt Ci samotność dokuczy,
    A Twe serce w rozterkach się miota,
    To znajdź coś co Ci miłość wymruczy…….
    …… weź kota…."

    niby tylko tyle, ale aż tyle...
    pozdrawiam Cię Ato cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  23. Wczoraj nic nie napisałam bo brakło mi słów... Każdy kto ma w domu kota na pewno Cię zrozumiał. A dzisiaj... myślę, że Twoje koty podesłały Ci tę Fredzię. Uściski serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kochane moje! Siedzę, czytam Wasze komentarze i jakoś mi się oczy pocą...
    Nie jestem w stanie odnieść się do wszystkich osobno - więc po prostu DZIĘKUJĘ WAM!!

    Fredzia zwana Fryderyką zadomowiła się już prawie całkowicie :-)
    Jest chudziutka i zabiedzona. Ale ma w sobie masę energii i koński apetyt Da radę!
    Mruczy prawie bez przerwy. Warkot wydaje z siebie jak najprawdziwszy traktor! Chce się bawić, ale pchliska ją okrutnie męczą. Odżyje, jak insekty znikną :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja Ciebie doskonale rozumiem.U nas w domu odejscie kazdego zwierzaka to rozpacz.
    A tego kociaka na pewno zeslal Wam poprzedni kociak.Wiedzial,ze bedziecie smutni.Pozdrawiam.
    Renata
    www.onlinejoutnal.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  26. Prześliczna kotka :) Myślę, że to nie przypadek :)

    OdpowiedzUsuń
  27. ja nic nie przypuszczam, nic nie mówię...
    ja WIEM...
    Czarodziejko... Wiedźmo....
    niech Ci Fredzia miło kolanka grzeje...

    a Anię - za "podróżnika" uściskaj ode mnie... bo jest mądra i wrażliwa... Czarodziejka z warkoczykami...
    ide po chusteczki, kurka wodna!

    OdpowiedzUsuń
  28. Nic się nie dzieje bez przyczyny. Tak miało być i to właśnie Fredzia miała do Was trafić.

    A taki mały, mruczący członek rodziny daje mnóstwo radości, o czym sama się przekonałam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Zaskakujący scenariusz życie napisało. ...i znowu Wasz dom ożyje :)
    Pozdrawiam CIę serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  30. Fredzia cudna!!! jak na moją imienniczkę przystało ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Jako rodzina kociarzy łączę się w bólu po stracie i cieszę z nowego dokocenia:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie będę się powtarzać , wszystko już zostalo powiedziane . Gratuluję mądrych i dojrzałych dzieci a Fryderyce życzę szybkiego zadomowienia .

    OdpowiedzUsuń
  33. To na pewno sprawka "Brzyduli".I znowu w domu zapanuje radość i szczęście,czego Wam bardzo życzę,bo smutek do Twojej rodzinki mi nie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  34. Masz bardzo mądrą córkę:)a kotka śliczna:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ponad trzy lata pożegnałam na zawsze moją ukochaną psicę. Dziś mamy nowego psa, dwa koty - i mimo że świadomie zdecydowałam o wzięciu zwierzaków, ciągle wracam myślami do nieobecnej Zuli. Strasznie mi jej brakuje, i nawet wierne spojrzenie mojej szalonej, młodziutkiej Emi nie może zastąpić spojrzenia Zulki. Jest inaczej, nie jesteśmy sami, ale pustka pozostaje.
    Monika, doskonale Cie rozumiem, człowiek ma prawo do emocji, KAŻDE odejście jest straszne i pozostawia pustkę.

    OdpowiedzUsuń
  36. O, Naila trafiła w sedno: tak miało być. Nic nie dzieje się bez przyczyny i planu. Takie tam fatalistyczne przekonania.
    Fredzia jak nic została zesłana przez Brzydulę!
    Cieszę się z Wami na witający Ogonek ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. No poryczałam się!!! Poryczałam jak bóbr, fretka i norka w jednym :( ja tez straciłam dwa koty :( tydzien po tygodniu :( Jeran zachorował...musieliśmy skrócić mu cierpienia...i tydzień później odeszła Łatka...w wyniku błędu lekarskiego ;( ale teraz doszła Greta...i jest strasznym urwisem...mamy razem 4 ;) Mam nadzieję, że będziecie szczęsliwi :) Podrzucone kociczki przeżyły swoje i kochają swoje rodziny niesamowicie :* wiem, bo moje wszystkie ktoś kiedyś opuścił. Więc powodzenia w docieraniu się z nowym ogonkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Witaj, cudowna historia. Uwielbiam ludzi, którzy mają tak duzy szacunek do zwierząt, a kotry są niesamowitymi istotami ... Jestem ogromną kociarą ... Po drugie masz naprawdę fajną rodzinę ... i będe odwiedzać ... tutaj ciebie i to co piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  39. Kochane moje! Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za tyle ciepłych słów!

    To jest tak miłe, że nie wiem co mam napisać, poza zwykłym DZIĘKUJĘ!!

    OdpowiedzUsuń
  40. ja kiedys bylam psiara i nie lubilam kotow..chyba musialam dojrzec do posiadania kota..potem pojawila sie Fiona polpersica,ktora wlasciciele chcieli uspic bo jej mama sie "puscila" ...tez ktos mi ja chcial otruc ...rano znalazlam ja rozciagnieta na podlodze w drgawkach...wyciagnelam weterynarza o 7 rano z lozka..potem szpital dla zwierzat..spiaczka farmakologiczna a ja sama w domu z czterotygodniowymi kociaczkami...plakalam ,dreczylam lekarzy co pare minut ...pomoglo przezyla ...nie na dlugo...jakis debil nie zabezpieczyl zbiornika z olejem grzewczym...tym razem nie udalo sie jej uratowac...zostal z nami jej synek Szrek a tego lata dolaczyla do nas Bella ...mamy dwa koty,psa a niedlugo moze pojawi sie kolejny i dwie swinki morskie...nie umiemy zyc bez zwierzat

    OdpowiedzUsuń
  41. Cieszę się że jest nowa lokatorka,,
    kociczki sa wspaniałe, przytulam ją

    OdpowiedzUsuń
  42. Ato-kochana :posłuchaj co mi sie zdarzyło!! jest lipiec ,moja ponad 17letnia kota czasem juz ledwo chodzi-powoli-moze to reumatyzm ją łupie? nie wiem....ale jak tylko pojawia się obce kocisko na ogrodzie, to zeskakuje jak zwinny żbik z tarasu i przegania wszelakie tałatajstwo...,że tak się wyrażę:)....nagle ...słyszę jakieś dziwne odgłosy w kuchni...mlaskanie,siorbanie...co jest?!!!!szybko idę na oględziny terenu....a tam.....koło miski grzecznie i spokojnie siedzi moja staruszka .....a z jej miski resztki wyjada kot.....taaa** co jest? nie wali go po twarzy,oczu nie wydrapuje....ze zdziwienia szczęka poturlała mi się pod stół Ponieważ rok temu wyszla nam z domu i nie wróciła młoda kotka,a ze staruchą nie żyły najlepiej-postanowiliśmy z mężem,że następne 2 pojawią się po śmierci seniorki.Niestety Ato ten przybysz za żadne skarby świata nie chciał nas opuścić!!!...... jest 1 pażdziernika...nasza staruszeczka umiera....zostawiła nam następczynie,którą sama nam wybrała.....kota,który pomógł nam przejść ten ciężki okres...i do tego jest najprzemilniejszym i najspokojniejszym kotkiem jakiego miałam...

    OdpowiedzUsuń
  43. aaaa a Fredzia a właściwie Fredek to sobowtórek mojej staruszki....nooo słodziutki jest:)

    OdpowiedzUsuń
  44. Mamuska - i teraz dom żyje, prawda? :-)

    Jaga - hmmmm... To kotek ;-) Ale i tak kochany :-))

    Qro - niesamowita historia... Życie jest zdumiewające!

    OdpowiedzUsuń
  45. aaaaa ,zeby było "śmieszniej"Atko to u weta okazało się ,że nasza Milka-nowy kot-to 4 letnia wysterylizowana kotka!!!.....czyzby lipiec-czas urlopów?...dobrze,ze nie przywiazano jej w lesie do drzewa:)

    OdpowiedzUsuń
  46. Pewnie kotek się znudził, bo może mało zabawowy był, albo myszy nie łowił jak należy :-//
    A wakacje, to faktycznie czas "wysypu" porzuconych zwierzaków.

    OdpowiedzUsuń
  47. Ata dopiero dziś przeczytałam twój post, i wiesz co powiem tak ,tak musiało być i już , a Fredzia jest urocza :-)

    OdpowiedzUsuń
  48. Ja się odniosę nie do kota, tylko do Twojej latorośli. Tytuł Twojego posta jest strzałem w dychę, ale nie ze względu na koty, a Anię. Reinkarnacja, ja myślę, że Ania już na tym świecie gdzieś kiedyś była, bo nie może tak mały człek posiadać tyle mądrości w sobie. Nie wszystko da się wyczytać z książek, które jak opisujesz pochłania tonami. Jest za mną przeczytany 2009 i końcówka 2010 Twojego bloga i zawsze Twe Dziecię jest o kilkanaście lat dojrzalsze niż znane mi osobniki w Jej wieku. Zapewne i Rabarbara przekazała Ani doświadczenie nabyte u tak "wyrodnej jak się opisujesz" matki. Nie jestem pewny, ale zapewne jesteście z nich dumni ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)