sobota, 5 marca 2011

Zarażona...

Dnia pięknego, acz mroźnego rzecz się zaczyna...
Telefon zadzwonił. No nic nadzwyczajnego. Po to jest jakby ;-)
A po drugiej stronie moja szalona i niezrównana w swych pomysłach Sylwia bez zbędnych wstępów oznajmiła mi, że jest NORMALNIE CHORA! I to nieuleczalnie!
Na paverpola...
W czym rzecz wiedziałam, bo o paverpolu pisała i swoje zapierające dech w piersiach cuda pokazywała już Ataboh na blogu.
Figury tak zwiewne, że aż nierealne... Same zobaczcie! I wszelkie pytania kierujcie do niej, bo to Beata jest mistrzynią. Ja jestem tylko początkującym uczniakiem.

No i wracając do mojej zarażonej Sylwii.
Ku mojemu przerażeniu usłyszałam:
-Musimy się tego nauczyć!!
-Nooo... Co ty??? Rzeźby ogrodowe będziemy trzaskać?? Ja się na to nie piszę! Mowy nie ma! Ja mam astygmatyzm i perspektywy nie chwytam i nie ogarniam!
-Oj zaraz tam rzeźby! BIŻUTERIĘ!!!
-Aaaaa... Oooo! Nooooo!!! Dobra! Czemu nie!

I tak oto zostałam wciągnięta w kolejne szaleństwo.
I wcale nie mówię, że stawiałam stanowczy opór.
Rzekłabym, że wręcz przeciwnie ;-)
Często gęsto molestowałam Sylwię pytaniami typu:
-No to kiedy Beata w końcu przyjedzie??
-Nie wiem! Jak będę wiedzieć, to ci dam znać!

No i w końcu ku mojej radości nadszedł TEN DZIEŃ!!

Rzecz się działa wczoraj w gościnnym domu Sylwii.

Po przyjeździe wpadłam od razu w ramiona Beaty, nie bacząc na to, że ramiona owe zajął już wcześniej najmłodszy w rodzinie Sylwii, Szymon ;-)
No a później...
A później to musiałyśmy ze strojów bardziej takich "między ludzi" przedzierzgnąć się w stroje ochronne.
Ania bez większych oporów zanurzyła małe łapki w paverpolu i cichutko jak myszka działała sobie skromniutko w tatulowej koszulinie ;-)


...pod okiem naszej niezrównanej i cierpliwej nauczycielki Ataboh


Dziecina zrobiła takie ło maleństwa:

Obiecała, że będzie mi pożyczać zawieszkę ;-)
Pozostałe dwa maleństwa będą broszkami.


Pełna zadowolenia przyklapnęła na kanapie i podziwiała swoje dzieło:




Ja też na początek dziobnęłam malutkie takie tam broszeczki:

Są twarde jak głaz i spokojnie mogą służyć do wybijania zębów wrogom ;-)


Poprawiła je oczywiście nasza Beatka:
Czy widzicie ten piękny wisior na jej szyi? To też poverpol!



Potem stwierdziłam, że czas na większą formę wyrazu możliwości paverpola i capnęłam serwetkę zakupioną w ciucholandzie.
Utytłałam ją jak należy i nałożyłam na formę z odwróconej michy


Później dopieszczałam i głaskałam pełna zadowolenia:

Ostateczną formę miska vel serwetka nabrała dzięki zgrabnym i zdolnym dłoniom mojej dzielnej fotoreporterki Joanny:

Ja bym nie miała tyle cierpliwości do wywijania brzeżków z taką precyzją!





Następnie suszenie, suszenie i suszenie:

W normalnych warunkach miseczka schła by sobie sama, ale przecież musiała wrócić z nami do domu. A klejąc się nie bardzo się nadawała do wstawienia do samochodu ;-)

Tak wygląda miseczka dziś:

Jeszcze nie ma tej idealnej paverpolowej twardości, ale z każdą godziną jest co raz bliżej ;-)

A co w tym czasie robiła główna sprawczyni tego spotkania, czyli Sylwia?
Oczywiście też działała!


Poza drobiazgami, które możecie zobaczyć na jej blogu, również i ona rzuciła się na serwetkę.
No nie na moją! Swoją miała ;-)


A później z równym mojemu upodobaniem głaskała swoją własną miskę, owiniętą serwetką ;-)

I oto efekt pieszczot na półmetku:

Jak wygląda gotowa miseczka, też zobaczycie na blogu u Sylwii

Ale za to potem...
A potem to ja siedziałam i się gapiłam (nie bezmyślnie!!)
Bo oto nieustraszona w działaniach robótkowych wspomniana nie raz jeden już dziś pani S. zabrała się za...
No za co???
No oczywiście! Za rzeźbę!!
Zwróćcie proszę uwagę na pełną skupienia minę artystki. I jeszcze jedna mała uwaga: w tym momencie Sylwia NIC nie mówiła!! :-DDD




No do czasu!
Bo jako osoba wieloczynnościowa robiąc szkielet Tanecznicy prowadziła równolegle rozmowy telefoniczne na wysokim szczeblu ;-)


Jak wspomniałam - w tym czasie ja już nic nie robiłam poza pożeraniem wzrokiem czynności twórczych koleżanki Sylwki
I zostałam przyłapana na podglądactwie przez Rabarbarę


Ale nie byłam odosobniona w niemym podziwianiu wyczynów kreatywnej Kobiety:
Jej osobiste dzieci też wpadły w podziw dla własnej mamy i tego, że całkiem duże, żeby nie powiedzieć bardzo dorosłe panie też lubią się paćkać. Jak dzieci ;-)

Krótko potem pojechałyśmy do domu, a kobitki dalej działały przy Tanecznicy.
Jaka wyszła?
A to już Sylwia pokazała!
Uważajcie na szczęki, bo ja do tej pory szukam kawałków uzębienia pod biurkiem ;-)

Dziewczyny! Dziękuję Wam za cudowne popołudnie!

Sylwii dziękuję za gościnę, za zarażenie mnie nowym bzikiem i za niezrównany zapał do pokonywania kolejnych wyzwań.
Teraz już wiem, że nawet ja mogę spróbować się pokusić o machnięcie "architektury ogrodowe" ;-)
Beatce dziękuję za kurs, za cierpliwość i poświęcony nam czas.
Mam nadzieję, że zobaczymy się ponownie wcześniej, niż za kolejne 4 lata ;-)
I ostrzegam solennie: będę częstym gościem na twoim poverpolowym poletku blogowym i będę Cię zasypywać gradem pytań, bo jak znam życie i siebie nie będzie ich mało ;-)

Podziękowania należą się również wspomnianej już Asi.
Gdyby nie ona, nie byłoby tego fotoreportażu.
I jak to zwykle bywa - szewc bez butów chodzi, tak i ona nie miała żadnego zdjęcia, nie licząc tego z dłońmi.
Więc żeby nie było!
Oto ona: paparazzi w niepełnym jeszcze rynsztunku bojowym, przed wyruszeniem na imprezę Ostatkową

43 komentarze:

  1. weź jaka ja tu nieumalowana i nieuczesana no!

    OdpowiedzUsuń
  2. No weź! Taka normalna, no!

    OdpowiedzUsuń
  3. No weźcie obie ;)))
    Fajne są takie "groniaste" popołudnia robótkowe:))) Zaraz zaglądam do Sylwii, bom niezmiernie ciekawa Tanecznicy:)))
    Pozdrawiam CAŁE grono Robótkowych Babeczek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj działo się, działo. Tylko czemu Aś się leni i nie może posiedzieć w PhotoShopie troszkę obrobić co poniektóre jednostki ? Nadmieniam, że ja również byłam w odzieży roboczej ;-D A Ty się Ata trzymaj, bo znów niedługo coś wymyślę, a Ataboh obiecała ponowną wizytę niedługo :-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nikonowa - no weź weź kobito!!!! Jak se dożyjesz mego wieku to sobie fasadę maluj do woli jak tynk pozłazi. A teraz raduj ócz rzesze piękną naturalną buzią. Bo Ty Nikonowa ładna bestyjeczka, mniemam, że po Mamie jesteś.

    Ata - czy jest coś czego nie umiesz????

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy ten produkt, popróbowałoby się cóś usztywnić;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Iwonko - zaglądaj, bo warto! I nie tylko dziś ;-)

    Sylwuś - Aś padnięta była. W Photoshopie będzie działać! Spoko!
    I wcale się nie boję twoich nowych pomysłów. Wręcz przeciwnie! Już na nie czekam! Tak jak i na ponowny przyjazd Beatki :-))

    Janeczko - dziękuję! Ale Ty też masz fajne spotkania blogowe :-)

    Basiu - jakby Ci to powiedzieć... CÓŚ lepiej nie, bo paverpol zastyga na kamień! Zero giętkości ;-D Się nie nadaje... To już lepszy latex chociaż dość długo zasycha ;-D

    OdpowiedzUsuń
  8. Aniu! Sorry! Ominęłam Twój komentarz! Ale to nie z powodu FOCHA ;-D
    Jest coś czego nie umiem - nie umiem włożyć spodni przez głowę, polizać własnego łokcia i trzasnąć drzwiami obrotowymi (chociaż ta sztuka udała się mojej Asi). A z robótek to nie umiem koronki klockowej i się nie naumiem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aleście lasencje poszalały - no no..:)
    Oświadczam, że się zarazić nie dam, albowiem rąk i dób by mię zabrakło:)
    Aczkolwiek tanecznica Sylwki o szczękopad mię przyprawiła doszczętny.
    No i se wreszcie do imentu pooglądałam i Sylwkę, i Atę - co moje to moje:D:D:D
    Ciapkanie się w ciapach przeróżnych jest fascynujące. Nadrabianie niespełnionego dzieciństwa - jak nic!:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja się czuję zarażona a nawet wręcz chora... JA TEŻ TAK CHCĘ! Ależ czarodziejski pover odkryłyście.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. o matucho jakie zdolniachy , muuuuszę to mieć :D się chyba zarażę, jak sie dowiem skąd to wziąć...idę czytać...i podziwiać dalej

    OdpowiedzUsuń
  13. Dorotko! A myślisz, że nasza doba to jakowaś inna?? Takaż sama! Zarażaj się! Logistykę dopracujesz i dasz radę! I jak ten ogląd wypadł?? Dajesz radę? Nie zaczęłaś się jąkać??
    A ciapkanie to nie efekt niespełnionego dzieciństwa - ja się paćkałam błotkiem. Cieplutkim, bo czarnomorskim jak coś ;-))

    Iwonko - tę chorobę da się wyleczyć ... Całkiem zwyczajnie - packając się paverpolem. Tyle, że wtedy jesteś już NIEULECZALNIE CHORA i UZALEŻNIONA! ;-DD

    By_giraffe - zarażaj się - u Beaty dowiesz się dużo więcej :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Idę zwiedzać polecone blogi, bo fajnie to wszystko napisałaś, że aż mi się też chce ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. O matulu!
    Niedługo zacznę się bać wchodzić na Twój blog... Jajami z wcześniejszego postu mnie zaraziłaś a teraz widzę, że inną zarazę rozsiewasz...
    Efekty obłędne!

    OdpowiedzUsuń
  16. Na szczęście nie jestem zainteresowana Waszą nową manią, na szczęście nie mam czasu, ani minutki w tym tygodniu, a potem może uda mi się zapomnieć....może....

    OdpowiedzUsuń
  17. Krzysiu - u mnie się zarzekasz, tutaj tak samo - spytaj Aty, ja mam taki mały stolik w salonie, bardzo niski i niezbyt wygodnie się spod niego odszczekuje takie różne nieopatrznie rzucone deklaracje :-D

    OdpowiedzUsuń
  18. poczułam się zarażona :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kasica - i oto chodzi :-))

    Agajaw - to prawda! Zabawa była super!

    KasiaS - mów mi WIRUS ;-DD

    Krzysiu - spokojna Twoja głowa! Cyklicznie będziemy Ci obie z Sylwią przypominać ;-)
    Sylwia ma rację - ten stolik jest wyjątkowo niski i słabo się pod niego wpełza... Dlatego ja już na wszelki wypadek pokornie poddaję się licznym pomysłom Sylwii. Bez szemrania o braku czasu i takich tam ;-))

    Tuome - i pewnie wcale Ci z tym nie jest źle? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. A to bardzo zaraźliwe? Bo ja się boję :D
    Cudo, a to zdjęcie z tą piękną młodą kobietą i niemowlęciem..... boskie

    OdpowiedzUsuń
  21. Cuda robiłyście, no same cuda :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ogląd ok, jąkać się nie zaczęłam, przestaję wreszcie wizualizować, tylko już wiem, kto zacz i jak mu z oczu patrzy:D:D:D
    Pochylone nad robotą i zaaferowane działaniem wyglądacie niczym małe dziewczynki w piaskownicy - a roboczej odzieży Sywlki nawet nie zauważyłam:D

    OdpowiedzUsuń
  23. No, takie zarażenie to ja rozumiem :)). Fajną zabawę miałyście. Muszę poczytać o tym paverpolu, bo wygląda to bardzo ciekawie :).

    OdpowiedzUsuń
  24. WOW! Miałam przeczucie , że takie coś jak poverpol ktoś już musiał wynaleźć :) Bo właśnie tego mi brakowało.
    Podziwiam wasze dzieła i zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  25. Magda - zaraźliwe jak licho!! I się rozprzestrzenia ;-)
    Dziękuję w imieniu mojej Asi (autorki zdjęcia) i Sylwii (mamy obu jej pociech uwiecznionych na fotce) :-))

    Mięta - do cudów to jeszcze daleka droga, ale pierwsze koty za płoty ;-))

    Dorotko - bo i tak właśnie się czułyśmy - dziewczynki zaaferowane zabawą w dom ;-DD

    Frasiu - czytaj i bierz się do dzieła! Jak Cię znam to stworzysz dzieła sztuki :-))

    Rybka - to jak już wiesz, że jest, to działaj ;-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Fajnie się bawiłyście dziewczyny :) zarażona to może jeszcze nie jestem, ale zaintrygowana poverpolem na pewno :D

    OdpowiedzUsuń
  27. O kurcze blade ,jeszcze nie widziałam takiej mazi coby zastygała na kamień.Strasznie to fajne.Juz sie rozgladam co by tu usztywnić.

    OdpowiedzUsuń
  28. zapraszam na Candy :)

    http://szycie-toslawy.blogspot.com/2011/03/c-n-d-y.html

    OdpowiedzUsuń
  29. Bean - zabawa była super! A od zaintrygowania to już krótka droga do zarażenia ;-)

    Agnieszko - wszystko tym można usztywnić! Oby tylko naturalne było ;-)

    OdpowiedzUsuń
  30. No coż, przyznaję się bez bicia, to ja sprawczynią zarazy jestem ;-))))
    Sama jak to zobaczyłam wpadłam potwornie, i nie puszcza taka to zaraza.
    Ato, Sylwko, dziękuję za super spotkanie!!! No i mam nadzieję, że nie ostatnie.

    OdpowiedzUsuń
  31. Acha... zdrowa byłam, jakiem tu przyszła. A teraz juz mam pierwsze symptomy...
    gdzie to cudo się zdobywa?

    A takie spotkanko to już w ogóle przednia zabawa i naturalny dopalacz :) Też bym tak grupowo tytłać się chciała :)

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ataboh - na pewno nie ostatnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  33. calkiem fajne poczatki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. No dobra Wirusie jeden, a właściwie Wirusy cztery, bo uczestniczki tej zabawy też liczę, ja sobie wypraszam zarażanie mnie czymkolwiek w najbliższym czasie. Proszę uprzejmie wstrzymać się z rozprzestrzenianiem choroby przynajmniej do maja. Bo ja muszę spać. Niestety :(.
    Wytwory cudne, chętnie bym się tak popaćkała.
    Tylko potrzebuje instrukcji co to jest, w sensie czym się to tak paćka.

    OdpowiedzUsuń
  35. Beatko - nie ma cudów! Na pewno nie ostatnie! Zresztą już wiesz ;-)

    Ushii - pytaj Ataboh - to ona jest sprawczynią całego zamieszania i ona wie gdzie się to zdobywa :-)

    Sylwia - prawdę mówisz!!

    Jolu - dziękuję :-)

    Irenko - nie będę się wstrzymywać! Mowy nie ma! Bo zapomnę, czego się naumiałam :-DD
    Paćkasz paverpolem czyli tą czarodziejską masą :-) A szczegóły i tajnik techniczne, to już zna Beata Ataboh :-))

    OdpowiedzUsuń
  36. Ki pieron ten paverpol ? :) Zaraz polecę poczytać. Kurcze, czego to ludzie nie wymyślą :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Klaudia - czytaj i daj się zarazić :-)

    OdpowiedzUsuń
  38. Właśnie podziwiałam to co można zrobić za pomocą tego paverpola. Zachwyciły mnie miseczki serwetkowe,białe byłyby idealne na pieczywo np. na komunijnym stole (bo ja akurat na tym etapie) :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Zwiedzałam dziś kilka ciucholandów. Serwetek na lekarstwo! Kupiłam to i owo, ale nie to co chciałam!! Wrrr! Jutro ciąg dalszy poszukiwań :-D

    OdpowiedzUsuń
  40. Ata jakie cuda. Ja nie mogę super spotkanie. Czytam patrze może i ja się zararze. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  41. Jakie twórcze spotkanie! Zazdraszczam. Chwal się kolejnymi cudeńkami.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)