czwartek, 4 lipca 2013

Obserwacje z placu zabaw...

Dzisiejsze godziny wczesno południowe spędziłam w charakterze baby sitter.
Z ulubioną Alicją, czyli córką mojej sis.

Człek ma wykształcenie jakby nie było, pedagogiczne, własne dzieci cokolwiek odchowane i wychowane (raczej przyzwoicie), więc siostra bez obaw powierzyła mi swoje małe szczęście pod kuratelę ;-)
Z pewnych powodów, tym razem opieka odbywała się nie "u mię" w domu, tylko w blokowisku.
Plac zabaw między mrówkowcami urządzony jest całkiem, całkiem.
I do tego w gęstym cieniu.
Więc Alicja szalała, a ja sobie nic nie robiłam, tylko od czasu do czasu serwowałam wodę, poprawiałam kapelusik i zazdrościłam małolacie możliwości wspinaczek, zjeżdżanek i bujanek :-D

Początkowo byłyśmy same, ale dość szybko dobił do nas Karolek z babcią. A po pewnym czasie przyszła jeszcze ciocia Karolka - w wieku mniej więcej babci.
Jak się później dowiedziałam - ciocia była młodszą siostrą babci.
Obie panie zakochane w Karolku po uszy :-D
I chyba im się nie dziwię - uroczy chłopaczek, z buzią amorka i błękitnym spojrzeniem rozpuszczającym najtwardszy lód!

Jak się dowiedziałam - niejadek i do tego chorowity: w tym roku maluch (2 lata 8 miesięcy) zaliczył juz zapalenie płuc, dwa zapalenia oskrzeli, a z nosa ciągle mu się leje.
Dziś jakoś mu się nie lało ;-)

Obie panie najbardziej przejmowały się niejedzeniem Karolka. Podobno wczoraj, po raz pierwszy zjadł bez protestów i cyrków zupkę ogórkową.
Jak wygląda karmienie Karolka: bieganie po mieszkaniu, namawianie pod stołem, dawanie portfela z kartami kredytowymi, komputer, telewizor, komórki... Czyli największa głupota pod słońcem - ZAGADYWANIE!

Uhhh!
Nieśmiało zasugerowałam paniom, żeby mu odpuścić, bo dziecko tak ma, że z głodu nie umrze. Zwłaszcza, że nie mieszkamy w Etiopii... Jak zgłodnieje, to sam się upomni, byle mu nie podsuwać chrupek, bananków i sycących soczków między głównymi posiłkami.
Panie pokiwały głowami, ale stwierdziły, że to nic nie da, bo Karolek ma starych rodziców (mama miała 38 lat, a tata 44 jak się dziecię urodziło) i się przejmują. I do tego jest jedynakiem.
No tak... To wiele tłumaczy...

Smętnie pokiwałyśmy głowami ze zrozumieniem.
Ciocia Karolka stwierdziła beztrosko:
- Karolek poszedł w dziadka, czyli tatę swojej mamy. On też był taki drobny. Normalnie breloczek, nie facet :-DD
No cudo! Facet breloczek! Muszę to zapamiętać :-DDD

W czasie, kiedy sobie gawędziłyśmy z miłymi paniami, Ala z Karolkiem zrobili mi rewelacyjną sałatkę z liści, którą spożyłam z apetytem, ku aplauzowi małolatów ;-)
Potem przenieśli się do piaskownicy, gdzie już cokolwiek się zaludniło, a właściwie - zadzieciło.

A mianowicie przyszła panna (tak na moje oko ok. 18 letnia) z malutką dziewuszką Zuzią (półtora roczku).
Zuzia ubrana była w bielutką sukienusię i takiż kapelusz z imponującym rondem.
No normalnie - mała damesa :-D Po kilkunastu minutach, biała kiecusia przypominała szmatkę po odkurzaniu bardzo brudnego hangaru, a kapelutek został szmyrgnięty w najdalszy kąt placu zabaw :-D

Ala, Karolek, Zuzia i jej opiekunka gmerali się w piachu w najlepsze, wymieniając się łopatkami i foremkami, kiedy przyszła kolejna pani z wnuczką - Kingą (4-5 lat).
Kinga wzięła swoje artefakty i poszła do dzieci.
A dzieci - wiadomo - nowe mięsko się pojawiło z nowym sprzętem, to zaanektowały część foremek Kingi.
Nie na długo, bo babcia rzeczonej zareagowała natychmiast.
Odbyła krótki galop do piaskownicy i wydarła się na Karolka:
- ZOSTAW!!! TO NIE TWOJE! ODDAJ JEJ!!!
Spojrzałyśmy po sobie z babcią i ciocią Karolka lekko zszokowane.
Babcia powiedziała:
- Karolku. Oddaj dziewczynce, to jej.
Karolek oddał z niemym zdumieniem na buzi, a Ala wypowiedziała swoją stałą kwestię w takich wypadkach:
- Przecież trzeba się dzielić...
Jakoś to nie przekonało babci Kingi, bo stanowczym tonem kazała wnusi udać się na drugi koniec piaskownicy ( w pełnym nasłonecznieniu dodam). Z zabawkami rzecz jasna. I z poleceniem:
- Baw się sama!

Tjaaaa...

Trwałam w szoku. A babcia Kingi usiadła koło mnie i powiedziała:
- No! Do czego to podobne! To jej zabawki!

Nie skomentowałam bo jedyne, co mi się nasunęło, to to:
- Tak więc zabrała swoje zabawki i poszła do innej piaskownicy...

Krótko potem na plac zabaw weszła dziewuszka też tak na oko 5 letnia.
Obowiązkowy kapelutek na łebku, spódnisia dżinsowa, wiaderko w łapce, włos długi, rozpuszczony, perkaty nosek i promienny, zaraźliwy uśmiech.
- Cześć! Wiecie co? To są moje zabawki, ale możecie ich używać jak się wam podobają. O! Tu mam foremki, łopatkę i grabki. A wiecie co? Moja babcia to ciągle chodzi do kościoła! Ciągle! Jak tylko ma okazję, to od razu leci! A wiecie kto jest najfajniejszy? Mój dziadek! On umie naprawić wszystkie zabawki! I to od razu! Jest specjalistą od napraw! Naprawca, po prostu!  A pani to jest mamą Zuzi? - Gaduła zwróciła się do opiekunki Zuzi.
- Coś ty! To moja siostra! Ja mam 13 lat i nie mów do mnie pani!

Padłam! Ona naprawdę wyglądała bardzo poważnie i zajmowała się Zuźką jak profesjonalistka!

Małoletnia rezoluta nie straciła rezonu:
- Aha! A kochasz ją?
- No pewnie! To mój skarb największy!
- Coś ty! Ja mam brata i go nie cierpię!!! Wiesz,  jaki był mój najgorszy dzień w życiu?
- Nie...
- Jak mój brat się urodził. Wszyscy przestali mnie zauważać, tylko nim się zachwycają. A moi rodzice już się ze mną nie bawią. Jak on się urodził, to już nie chcą i nie mają dla mnie czasu. Dają mi tylko komórki, żebym sobie pograła, ale to nie to samo. Prawda? A tak lubiłam, jak się mną zajmowali i się bawiliśmy. Chyba mnie już nie kochają. No trudno. Muszę sobie sama czas zapełniać i szukać przyjaciół. Ala! Biegniemy?

Pobiegły...
A mnie się zrobiło jakoś tak...

Tylko dwie i pół godziny, a tyle obserwacji i uczuć...

Nie pokuszę się o podsumowanie...

40 komentarzy:

  1. No cóż myślę, że komentarz zbędny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Daaawno temu,ponad 25 lat minęło, wialiśmy z moimi syneczkami z cudownego placu zabaw w Szwecji przed... babcią Stefanka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oslun - Stefanek niczym swawolny Dyzio Żeromskiego? :-D

      Usuń
    2. Stefanek był malutki i szwedzkiego chowu - babcia wampirzyca! Bez ustanku ganiała za dzieckiem, wszystko mu poprawiała, zapinała, podawała - no dręczyła po całości. Potem dopadła moich (gdy się zorientowała, że mówimy tym samym narzeczem) i ciągle strofowała moich albo mnie. Przebojem był rozdzierający krzyk:"Pani tu idzie!!!" Na moje pytanie o przyczynę oznajmiła "On się huśta!!!" Oczami wyobraźni widziałam moje dziecię wiszące jak małpa za nogę na latarni. A młody - lat prawie 7 - huśtał się na niziutkiej huśtawce z opony. Babcia Stefanka uważała, że powinnam trzymać go za rękę, może za głowę, nie mam pojęcia.
      Chodziliśmy 2 kilometry - było daleko i mniej atrakcyjnie.

      Usuń
    3. Oslun - współczuję! Nadaktywne babcie to dopust boży!

      Usuń
  3. Może ta mała mogłaby babci od wnusinych foremek jakichś korepetycji udzielić na ten przykład? Mogłaś to jakoś delikatnie zasugerować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu - babcia wyglądała na niereformowalną. I po kwestiach o dzieleniu się, wygłoszonych przez małą od wrednego braciszka, zabrała swoją gwiazdę precz ;-)

      Usuń
    2. No tak.... nie dziwie się, musiała jakoś ten buraczkowy rumieniec wstydu schować... A propos babci - moja mnie właśnie Hanią nazywała:) Skąd wiedziałaś?? Buziol!

      Usuń
    3. A ja wiem?? Może jasnowidzenie? :-D

      Usuń
  4. No....w pół godziny cała paleta zachowań...

    Jestem mamą jedynaczki(z resztą "na górze" zdecydowano że więcej rodzić mi nie wolno) i wciskam swojej dziewczynce,że trzeba się dzielić.Ma teraz siedem lat i trochę niektóre koleżanki zaczynają być interesowne...przychodzą żeby pobawić się "fajowskimi" zabawkami i czasem podjeść-bo zawsze dbam o to żeby coś dla nich wykombinować.
    Na pewno rozpuszczam swoje dziecię,choć staram się z wszystkich sił nad sobą panować.Ciągle się boję że coś robię nie tak,że powinnam lepiej...i też jestem mamą bardzo dojrzałą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula - to były dwie i pół godziny :-)
      A dzieci są interesowne i naszą rolą (rodziców) jest uzmysłowienie naszym dzieciom, różnic między dzieleniem się,a wykorzystywaniem :-)
      I nie zamartwiaj się, czy jesteś wystarczająco dobra mamą - jesteś! Na pewno! :-)) I tej wersji się trzymaj, bo definicja mamy idealnej nie istnieje ;-)

      Usuń
    2. Wiesz,tylko to nie jest łatwe tłumaczyć dziecku i nie nastawiać przeciwko koleżankom.No i tak kombinuję jak mogę,żeby niczyich uczuć nie urazić ;)
      Chyba mam chwilowy spadek kondycji,bo trochę biadolę ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Ula - wiem, wiem! Ale wiesz co? Pamiętaj, że jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził ;-)
      Biadol do woli, bo to oczyszcza atmosferę i daje lepszy dystans do życia :-)

      Usuń
    4. Ula, uważaj żeby nie przedobrzyć - mnie wpierano, że jako jedynaczka jestem egoistka, wyrachowana, zapatrzona w siebie, rozpieszczona itp. i teraz mam problemy z brakiem asertywności!

      Usuń
    5. Oslun - masz rację. też jestem jedynaczką i wiem, o czym piszesz...

      Usuń
    6. Olsun...tego też się boję! :(

      Usuń
    7. Ula - nie bój się za bardzo, bo uroki macierzyństwa śmigną Ci koło nosa. Działaj intuicyjnie. Najlepiej jest przypomnieć sobie swoje dzieciństwo :-)
      Ja tak robię i jakoś leci ;-)

      Usuń
  5. Ach skąd ja znam te zachowania. .. mam to nawet w domu jak do tesciow wnuczka przyjedzie. Moja Paula nauczona wszystkim się dzielić (mimo iz 8 lat była jedynaczka) dzieli się wszystkim i do tego dziadkowie tego oczekują od Niej. A drugiej wnuczce jak coś kupią każą zamknąć się w pokoju... coby moja jej coś nie zabrała. .. zalamka, ale powiem Ci Monia, że teście też są niereformowalni, więc nauki odpuscilam... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, Aguś? Dzieci są mądrzejsze, niż nam się wydaje. I pewnie niedługo młoda młodsza zastrzeli dziadków pytaniem, czemu ma być egoistką ;-)

      Usuń
  6. Niezły tygielek miałaś do obserwacji ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwka - do obserwacji i do porównań ;-)

      Usuń
  7. I właśnie dlatego lubię pójść z moimi "żuczkami" na plac zabaw. Tyle człek się może nauczyć, napatrzeć i w razie co, wyciągnąć jakieś wnioski (byle mądre).
    Pozdrawiam
    Majeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majeczko - dla mnie to pewna nowośc, bo moje panny miały swój prywatny plac zabawa w ogrodzie. Trochę żałuję, że nie miałam możliwości takich, jak w blokach :-)

      Usuń
  8. Idealne miejsce do obserwacji :) A ile można się dowiedzieć i nauczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieto - oj tak! A ile materiału do pisania! :-DDD

      Usuń
  9. Ech... Ata, tak tu do Ciebie przychodzę i czytam i... jakoś mi się lepiej robi na duszy :)
    Tego jałowca to ja też mam na ogrodzie! Zaraza jedna!

    A! Było coś o świadectwie AnkiWarkoczanki? Jakoś nie doczytałam? Idę sprawdzić.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolcia - Anka Warkoczanka ma nudne świadectwo... Monotonia aż bije po oczach :D Chociaż może nie do końca. Jeden celujący wśród bdb też jest - z przyrody, rzecz jasna :-D

      Usuń
  10. witaj, bardzo ciekawy tekst, ysle,ze bardzo pouczajacy dla Rodzicow i opiekunow dzieci, a kiedy bedzie wiecej o Lucusiu, pozdrawiam Ciebie i kociaka, ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Annamaria - oby tylko ktoś wnioski wyciągnął i przemyślał swoje postępowanie... O Lucku i o Fredku zapewne będzie już niedługo ;-)

      Usuń
  11. Doskonale wiem, o czym piszesz, bo mam to - niestety - na co dzień :/ Jeszcze jest jeden typ - babcia przychodzi z wnusią ubraną jak cukiereczek. Normą jest, że dziecko chce wszędzie wejść, pohuśtać się, pobawić, a słyszy "nie , bo ubrudzisz rączki, sukienkę, buciki...". U nas zawsze sprawdzała się zasada "brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - takiego typu nie było, ale wiem, że i takie egzystują. Ja tam też wolę mieć dziecko szczęśliwe, niż czyste ;-)

      Usuń
  12. No cóż! Przekrój polskiego społeczeństwa :) Najbardziej mi się ta mała rezolutna dziewusia podobała :)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu - mi też, ale żal mi małej...

      Usuń
  13. faktycznie- nie trzeba komentarza:(

    OdpowiedzUsuń
  14. Masz dobre oko i celne pióro - nie po raz pierwszy to zauważyłam:)
    Ja starałam się wychowywać dzieci tak samo, ale kiedy wychodziły do piaskownicy, to córka wynosiła górę zabawek, którymi bawili się wszyscy (ona zaś czasem bawiła się tylko jakimś patykiem), a syn brał jedną zabawkę i kiedy ktoś chciał się nią bawić, to on podnosił wrzask na całe osiedle:):):)
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninko - ja jestem ( i staram się być!!) po prostu obiektywna :-)

      Usuń
  15. Hi, hi ja wlaśnie etap piaskownicy przerabiam. Alutka ma swoje wiaderko, lecz najlepsze są tubki po magnezie - cudze. Jest jedna fajna Babcia co przynosi w butelce dzieciom wody, by piaskowe babki się łatwo robiły. Siedzimy z ową Babcią wespół w piaskownicy i pozwalamy sobie nogi zakopywać.
    Raz Tato przybył ze swoją latoroślą i dziewczynka ochoczo zabierała zabawki innym. Tato nerwowo ją pilnował, odbierał, przepraszał i w ogóle robił zamieszanie. W końcu powiedziałam, by dał możliwość dzieciom na reakcje, bo to w końcu też walka o byt - ktoś wygra. Mała zabieralska została sama w zabawie, bo dzieci ją odseparowały i po przemyślunku sama wszystkie zabawki oddała do wspólnoty. Czasem trzeba przeczekać.

    Alutka po piaskownicy nadaje się do wytrzepania, a pralka to chyba w każdym domu jest. Grunt, by psy i koty nie sikały, odrobina piasku to jeszcze nikogo nie zabiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - biedny ten tatuś... :-D Pewnie krawatem korporacyjnym przyduszony :-D
      A dziecko brudne, to dziecko szczęśliwe. Już to tutaj padło i padać zapewne jeszcze nie raz będzie ;-)

      Usuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)