wtorek, 21 maja 2013

Czyjś NN...


To było wczoraj rano.
Odwiozłam Anię do szkoły. Wracając muszę wyjeżdżając z bocznej ulicy "wpasować się",  na bardzo ruchliwą o tej porze, główną drogę.
Przeczekałam niekończący się sznur samochodów, aż w końcu zrobiła się "dziura" i mogłam ruszyć w swoją stronę.
Mogłam i ruszyłam, ale nie ujechałam dalej niż 3 m.
Przy samym krawężniku zobaczyłam skulonego kotka. Ktoś go potrącił samochodem i tak zostawił...

- O rany! Maluchu! - łypnęłam szybko we wsteczne, czy mi nikt nie zrobi sobie z kufra garażu, jak się nagle zatrzymam. Ale "dziura" dalej trwała, więc włączyłam  awaryjne i podeszłam ostrożnie do beżowego kłębuszka. Nie leciałam do niego na złamanie karku, bo bałam się, że się może przestraszyć i ruszy prosto pod koła na przeciwległym pasie.
Ale kocio nie reagował. Kucnęłam przy nim i kiedy już wyciągałam po niego ręce, usłyszałam wściekłe trąbienie.
Otóż jakiemuś nerwowemu osobnikowi nie spodobała się moja akcja ratunkowa i chyba chciał mnie przepłoszyć z tej jezdni...
Nie udało mu się.
Za to udało mu się zobaczyć mój środkowy palec...

Olałam kretyna, podniosłam kocinę i zaniosłam do samochodu. Nie wożę przy sobie kociego transportera, więc ułożyłam obojętnego na otoczenie brzdąca na podłodze - bałam się, że z siedzenia mógłby mi spaść i
jeszcze bardziej się poturbować.
Kotek nie miał wprawdzie widocznych obrażeń zewnętrznych, ale przecież nie wiedziałam co uderzenie samochodu zrobiło z jego organami wewnętrznymi. Miał tylko zaciśnięte oczka.
Poza tym - cały czas skręcało go w lewo.
Tak jak to widać na zdjęciu:


Zadzwoniłam do mojego weterynarza i zawiozłam znalezisko
Kotek został dokładnie przebadany i obejrzany.
- Nie ma niestety żadnych złamań - Powiedział wet - Mówię niestety, bo dla niego tak byłoby lepiej... Ma bardzo poważne obrażenia głowy. Uderzenie samochodu było na tyle słabe, że nie zginął  na miejscu, ale na tyle mocne, że jego stan jest krytyczny. Ma całkowite porażenie lewej strony ciała - stąd ten spastyczny skurcz, na który zwróciła pani uwagę. Wytworzył mu się krwiak podtwardówkowy... Nastąpiło porażenie centralnego układu nerwowego.
- I? Co robimy?
- Rokowania są praktycznie żadne, ale możemy spróbować. Bo nigdy do końca nie można być pewnym. Nawodnimy go, będę mu podawał lek na zahamowanie tworzenia się krwiaka. Wprowadzę go w stan lekkiej śpiączki farmakologicznej i zaczekamy... No chyba, że zadecyduje pani inaczej...
- No i po co pan pyta? Przecież pan wie i mnie zna nie od dziś.

Kocio leżał sobie pod kroplówką, a ja zadałam dr pytanie:
- Niech mi pan powie: jak to jest? Przecież nawet jak kamień puknie w karoserię to jest taki dźwięk, jakby samochód się rozpadał. To co? Jak kot głową blachę zaliczył, to ten palant za kierownicą głuchy był? Dlaczego bydle nie wysiadło i nie zabrało biedaka??
- Haha - wie pani - zatrzymać się, wysiąść i co dalej? To jest decyzja, która pociąga za sobą konsekwencje. Więc bezpieczniej udawać, że to był tylko kamień.
- Jasssne! Poza tym zapewne tam się pojawił nagle wielki, czerwony napis: "Człowieku - jedź spokojnie dalej - G...ska zaraz tu będzie i uratuje sierciucha! " Ja rozumiem, że wypadki się zdarzają  i to naprawdę tragiczne, ale i tak nie zrozumiem takiej obojętności "bo to tylko zwierzę".
I tak sobie narzekając, rozmawiając tak ogólnie i na zmianę głaszcząc kotka spędziliśmy ponad godzinę...
Co z kociakiem w tym czasie się działo?
Nic dobrego...
Skurcz spastyczny spowodował, że łepetynka kotka była już z całej siły przyciągnięta do lewego boczku. Żadnej poprawy - nawet ciut.
Sprawdzaliśmy czy maluch nie jest zaczipowany, bo jakby nie było to kot rasowy, więc...
Niestety - chipa nie miał.
Weterynarz określił wiek kotka na 5-6 miesięcy - czyli całe kocie życie przed nim...

Po ponad godzinie, kotek powędrował do szpitalika dla zwierząt, a ja pojechałam do domu.
Miałam wrócić wieczorem i mieliśmy zastanowić się co dalej.

Wieczorem było bez zmian - ani na lepsze, ani na szczęście na gorsze.
Więc kolejna szansa dla malucha.

Rano - tak samo jak wieczorem.
A w zasadzie ciut gorzej - teraz  już obie przednie łapki objął skurcz spastyczny.
- A jak przeżyje, to co będzie?
- Prawdopodobnie może cierpieć na padaczkę, mieć niedowład lub całkowity paraliż tylnych lub przednich kończyn.
- Żaden komfort życia?
- Tak.
- I ciągle o to życie walczy...
- Walczy... To co? Może poczekajmy do południa - żal mi go - Powiedział weterynarz.
- Do południa? OK! To o której mam przyjechac?
- Nooo - tak o 18 :-D

Tak więc dziś południe wypadło ciut później ;-)

Niestety... Jest źle. Bardzo źle...

Daliśmy kłębuszkowi ostatnią szansę - do dziś. Do 22.

Jutro mam  zadzwonić...

Już nie będę musiała jechać do czyjegoś NN...

53 komentarze:

  1. Dziękuję z całego serca, że mu pomogłaś, choć to nie mój kot...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelino - nie masz za co dziękować - to wg mnie normalne zachowanie.

      Usuń
  2. Biedactwo... i maluch i Ty... jestem z Tobą. Pamiętaj, że to małe kocie życie dostało przynajmniej na sam koniec głaskanie, serce i pomoc. Aż moje koty chcę przygarnąć wszystkie i zapewnić, że nikt nigdy z nimi na "kamień" nie trafi... zabiłabym na miejscu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ashritt - strasznie żałuję, że to kocie życie nie będzie dalej trwać... :-(

      Usuń
    2. Z newsa na dole może wynikać, że jednak będzie ;-) Trzymam kciuki!!!

      Usuń
  3. Biedny maluch :-(

    Tak już jest, kłopot ze zwierzakiem. jak mój pies wpadł pod samochód, to podobno części poleciały, ale kierowca twardy był. A ja bym mu za szkody zapłaciła byleby tylko mojego kundla zwiózł do lekarza. Nie zawiózł, kundlisko przeżyło, ma się dobrze, pyskate strasznie się zrobiło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liluś - cieszę się, że psisko przeżyło i ma dużo do powiedzenia :-D Miał fart!!

      Usuń
  4. Coraz bardziej mnie przeraża ludzka obojętność, głupota i bezduszność. Dobrze, że kotek trafił na Ciebie. Ogromnie mi go żal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewka - bezduszność i obojętność jest straszna. I bezlitosna...

      Usuń
  5. Ja z takiej akcji mam kota do dziś, twardy jest, tylko na mnie tir trąbił, trzymam kciuki za twojego futrzaka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno - dziękuję! I też ciągle wierzę. Jak i weterynarz...

      Usuń
  6. Kociak jest piękny!!! Trzymam za Was kciuki i dziękuję, bardzo Ci dziękuję za reakcję!! Straciłam w ten sposób już trzy koty i psa. Dlatego teraz z moich oczu płyną łzy. Mam nadzieję, że kociak wyżyje, a jeśli nie to cieszę się, że na resztę życia dostał miłość!!!
    Pozdrawiam znad zmokniętej klawiatury!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieto blogująca - nie dziękuj mi! Bo tak niewiele mogę zrobić dla tego maluszka...
      Bezsilność jest straszna...

      Usuń
  7. Smutne - trzymam kciuki wierząc, że może zdarzy się cud.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwka - tylko cud może go uratować! I o tym, że cuda się zdarzają rozmawialiśmy dziś z moim weterynarzem. I jeszcze wierzę...

      Usuń
    2. Czekam na wieści, bo jakoś tak mi ten bidul ze zdjęcia zapadł w serce. Oby się udało.

      Usuń
  8. Jak dobrze, że jeszcze na tym świecie są ludzie tacy jak Ty. Wrażliwi na krzywdę zwierząt, a z drugiej strony co za bezduszna "gadzina" tak potraktować kociaka. Trzymam łapki za maluszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu - takich jak ja na pewno jest dużo! W to trzeba wierzyć, bo wiara góry przenosi :-)

      Usuń
  9. Dobre serce masz kobieto, kotek walczy, mam nadzieję,że to dobry prognostyk.

    OdpowiedzUsuń
  10. Krzysiu - tego się z wetem trzymamy od wczoraj, od ósmej rano... Ma niesamowitą wolę przeżycia! Twardy jest! Tylko, że jego mózg tego nie przyswaja...

    OdpowiedzUsuń
  11. Oby stał się cud i kocio wyzdrowiał.
    Uwielbiam koty i tak mi go szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bożenna - jeszcze godzina do ewentualnego spełnienia cudu...

      Usuń
  12. piękne kocię...
    mam nadzieję, że wyjdzie z tego....
    KonKata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - patrzę na zegar - 5 minut...

      Usuń
  13. Trzymam kciuki! Czas sie kończy, ale może...

    Ja z powodu obawy przed autami swoje koty wypuszczam tylko do woliery. Wcześniej jeden niestety nie przeżył takiego własnie wypadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rybko - dobrze robisz! Właściciele tego kocurka chyba za bardzo liczyli na Opatrzność..

      Usuń
  14. Szkoda kociny, ale jeśli ma tak mało przezornych właścicieli to może lepiej, że był z nimi tak krótko.Dlaczego nikt nie może pojąć, ze posiadanie zwierzęcia to naprawdę duża odpowiedzialność? Skąd biedny kot mógł wiedzieć,że pałętanie się po ruchliwej jezdni jest niebezpieczne? To przecież jego właściciele powinni zadbać, by nie wyszedł na tak niebezpieczny spacer. Żal mi tego kota, ale z drugiej strony wątpię, by życie z niedowładem łapek i padaczką było dla niego najszczęśliwszym rozwiązaniem.
    Trzymaj się, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - masz rację. O tym też dziś rozmawialiśmy z weterynarzem. Jakie go zycie czeka, jeśli przeżyje. Czy warto skazywać go na ciągłe branie leków i stuprocentowe uzależnienie od człowieka? Kot to samodzielny stwór - chodzi własnymi drogami...

      Usuń
  15. O jej, jaka smutna historia... Dziękuję, Ata, że go zabrałaś z ulicy...

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak dobrze,że biedactwo trafiło na Ciebie.Dziękuję z całego serca.
    Ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
  17. Piotr Pocztarek21 maja 2013 22:51

    Ja tylko proszę aby pamiętać o jednym: nawet jeśli historia kotka będzie musiała się zakończyć (tfu! tfu!), to i tak zostały mu dane spokojne ostatnie chwile. Środki przeciwbólowe, relanium, obecność życzliwych ludzi i ciepłe miejsce to wyjątkowa alternatywa do samotnego zwijania się z bólu na poboczu drogi. Do końca zachowam pełną nadzieję, ale jeśli nie zdarzy się duży cud, trzeba ze spokojem serca patrzeć na ten mały, który miał miejsce wczoraj.

    OdpowiedzUsuń
  18. kiedyś bardzo chciałam być weterynarzem, ale takie właśnie historie uświadamiają mi, że ryczałabym nad losem każdego zwierzaka potraktowanego w taki sposób ;( aż poszłam się do swojego futrzaka poprzytulać, by mnie pocieszył swoim ciepłym "mrrr mrrr" :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo smutno się zrobiło że tak młode kocie życie zostało potraktowane przez innych sk.....li. Dobrze że trafił przynajmniej na końcu do dobrych ludzi, dziękuję za to.

    OdpowiedzUsuń
  20. Smutne ale i pocieszające zarazem, że jeszcze są ludzi, którzy okazują serce. Pozdrawiam i trzymam kciuki za Kłębuszka.

    OdpowiedzUsuń
  21. No i poryczałam się na końcu! Dobra z Ciebie samarytanka!!!!!!!Trzymam kciuki za koteczka!

    OdpowiedzUsuń
  22. Witaj,
    jestes bbbbbbbbbbbbbbbbardzo dobra osoba, pomagasz zwierzatkom, to przykre jest XXI wiek a ludzie nie opiekuja sie swymi bracmi mniejszymi - zwierzetami, smutna historia, pozdrawiam Cie serdecznie i zycze maluchowi ZDROWIA.
    pozdrawiam cieplutko,
    ania

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja też mam łzy w oczach... Biedny kociak. Od razu widzę te wszystkie rozjechane futerka na drogach i ulicach...
    Dlatego mój Kot wychodzi tylko na smyczy, mimo że okolica raczej spokojna.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  24. Chyba był wczoraj zły Koci dzień....Moja kicia weszła wczoraj na posesję sąsiadów , wprost w paszcze trzech psów....dobrze ,ze sąsiadka się zorientowała co się dzieje , mała wyglądała bardzo żle , ale żyje .Weterynarz ją obejrzał , zeszył ranę , teraz jest słabiutka , śpi .Ale będzie dobrze .Tak myślę.
    Dobrze ,że Ty stanęłaś na drodze tego kociaka , lub On na Twojej ...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo smutno mi się zrobiło. Atuś, Ty zrobiłaś wszystko, co tylko mogłaś dla tego maluszka.

    OdpowiedzUsuń
  26. Atko!!! no i co???? jak z kotkiem kochana?????

    OdpowiedzUsuń
  27. Kochana jesteś !!Szkoda kociaka :(
    Masz wielkie serducho i po raz kolejny to udowodniłaś :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo mokry post i słony...
    A jak Kłębuszek?

    OdpowiedzUsuń
  29. Piotr Pocztarek22 maja 2013 16:03

    Pani Gospodarz nie ma jeszcze, to ja zrobię spoiler, na wypadek gdyby ktoś nie mógł wytrzymać (osobiście za cholerę nie mogłem).

    Kot żyje, chodzi sam, nawet żreć zaczął jak człowiek, tfu, jak futrzak. Pani Monika zalicza właśnie + 4589324159 punktów do karmy. Tej losowej i pewnie tej kociej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze - wybaczam spoiler! I wcale Ci się nie dziwię :-)))

      Usuń
    2. Dzięki, dobry człowieku, za wieści!
      Dzięki Ci, Ato, za dobre serce!

      Usuń
  30. O matko... Co za wieść na koniec dnia :)))
    Ryczę, ale przynajmniej z radości :)
    Atko - szacun, już Cię lubię, choć nie znam :)))
    Pozdrowienia od moich pięciu futer :)

    Aragonte

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aragonte - dziękuję! I wygłaszcz ode mnie te pięć kocich piękności ode mnie i moich dwóch sierściarzy :-))

      Usuń
  31. Po naszej rozmowie myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy, ale ta historia to tylko Tobie mogła się przytrafić.
    Nic bez powodu się nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kankanko - bo ja jestem taki generator dziwnych sytuacji ;-))
      Nic bez powodu się nie dzieje. tak, tak - to też ustaliłyśmy w trakcie telekonferencji ;-))

      Usuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)