niedziela, 19 kwietnia 2009

Bezludna wyspa...

Fajnie byłoby mieć taką bezludną wyspę. Na wyłączność. Z dostępem do internetu ;-). Mało brakowało, a miałabym taką na własność...
Ostatni piątek. Popołudnie... Skończyłam walkę z chwastami w różach (pisałam już wcześniej) i postanowiłam posiedzieć, odpocząć sobie na huśtanej ławeczce i posłuchać jazgotu ptasząt...
Taaaa...
Ledwo się rozsiadłam i odpaliłam fajeczkę, przyszła do mnie jedna taka mała z warkoczami poniżej pasa i oznajmiła radosnym głosikiem:
-Dzień dobry pani! Ja jestem Dobra Wróżka i spełnię pani najskrytsze życzenie!
Wszystko aż we mnie jęknęło! Moje dziecko młodsze jest niezniszczalne, jeśli chodzi o gadulstwo i pomysły wszelakie! Opędzić się nie da! O nie!!
Więc postanowiłam dla tzw świętego spokoju podjąć rzuconą rękawicę:
-Serio? Najskrytsze??
-Tak! Wystarczy, że pani je wypowie!
-Ok! W takim razie chcę zamieszkać na bezludnej wyspie! Z dostępem do internetu!!
Mina wróżki nieco zrzedła:
-Yyyyy... Jak to?? Tak SAMA???
Tylko czekałam na pytanie o Aniusię ;-)
-Tak!! Całkiem i zupełnie! Tylko ja, wyspa, internet i ptaki! Żadnych dzikich zwierząt, które mogłyby zrobić sobie ze mnie obiadek, albo kolację!
-A co pani tam będzie jadła? - zatroszczyła się o chudą klientkę Dobra Wróżka.
-Dobra Wróżko! Na tej wyspie będą, jak to na takiej wyspie owoce. Będę je sobie jeść i jeść! Do wypęku!
-Na pewno tego pani chce? - upewniała się lekko zestresowana Wróżka.
-Tak! Zdecydowanie!
-Yhy... To ja sprawdzę na mapie, czy i gdzie jest w ogóle taka wyspa.
-Dobra! Mnie się nie spieszy...
Dobra Wróżka wygrzebała spod grubej warstwy piachu w piaskownicy jakąś kartkę formatu A4, rozłożyła z namaszczeniem i zaczęła studiować ją ze zmarszczonymi brwiami. Ze zdumieniem stwierdziłam, że ta tajemnicza "mapa" to mój osobisty schemat z jakąś serwetką hardangerową! Po chwili usłyszałam:
-Wie pani? Taka wyspa jest. Ale daaaaaleeeekoooo!! Aż przy Afryce!!
-Super! - oznajmiłam z entuzjazmem.
-Ale tam jest okropnie gorąco! - wykrzyknęła Wróżka, ciągle mając nadzieję, że zmienię swoje niedorzeczne plany, a przynajmniej uwzględnię w nich młodszy przychówek.
-CUDOWNIE!! Uwielbiam upały! Proszę mnie tam zabrać! Już!
-Droga będzie dłuuuuga...
-Nie szkodzi!
-Będziemy musiały zabrać dużo jedzenia - Wróżka wyraźnie piętrzyła trudności.
-Więc niech je Wróżka wyczaruje!
Wróżka ciężko westchnęła widząc, że klientka wybitnie upierdliwa i nieustępliwa, nasypała do wszystkich dostępnych foremek góry piachu (znaczy przygotowała żarełko na drogę).
Potem rozsiadła się wygodnie na ściętym pniaku po jabłoni i zaczęła się nasza podróż na Bezludną Wyspę. Opisu Wam oszczędzę, bo niewiele brakowało, a dostałabym morskiej choroby od tych wszystkich sztormów i huraganów, które nas nękały...
-No to jesteśmy! - oznajmiła Wróżka po pewnym czasie.
Akurat w tej chwili zaczęły ujadać okoliczne burki, sąsiad kłócił się z żoną, a nad głowami przeleciał nam helikopter.
-Coś tu głośno na tej wyspie - rzuciłam niezadowolona.
-No cóż - powiedziała niezrażona Wróżka - trudno! Musi się pani przyzwyczaić!
W tym momencie ulicą przejechał jakiś samochód.
-Co to ma być?? - zgłosiłam reklamację - samochód?? Na Bezludnej Wyspie??
-Oczywiście! - zakrzyknęła Wróżka - bo proszę pani to jest ucywilizowana Bezludna Wyspa! O widzi pani? Tu są domy - Wróżka machnęła małą łapką w kierunku domu sąsiadów - i tu są domy - drugie machnięcie w bliżej nieokreślonym kierunku - Sama pani rozumie - CYWILIZACJA!!!
-Wiesz co Dobra Wróżko? To weź ty mnie z powrotem zawieź do mnie, do domu. Do moich córeczek. Już nie chcę takiej Bezludnej Wyspy.
-I bardzo dobrze! - zakrzyknęła wyraźnie zadowolona z takiego obrotu sprawy mała Dobra Wróżka....

Dziecko moje młodsze potrafi się nakręcić jak mało kto...
Jutro, z powodu mojej rady pedagogicznej, która będzie trwała dłużej niż jest czynna świetlica w szkole, ze szkoły odbierze ją starsza siostra. Do tej pory, odbieranie przez Asię było traktowane jak święto narodowe: nie dość, że całkiem dorosła siostra, którą można się było pochwalić wszystkim w klasie (nikt nie ma takiej starej siostry), to jeszcze jazda autobusem do domu, kilometrowy spacer od przystanku do domu i do tego bez obciążenia, bo starsza sis targa za małolatą plecak.
Dziś jednak coś się zmieniło... Na niekorzyść...
Rano przy czesaniu Ania oznajmiła mi ponurym głosem:
-Nie chcę jutro wracać z Aśką!
-A dlaczego?
-Bo ja jej nie lubię!
Hmmmmm.... Ciekawe....
Nie drążyłam tematu. Sprawa wjaśniła się kilka godzin później za sprawą mojego męża, który powiedział mi, że mała boi się jechać autobusem, bo.... SIĘ MOŻE ZAPALIĆ!!
O matko i córko!! Ręce mi opadły niżej odwłoka!
-Aniu! Nie bój się! Gwarantuję ci, że autobus się nie zapali!
-Nie? A dlaczego?
Mega szybkie myślenie:
-Bo one palą się tylko na mostach i wiaduktach!
-A dlaczego?
-Bo tam jest przeciąg! I jak jest jakaś iskra, to ten przeciąg rozdmuchuje i autobus się pali. A u nas jest osłonięte drzewami ze wszystkich stron i nie ma szans na pożar!
-Aha...
-A poza tym - nie będziesz sama! Asia cię uratuje!
-Aha...
-Najwyżej plecak zostawicie - tu przegięłam, bo mina znowu się wydłużyła - nie łam się! Kupię ci nowy!
-Na pewno??
-Tak!! Obiecuję!!
-To dobrze - buziak wyraźnie się uśmiechnął...
Ufff!! Jeden powrót nie z mamą i ile kombinacji???
A w tym tygodniu będę ją odbierać ze szkoły tylko dwa razy... Ciekawe, jakie problemy sobie wymyśli na powroty z dziadkiem???

A na koniec westchnę sobie pobożnie pod własnym adresem:
Panie Boże! Daj mi siłę, żebym przetrwała ten nadchodzący tydzień w stanie względnej normalności umysłowej!!

9 komentarzy:

  1. Piękną wyobraźnię ma Twoja córcia!
    Życzę spokojnego tygodnia. Oby szybko zleciał.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. skąd ja to znam , też bym czasem uciekła na bezludną wyspę pozdrawiam ewcia

    i zapraszam do mnie http://ewelinarotko.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak mi komputer pada, to posty się plenią jak zielsko niewiadomego pochodzenia w ogródku! Nie znam Twojej córci osobiście,ani jednej ani drugiej,ale uwielbiam obie. Uważam ,że tracisz czas na posyłanie do szkół czy przedszkoli,oraz pracując zawodowo. Ileż ciekawych dyskusji Cię omija przez to, aż żal myśleć.
    A co do dzieł decu, to są śliczne! Mam za sobą pierwsze doświadczenie w tej technice i przyznam szczerze- co spojrzę opluwam się ze śmiechu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Wam dziewczyny za komentarze!
    Ewciu! Dziękuję za zaproszenie :-)

    Laura - weź się i pochwal co zrobiłaś, bo ciekawość mnie skonsumuje!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuknij do mnie ,tam jest nbiespodzianka. A zdjęcia mojego DZIEŁA jutro,jak mi dziś komputer naprawią,bo teraz uprawiam latanie :(. Co chwilę mnie wyrzuca z sieci :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Luknęłam! Dziękuję!! :-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety:). Moje Młodsze zaczęło mówić późno...(i tu zbliżamy się do owego "niestety")...jak zaczęło, to już nie przestało. Mówi nawet przez sen...

    OdpowiedzUsuń
  8. Młodsza zaczęła mówić właściwie od razu ;-D
    I tak jej zostało. Starsza dość długo zachowywała wyniosłe milczenie, ale teraz też ma niezłe, oj niezłe gadane...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że przekonałaś się osobiście, że bezludna wyspa nie jest wcale taka fajna i wróciłaś do swoich córek, bloga i lubiących Cię komentatorów.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz pozostawić po sobie ślad :-)