niedziela, 1 października 2017

Moje miejsce

Był sobie wpis, w którym wspomniałam, że coś uszyłam, ale czekam na części składowe cosia.
I pokażę tego "cosia" jak już będzie kompletny.
No i w końcu jest!
Jak wspomniałam w wyżej wymienionym poście, mam nową, cudowną maszynę marzeń.

Każdy, kto wejdzie w posiadanie nowego sprzętu - nieważne jakiego: miksera, odkurzacza, samochodu itp - musi, no MUSI spróbować jak też on działa.
Musi, bo się udusi.

Też musiałam. Wybór uszytka nie był zbyt trudny. Miał być spersonalizowany, czyli taki mój, najmojejszy :-D
Niekoniecznie duży. I niekoniecznie miałaby to być poducha numer pierdylionpińsetstodziewińset.

To teraz mały krok w przeszłość, żeby zrozumiała była dalsza część wpisu.
Otóż dawno temu zaanektowałam na wyłączność jedną z kanap w pokoju tzw. telewizyjnym. Dziergałam na niej hardangery, frywolitki i liczne włóczkowe wytwory drutowe. Później przyszywałam na niej lamówkę do patchworków.
Kanapa została nazwana "kanapą robótkową" i teoretycznie była moja. Tylko teoretycznie, bo często gęsto różne ludzie na niej siadały. A słysząc mój protest, mówiły te ludzie bezczelnie:
- Twoja? A podpisana?
No nie podpisana...

W ubiegłym roku, odmalowałam cały pokój, lekko go przemeblowałam.
Joanna (dziecię me starsze) wyszlifowało mi trzy skrzynki po jabłkach, ja je machnęłam lakierem bezbarwnym i ustawiłam w charakterze półek na książki i gazety patchworkowe. Chyba nie muszę dodawać, że szybko się zapełniły ;-D
Obok stanął fotel, zawisły najzwyklejsze paprotki i nagle okazało się, że właśnie TO jest moje miejsce na ziemi! Moje miejsce! Osobiste!
Nikt na nim szlachetnych czterech liter nigdy nie rozpłaszczył. Nawet koty włażą tylko wtedy, kiedy ja tam siedzę i łaskawie im pozwolę.
Po prostu MOJE święte miejsce!
Dla pewności jednak postanowiłam je oznakować.
Ot tak - na zasadzie strzeżonego pan Bóg strzeże...
W mojej ulubionej gazecie Patchwork Magazin 5/2017 znalazłam pomysł na idealną wizytówkę.
Miałam uszyć ją od razu, ale ciągle coś się innego działo i nie miałam za bardzo czasu (wakacje były, to normalne w moim przypadku).
Ale jak już weszłam w posiadanie mojej Miss Mercedes, to nie było bata!
Właśnie TO musiało być uszyte jako pierwsze na nowej maszynie!
Bo to nie tylko szycie takie normalne, ale również pikowanie z wolnej ręki, czyli lotem nawalonej pczoły.
Chociaż tym razem wspomniana pczoła leciała po konkretnych liniach, narysowanych wcześniej.
No i mam! Tak prezentuje się moje osobiste. prywatne, przytulne i ukochane miejsce na ziemi:

Widać wizytówkę? Trochę słabo...
No to zbliżenie:

Teraz już nikt nie ma wątpliwości, że siadanie na świętym fotelu grozi sssstrasznymi konsekwencjami :-D

Czemu tak długo nie mogłam pokazać mojego pierwszego tworu na nowej maszynie?
No bo czekałam na te szpuleczki :-)
Czyli na dopełnienie do guziczków: 

W całości wygląda to tak:
A w zbliżeniach ło tak:


Tak więc jeszcze raz powtórzę:
Quilter's place jest moim miejscem! 
Podpisanym, oznakowanym i uświęconym szyciem ręcznym oraz czytaniem :-D

Uprzedzam pytania o szpuleczki i o guziczki:
Link do guziczków: http://bit.ly/guziki_krawcowej

Link do szpuleczek: http://bit.ly/szpulki_drewniane

Większość zdjęć w tym wpisie jest autorstwa mojej córki Joanny.

24 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Zacnie i wyjątkowo przytulniasto :-)

      Usuń
  2. Piękna makatka wisi w Twoim przytulnym kąciku.
    Czekam na podobne guziki, długo czekam.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereniu - kiedyś przyjdą :-)

      Usuń
    2. No nie wiem, ostatnio rejestrowana przesyłka z Chin została wydana do doręczenia i przepadła. Poinformowano mnie, że nadawca ma reklamować. Pół świata przebyły i kilka ulic od celu przepadły. Nierejestrowane niedługo muszę zgłosić,bo już dwa miesiące mijają, koszmar....

      Usuń
    3. Wybacz, że mi się tak ulało.

      Usuń
    4. Tereniu - nie masz za co przepraszać :-) Wiem, jak wkurza czekanie na nierejestrowane przesyłki z alie. Marnym, ale zawsze, pocieszeniem jest to, że kasa nie przepada.

      Usuń
    5. Tylko, jak Ci swoja poczta zgubi przesyłkę rejestrowaną, to aż wstyd pisać do nadawcy.
      Czekam nadal ... Miłego dnia.

      Usuń
    6. Nie wstyd. Oni nie raz mieli takie przypadki. Więc możesz pisać spokojnie i zostaniesz posądzona o naciągactwo :)

      Usuń
  3. To najważniejsze - znaleźć swoje miejsce na Ziemi:)))Ty znalazłaś - gratuluję tak pięknego i przytulnego:))
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu - długo to trwało, ale w końcu je mam :-) Warto było poczekać :-)

      Usuń
  4. ślicznie! Ja bym się jednak nie upierała przy angielskim :), ale za to masz światowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - po polsku brzmiałoby dziwnie: miejsce patchworkary? quilterki? Jednak w tym przypadku quilter's place jest takie w sam raz. Chociaż nie ukrywam, że też unikam niepolskiego nazewnictwa :-)

      Usuń
    2. Jak zwał, tak zwał, super jest i Twoje :-D

      Usuń
    3. Lilka - oj tak! Moje, najmojejsze :-D

      Usuń
  5. Aż się chce szyć! Chyba też sobie fotel "podpiszę". Przedłużacz do maszyny podpisał mi mąż :)
    A co do języków obcych ja proponuję rosyjski: Место для лоскутного шитья. Transkrypcja dla młodszych pokoleń: Miesta dla łaskutnawa szytia. No i co, źle brzmi? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gocha - pięknie, ale też jakby trochę długo :-D
      A jak podpisał przedłużacz Twój mąż? Zaintrygowałaś mnie :-D

      Usuń
  6. Maszyna wykorzystana perfekcyjnie. Mnie podobają się te "półki"- tak niewiele potrzeba, by było lepiej niż z "Ikei". Życzę więcej tak oryginalnych pomysłów na oznaczenie swego miejsca na ziemi. Ukłony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwona - dziękuję bardzo! W IKEA kupiłam kiedyś stół dla młodej młodszej na jej potrzeby robótkowe, bo biurko było za małe na te wszystkie koraliki, wire wrappingi, sutasze itp :-D
      Innych mebli z tego sklepu nie toleruję. A krzynki sprawdzają się u nas w różnych konfiguracjach - starsza córka zrobiła sobie z nich między innymi ogromnie klimatyczną szafkę nocną :-)

      Usuń
  7. Bardzo dopracowane i rzeczywiście, bardzo osobiste. Podziwiam :)
    A koty wiedzą, że tam nie wolno?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko - nie wiem skąd, ale wiedzą! Szacun pełnymi paszczami. Jedynie jak ich pańcia tam zasiada, to się pojawiają, włażą na fotel, ale na wszelki wypadek mają wielkie znaki zapytania w oczyskach :-D
      Pozwalam im, rzecz jasna :-D

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Ewa - co "czy działa"? Miejsce? Czasem działa :-D Jak mam czas, albo jak wszywam lamówkę ;-)

      Usuń
  9. hm, sądziłam, że będzie to coś w rodzaju serwetki na boki kanapy (pod łokcie)z podpisem czyje to miejsce, ale zawieszka jest strzałem w 10

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)