sobota, 12 lutego 2011

Ślepa furia...

Jak już kiedyś wspomniałam, jestem raczej spokojnym człowiekiem. Tylko czasem zamieniam się w ślepą furię. Ot takie damskie wydanie Dr Jekyll and Mr Hyde.

Aby poniższy wpis był całkiem zrozumiały muszę Wam się przyznać, że mam defekt na urodzie...
A mianowicie NIENAWIDZĘ tzw. konserwacji odzieży! Czyli przyszywania guzików, cerowania rajstop czy zszywania pękniętych szwów.
No nie cierpię i już!
Leżą sobie takie niepełnosprawne ciuchy i czekają na moje zmiłowanie porastając kurzem i pleśnią czyli ogólnie zapomnieniem...

A więc ad rem!
Było to dawno, dawno temu. W czasach. kiedy byłam całkowicie uzależniona od swego męża. Zarówno finansowo jak i transportowo.
Finansowo, bo nie pracowałam "siedząc sobie" w domu z Asią i studiując.
A transportowo, bo mimo że miałam prawo jazdy od paru już lat nie jeździłam samochodem jako kierowca. Jako pasażer też niechętnie. Trauma taka i tyle...

Szanowny małżonek przyniósł mi do zszycia swoją koszulę. Nic wielkiego - puścił szew. Od mankietu do łokcia. Kawałek niby niewielki, ale dla mojego naprawczego zapału kawał równika!

I tak leżała sobie ta koszulina i czekała na lepsze dla niej czasy...
No i w końcu nadszedł ten dzień...
Ale nie sam z siebie, czy z powodu moich wyrzutów. Co to to nie!
Z powodu wyżej wspomnianego uzależnienia od chłopa własnego zmuszona byłam prosić go różne rzeczy...
-Prośbę mam. Kup mi jutro fajki jak będziesz wracał z pracy.
-Kupię, ale pod warunkiem, ze zszyjesz mi koszulę. Miesiąc czekam.
-No a czymże jest miesiąc wobec wieczności? Nie przesadzaj! Poza tym masz tych koszul od cholery.
-To nie kupię ci fajek.
Postawiona przed perspektywą głodu nikotynowego skapitulowałam i uległam szantażyście:
-Dobra! Jutro ci zszyję.
Tak też i uczyniłam. Dla pewności i przypomnienia o zamówieniu zadzwoniłam do chłopa:
-Przypominam o papierosach. Koszule już zszyłam.
-No nie wierzę!
-Serio! To9 nie zapomnij, ok?
-Ok.
Mężu wrócił do domu, więc popędziłam mu naprzeciw w celu uzyskania obroku.
-No? Gdzie fajki?
-Gdzie koszula?
Pokazałam elegancko zszyty corpus delicti.
-No? Fajki proszę! Ja się wywiązałam.
-Nie kupiłem.
-Co??? Jak to??
-Bo ci nie wierzyłem.
-Przecież dzwoniłam i mówiłam, że zszyta!
-No to co? musiałem zobaczyć, żeby się przekonać.
Poczułam, że zamieniam się w lodową górę, a środku już bulgocze lawa i tylko czeka, żeby wystrzelić ogniem piekielnym...
-No to w takim razie wsiadaj w samochód i hajda po fajki dla żony!
-Sama jedź!
-Przecież wiesz, że ja nie jeżdżę! Ty jedź! Obiecałeś!
-Nie!
-Nieeee?? To w takim razie rozwalam koszulę!
-Nie zrobisz tego. Szkoda ci będzie twojej pracy.
-Nie szkoda!
-Nie wierzę ci!
-NIE??? No to patrz!!
i TRRRRRACH!!! Pooooooszłooo!!
I to jak!
Tyle, że...
Efekt nawet mnie na chwilę powalił.
Zszyłam nad podziw uczciwie. Szew wytrzymał i nie puścił...
To materiał nie wytrzymał presji ślepej furii.
Rękaw rozlazł się na całej długości...
Pierwszy odzyskał mowę właściciel zrujnowanej garderoby:
-Aaaaaaa! moja ulubiona koszulaaaaaa! Coś ty zrobiłaaaa???
No nie powiem... Trochę mi się głupio zrobiło, ale tylko trochę! I na chwilę!
Niewiele myśląc odparowałam:
-No widzisz jakie gówniane proszki do prania mi kupujesz?? Materiał sam się w rękach rozłazi!
I wyszłam z kuchni dumnie - moje na wierzchu ;-D
Co było potem?
Zabrałam kluczyki i pojechałam do sklepu. Sama!
O!
Rok później przestałam być uzależniona transportowo. I to z dnia na dzień. Ale to już inna bajka, na inny wpis.

A dziś? A dziś to ja mam nadzieję, że ślepa furia nie ogarnie nowej właścicielki kapciochów i nie zechce ich rozszarpać z powodu kolorystyki...
Na usprawiedliwienie mogę jedynie powiedzieć, że one miały być: brązowe, albo szare, albo różowe, albo fuksja...
No to są...
Kilka w jednym. Tylko szarego nie ma
W rzeczywistości nie są tak jaskrawe. Są przytłumione i nie szczypią w oczy ;-)

Kapci zrobiłam już kilka par od ostatniego wpisu, ale tylko te zdążyłam sfocić przed ich wytuptaniem z domu. Pewnie dlatego, że dziś weekend.
A jak weekend, to trzeba mieć coś słodkiego pod ręką.
Zapraszam do garkotłuka na Ciasto musli

68 komentarzy:

  1. Oj oj oj to aż tak??? :D kapcie super a ciasto... mmmmmm... wygląda pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ata - pisz powieści, ja Ciebie proszę!
    Będę kupować, reklamować, handełe uprawiać (wprawiam się już, nieźle mi idzie) - wszystko zrobię!
    Piszesz fan-tas-tycz-nie!!!:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. No i kurka siwa grunt, do dobry tytuł!
    "Ślepa furia" zwabiła mnie tu natentychmiast:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. By_giraffe - AŻ TAK ;-D

    Dorotko - a znasz li Ty takiego wariata wydawcę, co by chciał w tak niepewny interes zainwestować jak wydanie grafomanki blogowej? ;-DD
    Tytuł to faktycznie podstawa... Jak machnęłam post pod znaczącym tytułem "jestem chora" to tłum się zwalił jak na darmowe gadżety :-DD

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie. Czemu się kobieto marnujesz? Toż to majątek możesz zrobić na swoim pisaniu.
    Cudnie określiłaś długość tego rozdarcia!
    A wydawcy to chyba w większości są wariatami. Na tle tego co wydają, Twoja księga w kilku tomach, rozeszłaby się jako bestseller. :)
    Pozdrawiam Gosia

    OdpowiedzUsuń
  6. Kapcie fajne, niewątpliwie optymistyczne w kolorze. A postem ubawiłam się niesamowicie.Zyskałaś dwie rzeczy: fajki i świadomość,że jeżdżenie to nie taka trauma jak się wydaje.A mąż się nauczył,że żonie trzeba wierzyć.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ata... napisz koniecznie, też kupię... a tytuł faktycznie dobry i mnie tu przygnał od razu ;-)))
    Dobre masz pióro, myślę ,że kasę byś zgarnęła, co nie chcesz????

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz dar pisania. Aż mnie ślepa furia ogarnęła, tak empatycznie podeszłam :) Powiem z żalem, że zrobiłabym to samo :D

    OdpowiedzUsuń
  9. kolezanki maja rację :), dodam od siebie, że jesteś lepsza od Grocholi :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Chwilę trwało nim opanowałam chichranie i przejrzałam na oczy przez śmiechowe łzy.
    Kobieto, jestem pierwsza w kilometrowej kolejce, która utworzy się, gdy tylko odważysz się wydać swoja książkę!!!!
    Powaliła mnie(dosłownie),Twoja riposta odnośnie proszków do prania!!!GENIALNE!
    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Popieram przedmówczynie -masz talent do pisania :)
    A kapcioszki fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Sraty taty. Talent to masz,ale jaka ODWAŻNA jesteś!!! W życiu bym się nie odważyła takiego numeru wyciąć podejrzewając,ze po łbie dostanę itp. Tobie to nawet przez zwoje nie śmigło! Szacun Monia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. KOchane moje! dziękuję Wam za tak miłe słowa! Nie myślałam i nie myślę o wydaniu książki. To raczej poza moim zasięgiem. Tak więc póki co zostanę przy pisaniu tu - dla Was - na blogu :-))

    OdpowiedzUsuń
  14. Laura! Po łbie?? Mnie?? Ja tylko mikro wyglądam, ale jak mnie furie poniosą to się robię potrójna, a nawet poczwórna (optycznie) i nie ma takiego desperata co by się odważył z czymkolwiek do mnie wystartować ;-D

    OdpowiedzUsuń
  15. "Ślepa furia". Dobry tytuł!
    Monia - ja nie żartuję, naprawdę nie żartuję!
    To nie są miłe słowa - to jest oczywista oczywistość i tyle!
    Ja Ciebie mówię - Ty pozbieraj te blogowe opowieści, zrób z tego knigę, ale niekoniecznie zaraz że wydajesz bloga - książkę napisałaś!
    Jęzor masz godny Chmielewskiej i dowcip takoż - klnę się pod honorem, że to prawda (a nie gówno prawda:)

    OdpowiedzUsuń
  16. No po prostu strach się Ciebie bać ;))). Mąż już pewnie wierzy we wszystko co powiesz? ;))
    Kapcie świetne - pewnie doszłaś już do perfekcji w ich robieniu, a ciasto wygląda baaardzo apetycznie :).

    OdpowiedzUsuń
  17. No i poszła!
    Bloga nie pilnuje, do wydawnictwa nie dzwoni, temat olewa, mądrych ludzi nie słucha...
    No nie wiem, czy ja tu jeszcze wrócę - nie wiem!

    OdpowiedzUsuń
  18. Tup tup tup tup... la la la la la!!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. No dobra, dobra! Już myślę co z tym zrobić! Dobrze?? nie krzycz na mnie Dorotko, bo się w sobie zamknę i kluczyk wyrzucę! O!!!

    Ania - a Ty co tak tuptasz, że tak przewrotnie i podstępnie zapytam :-DDDD

    OdpowiedzUsuń
  20. Frasiu - noooo... Wierzy, chyba... Ale jak zwykle nie do końca, ale już nie igra z ogniem :-D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ostra jesteś! Choć przyznam szczerze,że ja w takiej sytuacji pewno bym się zachowała tak samo. Mój mąż mówi, że we mnie czasem jakiś demon wstępuje. Rzadko to się zdarza. Ogólnie to jestem niesamowicie spokojny człowiek. Kapcioszki super. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Hihihi... Ty się w sobie zamkniesz? Ty???
    Zdechłabyś ze szczętem w ciągu... w ciągu... kilku godzin:D:D:D
    Przemyśl, słoneczko.
    Reklamę na blogasku obiecuję porządną - za friko:D:D:D
    Vi jest korektorem z wykształcenia wiesz? Tak tylko podpowiadam...
    Ja mogę dialogi ewentualnie prześledzić... ortografię (tak tylko na wypadek!!!)(olimpiady polonistyczne kiedyś wygrywałam:P)
    Za friko!!!
    A potem - udział w tantiemach... nazwisko gdzieś w książce, że się dołożyłam... PODZIEKOWANIE.... mogę kwiaty odbierać na wieczorze autorskim i Cię wachlować!!!
    I osłaniać!
    To jak?

    OdpowiedzUsuń
  23. Hihi, uśmiałam się :))) Kapciochy wyszły Ci super!

    OdpowiedzUsuń
  24. Bo śmiać sie dobrze jest,bardzo dobrze:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  25. Tak dobrze się czyta Twoją pisaninę,że żal ,ze już koniec post!!!
    Twoje kapciochy bardzo mi się podobają!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. dam pocytać córce jak będzie dorastać
    żeby wiedziała jak odpowiednio traktować facetów
    mała tego wyśle ja na przeszkolenie do ciebie

    OdpowiedzUsuń
  27. No tak, i kolejny dowód na to,że palenie to zgubny nałóg...dla niezdyscyplinowanych mężów ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. No Monia, nie daj się prosić - pisz, pisz. Ja zaraz za Dorotą z tym wachlarzem stanę i kwiaty będę pakować do bagażnika, co to je Dorotka zbierze. I wszystkie będziemy odziane w Twoje bambosze ;-D

    OdpowiedzUsuń
  29. :) Fajnie piszesz. A i inne rzeczy na fotkach też extra! zostaję u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie ma to jak przyjść rankiem i poczytac Wasze komentarze :-D

    Ania - ja tam nie wiem, czy Ci wesołość za kilka dni nie przejdzie, jak przyjdzie do Ciebie to co ma przyjść ;-D

    Dorotko - a umiem się zamknąć! A umiem! Inne propozycje brzmią całkiem, całkiem... Zwłaszcza ta o wachlowaniu :-DD
    Liść palmowy przewidujesz? ;-D

    Kasiu - i dobrze! Tak jak pisze Dorotka Bo śmiać sie dobrze jest,bardzo dobrze

    Aagaa - dłuższe posty chyba byłyby nie do strawienia, więc się trochę streszczam ;-)

    Agatko - nie ma sprawy! Niech czyta już teraz, bo czym skorupka... itd ;-D

    Klaudia - święte słowa, pani dobrodziejko!

    Sylwuś - dla samego widoku Was w moich bamboszach warto będzie jednak powalczyć o wydawcę :-DDD

    Gocha - dziękuję i rozgość się :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ato- czyż można Ciebie nie kochać!!!

    Zara mi się moja wersalka przypomniała i barszcz na suficie!!!! :)))) i kilka innych przypadków!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  32. Wersalką i barszczykiem przebijasz mnie całkowicie :-DD
    Ten wpis to właśnie echo naszego ostatniego gadulstwa przez telefon :-D

    OdpowiedzUsuń
  33. Dzięki Ci Kochana! Co za ulga wiedzieć, że nie jestem sama! NIENAWIDZĘ przyszywać guzików, zszywać pękniętych szwów, cerować rajstop i BÓG wie czego jeszcze! To dla mnie najgorsza kara! I kto wie czy nie zrobiłabym tego samego co Ty... bo ślepa furia jest nie do opanowania :-)
    Co do książki, przyjmujesz już zamówienia? Tylko ja bym poprosiła o wersję z autografem :-)

    OdpowiedzUsuń
  34. Liść palmowy może być, AUTOR będzie decydował, ja będę służba razem ze Sylwką!
    I rzecz jasna w kolejce po autograf już stoję, Kasias była pierwsza, to ja DRUGA jestem, słyszą???

    Ata... śmiechy śmiechami i żarty żartami, ale Ty pisz, albo - kopiuj i wklej, szybciej będzie!
    Ja nie żartuję.
    To będzie świetna książka, mówię Ci!
    JA NAPRAWDĘ NIE ŻARTUJĘ!!!

    OdpowiedzUsuń
  35. A teraz będzie ostro.
    Ata - Ty słuchaj!
    Ty... ty mistrzu dyplomacji, Ty oszukańcu wredny, Ty małpo i zarazo w jednym, Ty gadzino ze wszystkich najgorsza, Ty kłapaczu paszczowy a jednocześnie mistrzu dochowywania tajemnic największych - jak mogłaś???
    Mnie, mnie - jak mogłaś???
    Nie powiedzieć TYLE CZASU???
    Ani słówka????!

    Skórę obedrę.
    Do tyłka nakopię.
    Do Wawy SPECJALNIE PRZYJADĘ!
    Masz u mnie w czambo - masz tak, jak mało kto i mało za co!!!
    A teraz sobie zgaduj, ococho.

    Siemanara!

    OdpowiedzUsuń
  36. Kasiu - jak dobrze, że jest nas więcej :-))

    Dorotko?? No dobra, dobra! Będę kopiowac i wklejać! Cokolwiek i gdziekolwiek! Tylko nie krzycz, bo ja naprawdę nie wiem o co kamann??
    Rachunek sumienia robię i NIC!!! Jessu!!

    OdpowiedzUsuń
  37. Rozliczymy się mailowo.
    Czekam!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  38. Zastanawiam się czy do Ciebie nie zadzwonić, ale się boję, że mi ucho odgryziesz...

    OdpowiedzUsuń
  39. ja tak tylko dla przypomnienia - zdaje się, że mój wpis pierwszy w kolejce o mnie pierwszej w kolejce do książki był. Daj znać, kiedy wielki dzień nastanie, urlop muszę zaklepać na stanie.
    Jakby co, listę kolejkowiczów mogę prowadzić,bo zdaje się amatorów na twórczość Twoją będzie wielu.
    A wspomniana wcześniej Grochola przyjdzie Ci pięty całować, ot, co!

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja cie...
    OSKARŻYŁAM BABĘ BEZPODSTAWNIE.
    Naplułam, naszczułam, nakopać chciałam - a ona niewinna jak baranek!
    Matkoscurką, cojażem narobiła...
    I ślady publiczne są - ATa, Ty się musisz tera dobrze mieć, bo jak Ci się coś stanie to mnie wsadzą!!!
    Za premedytację są wysokie wyroki!!!
    Ja się tera idę bać.

    Ale zanim w gacie z bania narobię to odszczekuję, wypluwam, odwołuję ten komentarz (nie pozwoliła mi usunąć!!!) - mogę notarialnie, jak żądać będziesz!!!
    Albo i sądownie i na policji i w Straży Miejskiej potwierdzem!!!

    O matko.
    Słabo mi.
    Tak babę zrypać - i to bezpodstawnie.
    No człowiek siebie nie zna, no za cholerę nie zna.
    I do wszystkiego zdolny jest!
    I tego będę się trzymać jak pijany płotu.

    Ata - czy w mą miłość jeszcze wierzysz...???

    OdpowiedzUsuń
  41. Dorothea - to teraz przyjeżdżasz i Ata Tobie do tyłka nakopie, a ja .... popatrzę sobie :-D

    OdpowiedzUsuń
  42. Łaaa!! Pięknie się pokajałaś!!
    Twa miłość gorącą mi się zdaje i szczerość w słowach Twych wyczuwam.
    Nie lękaj się kobieto miła, ja lekko będę kopać Ciebie po czterech Twych literach!

    A w sumie, to tak se myślę, że... w zasadzie... to... ja bym raczej Sylwii nakopała - co Ty na to?
    Stoi se z boczku i się radośnie śmieje - dyskretna taka!

    OdpowiedzUsuń
  43. Uff.
    Bende żyć!
    A Sylwii nakopać???
    Nigdy w życiu, no wiesz!
    Sylwię też kocham:)
    Niech się pośmieje, tyle jej:)
    Ale zaraz umie gębę na kłódkę trzymać, cnie?
    Baba - i umie!

    Idę się NAPIĆ.
    Muszę odreagować:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  44. Taaa... Jassne! A do mnie z kopami lecieć to pierwsza byłaś! :-p
    No umie, umie - bo to Sylwia jest właśnie :-))

    Pij więc! Będziesz ła... yyy tego... łagodniejsza ;-)


    Alu - nie ma sprawy! Pamiętam jak coś :-)

    OdpowiedzUsuń
  45. Należy wybaczyć Dorocie bo chora, naćpała się tabletek i bredzi.... i ma majaki i zwidy...

    OdpowiedzUsuń
  46. Naćpana i do tego jeszcze się napije... No to się będzie działo!!

    OdpowiedzUsuń
  47. Napije się!!!
    Nachla.
    Trudno.
    Żeby tak człeka z błotem, nooo...
    I żebym to ja, nooooooooooo....

    OdpowiedzUsuń
  48. Pani da spokój! Kąpiele błotne podobno zdrowotne ;-D

    OdpowiedzUsuń
  49. :D:D:D
    Dobra.
    Idę się nachlać, a potem spać.
    Sen leczy rany... sobie zadane:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  50. picie, dragi, taplanie w błotku - jakaś niezła impreza się szykuje ;-D

    OdpowiedzUsuń
  51. Moja droga. Łączę się w bólu. Mój mąż czekał na przyszycie guzika dwa miesiące (tzn. dla jasności, jego koszula czekała) aż a końcu zawiózł ją do mojej mamy...z tym guzikiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  52. Sylwia! Ty uważaj, bo my cyklicznie tak imprezujemy - to tu, to tam, to siam... ;-D

    Aga - ale przynajmniej szantażem Cię nie prześladował!

    OdpowiedzUsuń
  53. Ata rozbawiłaś mnie bardzo i przywołałaś wspomnienia mojego wyczynu.Męża mam kochanego ale nie wszystojedzącego;kiedyś dawno temu skrytykował zupę,że coś tam jej niby było i nie bardzo mu smakuje no to ja mu talerz z przed nosa i chlust do ubikacji ;)
    Serdecznie zapraszam do mnie po wyróżnienie :))
    Pozdrawiam Elżunia
    http://elzunipracereczne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  54. Ja też dyskretnie trzymam kupke odzieży do cerowania schowana za drzwiami, w kącie za szafą...najgorsze jest to, że większość należy do Juniora, i kiedy ja dumna prezentuję jakiś doszyty guzik po x miesiącach nabierania mocy prawnej, ten z diabełkiem w oczach pokazuje łydki wystające do połowy ze spodni....
    A kapciuszki - dobrze jej tak, jak się zdecydowac nie umie :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Uwielbiam tu zaglądać, piszesz fantastycznie!! No i wyroby Twoje - super!! Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
  56. Ja tak mam z prasowaniem -nie znoszę tego zajęcia, i nie mam na kim się mścić za tę przypadłość, taka ślepa furia właśnie, a Osobisty w pogniecionych prawie chadza... choć się staram jak mogę :>

    OdpowiedzUsuń
  57. Ha! Po primo - koszulę podarłaś słusznie. Po secundo - bardzo byłaś spokojna i opanowana, bo ja bym podarła wszystkie, no, może kilka. Po tertio - morał, żeby nie wiem jak cię facet wkurzył to i tak wyniknie z tego dla ciebie jakaś korzyść:)))Pozdrawiam walentynkowo:)

    OdpowiedzUsuń
  58. Elu - i słusznie postąpiłaś! A co do wyróżnień - dziękuję, ale w poprzednim oście i nie tylko napisałam, że wolę Wasze komentarze :-)


    Gunillo - mam to samo z rajstopami Ani... ;-DD

    Moniko - dziękuję :-))

    Iwonko - prasowanie to moja druga pięta Achillesowa!

    Kaprysiu - złoto z ust Twych normalnie spływa :-DD

    OdpowiedzUsuń
  59. No to widzę, że to nie tylko mój PrawieMąż taki zgadziały, a działa przypadłość gatunkowa samcza :/ i dobrze mu tak, kobiet się nie podpuszcza. Nigdy. A już tym bardziej nie na ukochane uzależnienie (spróbuj tylko stanąć między mną a marcepanem... równie bezpiecznie kąpać się w towarzystwie piranii VVVVVVVV)

    OdpowiedzUsuń
  60. ale przynajmniej ta ślepa furia przełamała Twoją traumę samochodową ;-)

    OdpowiedzUsuń
  61. O nie! To nie ślepa furia przełamała traumę.
    To było zupełnie co innego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  62. ojjjj...to ty faktycznie niespotykanie spokojny złowiek jesteś...hihihi...lubię do ciebie zagladać...zastanów sie nad pisaniem książek!!...ja juz zamawiam pierwszy egzemplaz....i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  63. takie paputki to marzenie.
    sliczne.

    OdpowiedzUsuń
  64. Ty to jakaś nawiedzona jesteś, ten Twój chłop to musi być oaza spokoju, normalnie dzieciątko Jesus. Za tę koszulę to ja osobiście bym spruł połowę twych rękodzieł. No dobra, nie połowę, ale przynajmniej jedno.. Co do szybkiego kursu nauki jazdy. To kolejny dowód, że Twój Facet jest idealny, wykorzystał Twój nałóg w dobrym celu.
    Konwersacja pomiędzy ATĄ, Dorotheą i Sylwią pierwsza klasa..... i kolejny przykład, że jesteście z nie z tego świata. Wyrywać na tą swoją Venus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te! Marsjanin! Co nas w kosmos ślesz?? Smutno by Ci tu bez nas było :-PP

      Usuń
  65. Zapewne powiadam Wam, że smutno by było....

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)